Saga „Zmierzch”, S. Meyer

Gdziekolwiek, cokolwiek czytam odnośnie Meyer i jej sagi „Zmierzch” odnajduję dwa głosy. Są niczym dwie wrogie strony na jakiejś wielkiej wojnie. Dobrze, że nie można używać broni, trupów byłoby wiele.
I tak jednych mogę nazwać tzw. „elitą” czytającą. Osoby z tej grupy pisząc jakikolwiek komentarz do książki od razu muszą poszczycić się erudycją i często przywołują nazwiska. Jakie? Znane, dostojne, klasyczne. Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju snobizm czytelniczy. I tak pada nazwisko Dostojewskiego, Prousta ba! nawet Manna można się doszukać. Po co? Jaki jest sens porównywania np. takiej pani Meyer, amerykańskiej pisarki tworzącej literaturę popularną, do kanonicznych nazwisk literatury światowej?– pytam się w duchu. Strach wypowiedzieć te pytanie publicznie, kto wie co by trafiło w moja głowę…? Drudzy, tzn. druga grupa, to po prostu fanki. Kogo? Ani Meyer, ani „książki” pt. „Zmierzch”, a tak naprawdę Roberta Pattinsona (o zgrozo! nawet nie Edwarda Cullena, głównego bohatera). I nie żebym miałam od razu coś do R.P.! 
Tylko, że ta walka na „słowne” miecze nie jest niczemu potrzebna. Jest bezsensowna i trochę szalona. Wszyscy wiemy jak pisze Meyer, jak napisana jest saga.  Trzeba na ten „dziwny”, ale „fenomen”, spojrzeć poprzez pryzmat jej magnetyzmu. Na czym polega? Autorka bazuje na silnych, odwiecznych i pożądanych przez wszystkich emocjach (wielu się z tego nabija, ale miłość to odwieczny i pociągający temat). Wszystko jest proste, a raczej powinno być, a nie jest. Nawet postacie są proste i łatwo się z nimi zidentyfikować (lub i nie). Wyobraźnię pobudzają przyciągające się przeciwieństwa: szara myszka Bella i nieziemsko piękny Edward. Wampiry z upiornych legend jakby ucywilizowane, a walka dwóch mężczyzn o jedną kobietę (a raczej dwóch chłopców o jedną dziewczynę) to pojedynek na kilka słów i min. Fabuła także jest prosta, ale akcji nie brakuje (a raczej jest sprytnie prowadzona). To sprzyja wciągnięciu się w grę pt. „Zmierzch”. (Zasada sukcesu: prostota!)
Nie skomentuję już nawet tego ile i skąd zapożyczyła, natchnęła się czy podkradła Meyer (oczywiście mam na myśli pomysły zw. z wampirami i ich światkiem).
Nie wstydzę się, że przeczytałam całość sagi, choć pięć lat po premierze. Kupiłam cztery dość opasłe knigi, przyniosłam do domu i strawiłam je w cztery, przyjemnie spędzone wieczory.
Uważam, że warto z pisarstwa i książek Meyer wyciągnąć wnioski o tym jaka jest, a raczej jak jest dzisiaj robiona literatura widniejąca pod hasłem „bestsellery”. Otóż wszystko poprzedziła wielka kampania reklamowa. Jak widać zaowocowała i wydała wprost niewyobrażalne plony. Najpierw wszczepiono nam myśl: „warto to przeczytać”, zarażono nas wirusem, a potem poszliśmy do księgarni, w koszyku umieściliśmy Meyer,STOP! jej książkę!, a na końcu lektura.
Szczerze, choć Meyer pisze jak pisze (każdy widzi kto patrzy na słowa), jestem porażona nieudolnością filmowców. O ile warsztat tej amerykańskiej pisarki z Arizony jest na poziomie licealnych wypracowań, o tyle fabuła powieści jest wręcz idealna na film. A co zobaczyłam w kinie? Nudę. A pani od scenariusza tak się chwaliła, że z nieudolności pisarstwa Meyer zrobiła taką niezłą pracę… Cóż, po lekturze sagi przed oczami miałam porywający film, a tymczasem na seansach przysypiałam…

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s