„Nocny pociąg z mięsem”, Clive Barker

Tak się składa, że w przypadku twórczości Barkera wielokrotnie, najpierw, spotykałam się z nią poprzez film, a nie tekst literacki, choć nie dziwię się takiej właśnie kolejności – jego twórczość jest obrazowa i obfituje w wyraziste postacie. Podobnie było ze sfilmowanym opowiadaniem „Nocny pociąg z mięsem” (reż. Ryuhei Kitamura, w roli Leona – Bradley Cooper, USA 2008).

Co i jak
W opowiadaniach Barkera lubię stopniowanie (mam tutaj na myśli przeprowadzanie i pokazywanie mi otoczenia poprzez różne jego poziomy) świata przedstawianego, rytmiczne i naturalne dochodzenie do jądra opowieści oraz fakt, że jego celem jest to, abym poczuła grozę wszystkimi zmysłami; co w przypadku „Nocnego pociągu z mięsem” osiąga ukazaniem miasta w oczach dwóch narratorów: trzecioosobowego i pierwszoosobowego – głównego bohatera, Leona Kaufmana. Donosi o tym co mrocznego dzieje się w mieście także za pomocą artykułów z prasy. Przechodząc z poziomu ulic na kolejny  – przestrzeni metra, zanurza mnie w opowieści i jednocześnie odcina wraz ze swoimi bohaterami od naturalnego światła; pozostawiając jedynie z migoczącym, przytłaczającym światłem lamp. W kulminacyjnym momencie zamyka w jednym z wagoników metra, pobudzając i zarazem ograniczając wyobraźnię do klaustrofobicznego pomieszczenia z jednoczesnym przyzwoleniem na bycie jednym z cichych świadków dziejących się zdarzeń w tym zamkniętym świecie.
Pomiędzy histerią a ekstazą
Opowiadanie napisane dwadzieścia siedem lat temu pochodzi ze zbioru „Księga Krwi I” (1984 rok) i prezentuje Nowy Jork, o którym narrator trzecioosobowy mówi jako o żyjącym pomiędzy histerią a ekstazą. Nie mogłabym lepszymi słowami ująć moich odczuć po tym spotkaniu z Barkerem. Atmosfera tutaj to ciągłe i jednoczesne przeplatanie się tych dwóch substancjonalnych pojęć.
Nocny pociąg z mięsem
Historia zaczyna się od wprowadzenia do świata przedstawionego niejakiego Leona Kaufmana, w dalszej części opowieści dowiem się, że „wyglądał na anemicznego żydowskiego księgowego”, ale zostańmy w tym miejscu. Na początku pojawia się Nowym Jork jako upragnione miasto głównego bohatera, nazywającego go Pałacem Rozkoszy: „Teraz, po spędzonych tu trzech miesiącach, Nowy Jork stracił cały swój urok i otaczającą go aurę doskonałości. Nowy Jork to po prostu miasto. Widział, jak Nowy Jork budzi się, wydłubuje zabitych spomiędzy zębów i wytrząsa samobójców ze swych włosów. Widział to miasto w nocy, jego brudne zaułki, widział, jak bezwstydnie obnaża swą deprawację. Widział je podczas gorącego popołudnia, leniwe i wstrętne, obojętne na wszelkie okrucieństwa i gwałty dokonujące się w mrocznych przejściach”.  Doświadczyłam co najmniej dziwnego uczucia. Barker od samego początku serwuje mi świadomość, że Nowy Jork ma dwie strony; jedną – jasną, upragnionego miasta tętniącego życiem  i kochającego je oraz mrocznego – pozbawiającego go.  Tutaj miasto słynące z tego, że nigdy nie śpi opatruje słowami: „to nie rozkosz, lecz śmierć”.
Barker nie byłby sobą, gdyby pozwolił mi na spokojne podpatrywanie miasta. Po chwili barbarzyństwo ujawnia artykuł z The Times pt. „Rzeź w metrze”. Nastrój grozy pęcznieje. Informacja o znalezionych ciałach na stacji Avenue of the Americas budzi strach. Jestem bliżej ofiar. Poznaję pierwszą z nich. Barker przedstawia ją z imienia i nazwiska. To niejaka Loretha Dyer. Przed oczami mam dziewczynę i trzy inne ciała: porąbane, wypatroszone i całkowicie ogolone; zawieszone na hakach, pozbawione krwi. Obraz jest prosty, a jednak wymowny. Widzę go wyraźniej niż wszystko co przedtem mogłam zaobserwować. To scena z rzeźni choć nią nie jest, ale ubój to nie świnie, a ludzie. Od tego momentu widzę, czuję i wiem, że idąc za Leonem poznam nie tylko prawdę o rzeźniku, ale i będę świadkiem kolejnej makabrycznej zbrodni.
W międzyczasie poznaję mężczyznę w brązowym garniturze z wklepanym w przerzedzone włosy żelem – Mahogany’ego, który jest „nocnym wędrowcem. Jak Kuba Rozpruwacz, jak Gilles de Rais”. Jego nienaganny, wręcz pedantyczny wygląd kontrastuje z wykonywanym przez niego fachem, podsycając moje obrzydzenie do tego człowieka, o ile mogę go jeszcze tak nazwać.
Od momentu wejścia Leona do metra na linii Express do Mott Avenue zaczyna się najmroczniejsza i zarazem szybko przebiegająca część tej historii. To, co dzieje się potem budzi we mnie, niemym i bezradnym świadku, lęk i obrzydzenie w formie efektu wymiotnego, zupełnie tak samo jak u Leona.
Kaufman szybko orientuje się w zaszłych zdarzeniach, najpierw przez małą dziurkę a potem stojąc tuż obok może obserwować wykonaną pracę rzeźnika.  Aby było bardziej gorąco dochodzi do walki między Mahagony’m a Leonem, o dziwo zwycięzcą jest ten drugi. Pociąg zaczyna zwalniać, maszynista krzyczy: „zajmij swoją pozycję”. Jaką? O co chodzi? Myśli nie tylko Leon, ale i ja. Kolejka metra staje, otwierają się drzwi, ktoś nadchodzi. Mroczny świat jest już tuż tuż. Ciekawość nie pozwala Leonowi siedzieć za fotelem. Wysuwa się i podgląda, a ja za nim. O dziwo, obok niego przechodzą nie stworki, które kojarzymy z filmów science fiction, ale istoty ludzkie, choć dotknięte czasem i sposobem życia w podziemiach. Łyse, wyzute z płciowości, sflaczałe, a jednak cały czas mające w sobie tyle z dawnych ludzi jakimi byli. Krótka rozmowa pomiędzy jednym z nich, a głównym bohaterem daje mu i mi jasno do zrozumienia: po śmierci rzeźnika, on jako ten, który odebrał mu życie będzie jego następcą. I tutaj, pojawia się stwór „ojciec”, którego wygląd jest nie do opisania. Drapiąc paznokciami wnętrze przełyku Leona, mówi „Służ”, po czym wyrywa język, przy okazji połykając go. Nigdy więcej nic już nie powie…
Scena zamykająca nie wzbudzi już odruchu wymiotnego, jak ta z metra kiedy słyszałam myśli i słowa Leona, czującego smak zgrozy patrząc na wiszące ciała, niczym świnie tuż po uboju. Teraz Kaufman w towarzystwie motorniczego, z zaschłą krwią w ustach, wychodzi na stacji bez nazwy. Idę za nim. Rzucają się w oczy białe kafelki i rój pracujących jak w ulu ludzi, którzy z respektem patrzą na nowego rzeźnika, co o dziwo podoba się mu. Wolnym krokiem udaje się na powierzchnię, aby złapać nie tylko świeży oddech, ale i przygotować się do pracy następnej nocy.
Kolekcja mrocznych bohaterów
To kolejna odsłona postaci z panteonu Barkera: (tutaj) od anemicznego Kaufmana, przez Mahagony’ ego, po Ojców miasta, którzy wprowadzają nie tylko strach i obrzydzenie tym jak wyglądają i co jedzą, ale teorię kolejnych tajemnic skrywających się przed światłem dziennym.
Dla mnie „Nocny pociąg z mięsem” to praca wykonana przez Barkera na piątkę. Zauważcie, że bez epitetów,  nadużywania rzucania mięchem i  wszędobylskiej obecności obrzydzenia powoli, aż chce się powiedzieć – naturalnie buduje nastrój grozy. Do tego scena finałowa z kończącym je wyrwaniem języka przez Ojca i zakończeniem ulokowanym w stacji metra bez nazwy, gdzie słyszymy krzątających się ludzi usuwających dowody po makabrycznej zbrodni, spostrzegamy białe kafelki, czujemy zakrzepłą krew na ustach Leona – powoduje przynajmniej u mnie uczucie paranoi. Dlaczego? Zwyczajność miesza się ze zgrozą. Barker pozostawia mnie w świeci, gdzie choć barbarzyństwo chowa się przed światem dziennym, istnieje. 

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s