Wampir, John William Polidori

„Budził u ludzi pierwotne instynkty, wywoływał prostackie odczucia i złowrogie myśli, a to, co dobre w ludzkiej naturze, obracał w zło”
Dla fana tematu oczytanego we współczesnej literaturze wampirycznej, „Wampir” Polidori’ego może okazać się dziełem rozczarowującym. Niemniej należy pamiętać, że tekst ten, pierwszy w literaturze angielskiej traktujący o wampirze, stał się nie tylko prototypem późniejszych wąpierzy /upiorów /wampirów – do którego pisarze będę wracali i czerpali z niego inspirację, ale i tytułem dziś obowiązkowym.
Opowiadanie liczy kilkanaście stron, lektura jest szybka i całkiem przyjemna. John William Polidori jest tym, który niejako „wprowadził” na salony doby romantyzmu wampira, tekst ma typowy klimat epoki, są bale i oczywiście podróż po Europie.
„Wampir” skupia się na dwóch postaciach, lorda Ruthvena – o którym arystokracja mówi jako o dziwacznym szlachcicu, ale i toleruje ze względu na „tajemnicze fluidy” oraz Aubreya – przystojnego młodzieńca, który wraca do Londynu z podróży. Już od samego początku Polidori zaserwował nam dwa tak bardzo odmienne wizerunki: jeden wyrachowanego mężczyzny, a drugi delikatnego młodzieńca.
Jak w wielu tekstach doby romantyzmu wyruszamy w podróż i to ona okazuje się dać nam klucz do zrozumienia historii i poznania wiedzy, której jesteśmy rządni. Aubrey szybko orientuje się, że lord jest dziwakiem i tajemniczym człowiekiem. Obserwuje w jego zachowaniu wiele niepokojących rzeczy, np. rozrzutność i hojność dla łotrów. „Budził u ludzi pierwotne instynkty, wywoływał prostackie odczucia i złowrogie myśli, a to, co dobre w ludzkiej naturze, obracał w zło”. Kiedy w Grecji Aubrey poznaje śliczną dziewczynę, Janthe, ta opowiada mu lokalną legendę o wampirze, który żył pośród ludzi i co roku musiał odnawiać siły witalne krwią niewinnej dziewczyny. Oczywiście zareagował na to śmiechem i niedowierzaniem, kto by wierzył w stare legendy i prawdziwość istnienia wampira… Pewnego poranka wypuszcza się za miasto, zafascynowany okolicą traci poczucie czasu i w nocy trafia do pewnej jaskini. Dochodzą go krzyki kobiety. Wszystko dzieje się szybko i jest jak scena wyjęta wprost z koszmaru sennego.  Następnego dnia okazuje się, że ofiarą złoczyńcy padła jego Janthe. Następny ważny dla rozwoju fabuły moment to scena polowania podczas, której zostaje ranny lord Ruthven. Każe przysiąść Aubreyowi, że przez rok nie wyjawi nikomu prawdy o jego śmierci. Chłopak zgadza się. Wędruje dalej; Smyrna, Rzym (okazuje się, że dziewczyna którą lord wcześniej chciał uwieść dosłownie zapadła się pod ziemię). Zrozpaczony wraca do domu. Siostra Alicja ma już 18 lat, jest młodą kobietą, pojawiają się na balu. Aubrey popada w chorobę, dla otoczenia jest szaleńcem. Dodatkowo na takie postrzeganie jego osoby wpływa samotność, zaniedbanie (przypomina upiora). Traci świadomość, ma napady konwulsji połączone z majakami. W jednym ze snów ma halucynację, że jego ukochana siostra staje się niewolniczką Ruthvena. Kiedy do wypełnienia złożonej przysięgi pozostaje tylko 5 dni dowiaduje się o planowanym zamążpójściu Alicji, ma zostać żoną lorda. Popada w histerię. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, po roku, odzyskuje siły, wyjawia prawdę i umiera. Po jego siostrze znika ślad, nikt więcej nie słyszy o lordzie.
Komentarz: Opinii o opowiadaniu jest wiele. Na pewno nie jest to majstersztyk czy historia, która może porwać. Dla mnie to po prostu całkiem dobrze skrojona historyjka o wampirze, łącząca legendę z próbą pokazania wampira jako tego, który ma moc nad psychiką ludzką.
Lord Ruthven przedstawiony jest jako demoniczna postać, potrafiąca omotać nie tylko poszczególne jednostki, ale i całe towarzystwo. Amoralny, zły, niszczycielski (wiele osób po prostu widzi w nim bohatera byronicznego). Polidori pokazuje wampira jako tego, który odbiera życie, steruje psychiką ludzką, wszystko wokół jest zabawką w jego rękach. Aubrey, jest jedną z jego ofiar. Choć walczył z całych sił, aby nie poddać się sile, która chciała mieć nad nim władzę – mamy tutaj do czynienia z typowym dla doby romantyzmu szaleństwem, utratą zmysłów – ostatecznie i tak ponosi śmierć.
Podróż jaką odbywają Ruthven i Aubrey ma zbliżyć nas do postaci lorda. Odkrywamy po drodze, w Grecji legendę o upiorze, a następnie jesteśmy świadkami jej prawdziwości.
Mocnym punktem opowiadania jest część w której Aubrey popada w chorobę. Dzisiaj pewnie większość z nas powiedziałaby by o tym głęboka depresja, albo szok po gwałtownych i niespodziewanych zdarzeniach, inni może po prostu powiedzieliby wariat. Jakby nie patrzeć, pod wpływem Ruthven’a chłopak jest osłabiony, traci nie tylko na wadze, ale ślad odbija się także na jego psychice. Nie wysłuchany, nie zrozumiany i wyśmiewany ucieka od przed światem, zatraca się i jednocześnie ma wizje tego, co stanie się z jego siostrą. Lecz kto uwierzyłby szaleńcowi…? Polidori dzięki mrocznemu zakończeniowi nadał opowiadaniu wyrazistości i pozostawił nam w atmosferze tajemniczości.
Plusy: Podoba mi się, że pisarz i osobisty lekarz w jednej osobie Byrona, dr Polidori, nie skupił się na cielesności potwora, ale na jego psychicznym oddziaływaniu na otoczenie. Tak naprawdę nie wiemy nawet jak dokładnie wyglądał; miła powierzchowność i dobre maniery, to nie wiele wiedzy na temat tej postaci. Z punktu współczesnego czytelnika, jakim jestem, dobrym pomysłem wydaje się wprowadzenie mnie do historii poprzez to, co ktoś zasłyszał, krążących plotek wśród towarzystwa, w efekcie nic nie jest pewne – a to tylko przyciąga zainteresowanie. Plusem jest także pomysł na kreację wampira jako tego, który ma dwa oblicza: dżentelmena (myląca ludzi powierzchowność), do którego wszyscy lgną jak do magnesu i potwora, który niezauważenie pochłania życie ludzkie. Zakończenie w którym dowiadujemy się o zniknięciu tak lorda, jak i jego młodej małżonki Alicji oraz o śmierci Aubrey’a, nadało wyjątkowego, mrocznego klimatu opowiadaniu.
Minusy: Nie da się ukryć, że czuć „piętno” romantyzmu: podróż, arystokracja – ci bogaci i lud – ci biedni (to Janthe opowiada Aubreyowi legendę o wampirze, to robotnicy informują go o śmierci dziewczyny, to z ludowej opowieści rodzi się niesamowita historia), męski bohater i antybohater – wszystko nazbyt schematyczne, akcja prowadzona krok po kroku, które można z łatwością przewidzieć. Do tego główni bohaterowie to mężczyźni, ofiary – kobiety, a osobą, która wyjawia prawdziwość legendy – jest także kobieta – czyli nie ma nic szczególnego i innego od tego, co proponował kanon.  Szkoda, że Polidori kreśląc chociażby scenę w jaskini nie rozbudował jej, wyostrzając grozę jakiej doświadczył Aubrey. 
Czy polecam?: Tak, ale nie dlatego, że będziecie czytali „Wampira” z wypiekami na twarzy. Tekst jest obowiązkowy do lektury dla wszystkich zainteresowanych obecnością wampira na kartach literatury. Mamy tutaj próbę jego psychologizacji i przedstawienia wpływu na ludzi.
John William Polidori – osobisty lekarz Byrona, pisarz włoskiego pochodzenia. Popełnił samobójstwo w wieku 26 lat. Mówi się o nim jako o twórcy literatury fantastycznej o wampirach. Genezy opowiadania można doszukiwać się podczas spotkania latem 1816 roku Byrona, Percy’ego Bysshe Shelley’a, Mary Goodwin (Shelley), Clair Cleirmont i Polidori’ego nad Jeziorem Genewskim w Willi Diodeti. Wówczas, Byron miał zaproponować zebranym napisanie historii z dreszczykiem, tzw. ghost story. To tam powstał „Frankenstein” Mary Shelley, to tam Byron miał podać pomysł dla Polidoriego. Oczywiście wiele osób uznawało wówczas „Wampira” za twór Byrona, w efekcie John William Polifori popełnił samobójstwo, a do dziś porównuje się „Wyimek” lub Fragment” Byrona z omawianym opowiadaniem Polidori’ego. Nazwisko tego pisarza trzeba odnotować i zapoznać się z nim jeśli chce się być świadomym współczesnego wizerunku wampira w literaturze – to od niego pochodzą kreacje wampira, który czaruje i zarazem potrafi zapanować nad psychiką ludzką (mając złe intencje) oraz podejście do tematu od strony psychologicznej. 

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wampir, John William Polidori

  1. po tym co napisałaś, nie potrafię uwierzyć, że opowiadanie ma ledwo kilkanaście stron… obstawiałbym raczej około 50, a nawet więcej. Ciekawe jak udało się skompliować tak szeroką fabułę w tak niewielkiej masie tekstu…

    • Alice pisze:

      Czasami trzeba uwierzyć, albo sięgnąć po tekst, aby się przekonać:-) Polidori pisze dobrym językiem i jest sprawnym opowiadaczem (wie jak zawrzeć dużo treści przy minimum środków), tego mu nie mogę odmówić. I tak jak wspomniałam w komentarzu – w tekście jest dużo tajemniczości, akcja szybko sunie do przodu, ale co ważne, Pilodori o wielu sprawach czy zajściach bardzo szczątkowo mówi,np. scena do której się przyczepiłam – w jaskini- dosłownie ją zarysował – chyba w trzech zdaniach „starszne zajścia” opisał. Poza tym, tak jak też napisałam – wszystko jest „wspomniane”, „zasłyszane”, „powiedziane jedo po drugim”, dobrze wmontowane w fabułę – dzięki czemu ten nie za długi tekst ma w sobie historię. Niestety, prywatnie, dla mnie był zbyt przewidywalny i schematyczny – a ja tego wprost nie cierpię, nawet jeśli mam do czynienia z dobrym pomysłem i niezłym językiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s