Jakiś potwór tu nadchodzi, Ray Bradbury

Co kryje lunapark? Jaką tajemnicę skrywa karuzela?
Kim jest człowiek ilustrowany?
Czy wróci woskowa starucha?
 
Strzeżcie się jesiennych ludzi.
„Palec mię świerzbi, to dowodzi, że jakiś potwór tu nadchodzi”.
– Och! Ach! – Uwielbiam książki, które wieją zapachem dzieciństwa. Trochę smutno mi było, że to odsłona świata chłopców, a nie i dziewczynek, ale i tak nie odebrało mi to przyjemności z lektury.
Z treści: 14 października, tuż przez czternastymi urodzinami Jim’a Nightshade’a i Williama Halloway’a, (urodzili się 30 października w Halloween) w Green Town pojawia się sprzedawca piorunochronów, powiadamiając chłopców o nadciągającej nadzwyczajnej burzy.
Wkrótce w miasteczku pojawia się lunapark. Fakt ten wydaje się bohaterom Bradbury’ego bardzo dziwny. Jak to jest możliwe w październiku? Szybko odkrywają, że wesołe miasteczko skrywa tajemnicę oraz poznają sekret karuzeli. Ojciec Willa pomaga dwóm przyjaciołom w rozwiązaniu zagadki i wyjściu z opresji.
Komentarz: Książka z której dosłownie wieje i czuć magię. Wisząca nad miasteczkiem tajemnica, wypełzająca z każdego zakamarka groza – wspaniale oddają atmosferę w której dwóch chłopców musi zmierzyć się ze złem. Lunapark wraz z dwoma mężczyznami w nim pracującymi: Coogarem i Darkiem jest jego symbolem. Bez zbytecznego moralizowania i przemądrzania się Bradbury pokazał, że coś co jest zabawą, przyjemnością czy rozrywką, pod spodem może skrywać mroczne tajemnice i mieć w sobie diaboliczny pierwiastek. Tak samo jak nie zawsze ten człowiek, który najszerzej uśmiecha się nie musi być tym najweselszym i najlepszym. Pod kreacją dziecięcej przygody, która  zamienia się w koszmar pada wiele ważnych rozważań. Wśród nich m.in. o śmierci: „sprawia, że wszystko inne staje się smutne, jednakże ona sama jedynie przeraża” czy o odwiecznym pragnieniu człowieka do wiecznej młodości – moc karuzeli.
Główni bohaterowie Bradbury’ego to jeszcze dzieci. Chłopcy trochę papierowo przedstawieni jako swoje przeciwieństwa nie wydają się być ciekawi. Za to ich historia, „potwory” pojawiające się w ich życiu oraz przygoda jaką przeżyli (z ich ciekawością świata i podglądactwem) – jak najbardziej mogą przyciągać uwagę – jest frapująca i nie sposób oderwać oczu od poczynań tych dwóch trzynastolatków. Gdyby nie ich wielkie zainteresowanie pojawieniem się lunaparku – nie pojawiłyby się istoty wprost wyjęte z fantastycznych opowieści; jak człowiek ilustrowany, woskowa starucha czy człowiek – szkielet. Spodobał mi się pomysł na postać Charlesa Halloway’a, ojca Willa. Nie jest ani posągowym tatusiem, ani nudnym bohaterem literackim. Niezbyt ciekawa przeszłość, ukrycie w bibliotece i szukanie tam sensu życia, widzenie w synu „lepszego siebie” – to wszystko składa się ciągłe śledzenie każdego kroku tej postaci.
Poetyckie opisy, soczystość i obrazowość języka niewątpliwie podkreślają magiczność świata chłopców i dodają niesamowitości opowieści Bradbury’ego. Będąc szczerą muszę przyznać, że rozległe opisy i poetyczność tekstu od połowy książki trochę zaczęły męczyć, w efekcie na kilka dni porzuciłam dalszą lekturę, aby potem do niej powrócić. Niemniej literacko tytuł stoi wysoko, a dialogi są wyrazem wielkiej wrażliwości językowej pisarza i jego nieprzeciętnych umiejętności pisarskich. Rozmowy dwóch przyjaciół, dla nich poważne – niejednokrotnie wywoływały na mojej twarzy uśmiech rozbawienia.
Czy polecam?: Oczywiście, że tak. Chociażby dla samej poetyckości opowieści, dla ponadprzeciętnych umiejętności pisarskich Bradbury’ego, ale i historii, która choć niezbyt wydumana, w pewien sposób jest interesująca.
„Jakiś potwór tu nadchodzi” (ang. „Something Wicked this Way Comes”), Ray Bradbury – data wydania w USA: 1962 rok, w Polsce w częściach drukowane w połowie lat 90. w „Nowej Fantastyce”, a w 2009 roku w formie książki.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jakiś potwór tu nadchodzi, Ray Bradbury

  1. Onibe pisze:

    nie wiem czy słusznie, ale kojarzy mi się trochę ze „Sklepikiem z marzeniami” S.K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s