Dead reckoning (Rozliczenie martwego), Charlaine Harris

„Dead Reckoning” to jedynasta, albo AŻ jedenasta część opowieści o Sookie Stackhouse z serii „The Southern Vampire Mysteries”. Będzie na pewno jeszcze jeden, bo na tyle tomów ma podpisaną umowę Charlaine Harris ze swoim wydawnictwem ABC Books.
Z treści: Tym razem zaczyna się od porządków na poddaszu i tajemniczego ataku na bar Merlotte’s. Eric wraz ze „swoją ludzką żoną”, czyli naszą panną Stackhouse, planuje zabicie Victora Madden’a – namiestnika króla Felipe. Pam chce mieć dziecko, a w domu Sookie mieszka dwóch spokrewnionych z nią wróżów – Claude i Dermot. Do tego bohaterka Harris znajduje list i talizman od babci w tajnej skrytce. Jakby było tego mało pojawia się poważny problem w związku Erica i Sookie. Co jest w liście? Od kogo Adele Stackhouse dostała tajemniczy przedmiot? Jest wartościowy? Czy uda się pokonać Victora? Pam będzie miała dziecko? Co może podzielić kochanków?
Komentarz: Serial  „Czysta krew” /ang. „True Blood” zniszczył serię o Sookie. Jest tylko jedno wielkie rozczarowanie. KLAPA. Czuć parcie Charlaine Harris na wielki sukces (może praca pod naciskiem wydawnictwa…), a co ma powiązanie z produkcją HBO. Gołym okiem widać, że pisze po to, aby dobrze wyglądało na ekranie. To już nie całkiem przyjemna opowieść o Sookie i jej magicznym i wrogim zarazem świecie, ale materiał podchodzący pod scenariusz i z myślą o serialu (w barze Sama serwują już nawet „kotlet Lafayete’a” – przypominam, że w przeciwieństwie do serialu w powieści został bardzo szybko uśmiercony).
Bardzo dużo powtórek z ostatnich tomów. Czułam się jakby autorka wzięła mnie i innych czytelników za upośledzonych albo zapomniała o fanach powieści i pisała dla tych, którzy są fanami serialu i dopiero wkraczają w „książkowy” świat Sookie Stackhouse. Dosłownie jedną trzecią książki można spokojnie wziąć za „jedno wielkie powtarzanie”…
W powieści pojawia się kilka interesujących rzeczy, jak chociażby sam pomysł na znalezienie talizmanu, którego użycie może okazać się w dwunastym tomie – momentem przełomowym w życiu Sookie. Niestety kilka naprawdę udanych momentów zostało zabitych przez splot przypadkowych elementów. A pomysł na zerwanie więzi Sookie i Erica w tak prosty sposób jak uczyniła to autorka – wydałby się banalny nawet dziecku. Całość fabuły wygląda jak zbitka przypadkowych wycinków o Sookie zlepionych w jedną całość. To, co zwiemy fabułą, tutaj jest bardzo rozmazane. Mamy jedynie rzucone kilka akcji odrębnych od siebie, a wszystkie niby łączy nasza telepatka z Luizjany.
Co najważniejsze dla mnie – Charlaine Harris zapomniała o swojej głównej bohaterce. Sookie niby jest, ale jej nie ma. Papierowa, kartonowa, wydmuszka, już sama nie wiem co mam o tym wcieleniu napisać… Snuje się jak duch. To nie ta intrygująca, denerwująca, narwana i szalona panna Stackhouse jaką znałam. Lubiłam ją właśnie za ten jej urok, życiową ikrę, upartość, za rozmyślania. A tu – nic. Mało tego! Eric Nortman nie jest już sarkastyczny. Stał się bezbarwny, nie ma w nim już nic pociągającego oprócz urody starożytnego Wikinga. Bill Compton niespodziewanie używa takich słów do ukochanej Sook, że aż mi szczęka opadła – to przecież nie ta postać. Jędzowata, wredna i zimna Pam (jej! za to ją fani powieści pokochali!) nagle staje się ciepła kluską, co to chce mieć dziecko i być mamusią. Jason raz czy dwa wpada i wypada z domu siostry. Sam tylko liczy wydatki i podwozi Sookie do antykwariatu. To nie koniec! Nagle w łóżku naszej Sookie ląduje Alciede! A skąd się on tutaj wziął? Ja nie wiem, a śledziłam fabułę kolejnych tomów uważnie. Nie to, żebym miała coś przeciwko umięśnionemu i przystojnemu wilkołakowi, ale przecież Charlaine Harris definitywnie zrobiła to pod serial „True Blood”, w którym Joe Manganiello podbija serca niejednej kobiety siedzącej przed ekranem tv. Szkoda, że taką drogę obrała Harris, bo tylko zawiodła wiernych fanów książek.
Mnie już tylko ciekawi jedna sprawa, z kim wyląduje na końcu Sookie Stackhouse? Mam swój typ, a wy? Póki co trzeba poczekać na dwunasty tom. 
Czy polecam?: Nie, choć jestem świadoma, że osoby, które weszły w magiczny świat Sookie będą chciały do końca prześledzić jej historię. Ten tom zawiódł na każdej płaszczyźnie; fabuły (zlepku kilku scen), postaci (wydmuszek), pomysłowości (jakoś wszystko nudzi) czy nawet (może to tylko moje subiektywne wrażenie) w odniesieniu do zachowań wampirów, które już nic podstępnego nie kombinują, jak to było u Charlaine Harris. Teraz nawet akcja usunięcia Victora była jakaś taka „elegancka”…
Amerykańska premiera książki: 3 maja 2011
W Polsce: Mag obecnie wydał 7 tomów serii, na październik tego roku planowany jest „From dead to worse” /”Gorzej niż martwy”. 

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Dead reckoning (Rozliczenie martwego), Charlaine Harris

  1. Onibe pisze:

    zauważyłem jedną rzecz: wszędzie tam gdzie autor pisze konkretną ilość tomów, mniej więcej od czwartego, piątego zaczyna się dziać kaszanka. Recenzuję młodzieżowy cykl o zbiorczym tytule „Pendragon” i ostatnio czytając chyba ósmy lub dziewiąty tom, miałem ogromną ochotę wyrzucić go przez okno. Po prostu jeden wielki zieeeew.

    a powieści pisane nie tylko dla statystyki ale i ekranizacji, to już dno absolutne. Tą panią należałoby wygwizdać ale obawiam się, że swoje zarobi i pokaże środkowy palec tym, którzy są niezadowoleni. Tak jest, odkąd handlowcy dostrzegli, że najważniejszą grupą odbiorców mogą być szesnastolatkowie i zaczęli działać pod nich… ;-(

    • Alice pisze:

      Seria o Sookie to naprawdę taki „Zmierzch” dla dorosłych. Odnosząc się do tego, co piszesz o „psuciu” się jakości kolejnych tomów… u Harris, po pierwszym, moim zdaniem źle napisanym, kolejne mniej więcej do 8-ego chyba, są tylko lepsze, ale odkąd zaczął sie szum wokół Czystej krwi wszystko się u niej wali… wiadomo, że to raczej seria na niedzielne popołudnie czy do pociągu, ale było coś w postaciach i perypetiach Sookie, że chciało się to sobie dla relaksu poczytać, a irytującą telepatkę można było naprawdę polubić na swój sposób. A teraz… po prostu rozczarowanie i rozwalenie postaci i fabuły w bajzer i nudę. Szkoda, bo ta pisarka choć to taki średniak, ale potarfi tworzyć całkiem ciekawe postaci (co widać we wcześniejscych tomach o Sook czy innych seriach, ale praktycznie nie znanych w Polsce).
      A Charlaine Harris swoje zarobiła już, po sukcesie Czystej wzniowiono jej pierwszy cykl powieści i jest też dobrze się mający o Harper… zresztą wg list jest chyba teraz jedną z najlepiej zarabiających w USA.

      • Onibe pisze:

        no właśnie: kasa na pierwszym miejscu. W sumie rozumiem to, ale z punktu widzenia świadomego odbiorcy… nie mogę wyrazić akceptu. Lubię jeśli twórca nie gra w kulki z odbiorcą…

      • Alice pisze:

        Ja nie jestem zwolenniczką długich serii. Potrafię zrozumieć i nawet lubię wejść głębiej w świat bohatera, którego polubię. Rozumiem, że autor może mieć patent na serię, i coś dłuższego niż powieść w jednym tomie, ale… pisanie, które ewidentnie jest „dla kasy” (żeby jeszcze było dobre, to co innego!) i bez duszy to porażka autora

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s