Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice. (Fragment nr.1 )

Ponad rok temu, pomyślałam sobie; czemu nie spróbować i nie zmierzyć się z jakąś historią adresowaną do młodszych czytelników. I tak od myśli, dalej pomysłu na fabułę, po realizację – zaczęło się. Niespodziewanie, z zamysłu na krótkie opowiadanie, twór to powiększał się, to kurczył, to znów powiększał z dnia na dzień. Choć opowieść jeszcze nie ma zakończenia i pełna jest usterek, i nie wiem czy w ogóle komukolwiek może przypaść do gustu, pomyślałam sobie, że opublikuję we fragmentach na blogu to, co udało mi się napisać rok wcześniej. A kto będzie miał ochotę skomentuje, a ja przy okazji może zmobilizuję się – i napiszę zakończenie.

***
Po kilku latach znalazłam sposób na obejście tego ciągłego milczenia i niemocy podzielenia się z kimś co ukrywałam. Nikt nie zakazał mi opisania mojej tajemnicy. Jeśli przypadkiem trzymasz te kartki w dłoni to znaczy, że możesz poznać mój sekret.
***
     Przyjechałam tutaj mając siedemnaście lat. Nie chciałam zmieniać miejsca zamieszkania. Nie był to mój wybór.
– Tak będzie dla ciebie najlepiej – jednocześnie przekazali mi rodzice. Miałam wprowadzić się do babci na czas wakacji. Czułam, że to tylko pretekst do tego, aby mnie tutaj zostawić na dłużej.  Wtedy nie było nic gorszego jak myśl ja – nastolatka i babka – starucha w moim pojęciu,  pod jednym dachem.
     Po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce w wieku czterech lat. Podobno, bo ja sama nie pamiętałam tego zdarzenia. Nawet nie mogłam liczyć, że to rodzice odwiozą mnie do babki. Ojciec pomagając taksówkarzowi zapakował walizki do bagażnika, matka dała mi trochę gotówki. Nie wiem jakich rodziców mają inni ludzie, ale moi byli obrzydliwie bogaci i obrzydliwie piękni. Nie lubiano ich ani za jedno, ani tym bardziej za drugie. Dobrze, że mieli siebie! Mnie traktowali jak zabawkę z którą mogli pokazać się od czasu do czasu i kupić jej „różowe” gadżety. Potem całusy i – wspaniałych wakacji! Baw się dobrze – jak zwykle śpiewającymi głosami, jak zwykle w duecie zawołali. Taksówka miała zawieść mnie pod wskazany przez nich adres. Kierowcy podano – na drogiej i śliskiej kartce papieru – wszelkie potrzebne namiary i mapki. Wsiadłam. Nie miałam zresztą wyboru.
– Chyba nic gorszego nie mogło mnie spotkać – to była pierwsza myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie po ruszeniu w drogę. Jechałam chyba cały dzień. Zasnęłam po około godzinie jazdy. Perspektywa mieszkania całych wakacji w zapadłym…, nawet nie wiem czym, była dla mnie nie do przyjęcia.
– To tutaj panienko – obudził mnie chrapliwy głos. Otworzyłam oczy. Podróż zleciała mi na chrapaniu.
 – Może to i lepiej – westchnęłam zamyślona. Wokół było zielono. Wygramoliłam się z samochodu przeciągając się po długim śnie i przyglądając się okolicy. – No tak, zadupie.
– Ja już panienkę zostawiam. Dostarczyłem pod wskazany adres. Koniec roboty. Do widzenia – zamknął drzwi. Szczęknął nimi tak głośno aż podskoczyłam z przerażenia.
Prosiak –  tak wyglądał, i tak chciałam teraz do niego krzyknąć. Ale nie zdążyłam. Odjechał! Zostałam sama. – Busz jak nic – westchnęłam z irytacją w głosie.
     Obracając się dostrzegłam chatkę. Nie mogłam tego nazwać domem. To coś wyglądało jak z średniowiecznych bajeczek. Przynajmniej dach i górna część widoczna z daleka. Z wrażenia prawa brew jak zwykle wygięła się i podniosła do góry napinając skórę wokół oczu.
– No to mamy wakacje – westchnęłam. Chwyciłam rączki od walizek, wzięłam głęboki oddech, i ruszyłam przed siebie. Kamyki pod nogami utrudniały ciągnięcie bagażu. Musiałam na chwilę przystanąć, aby obetrzeć pot z czoła. A zdawało się, że dom jest tak blisko drogi…
Po kilku minutach znalazłam się koło czegoś gigantycznego i drewnianego – A to co za starocie! No, ale jakie kolorowe i dziwne – aż przekręciłam głowę to w prawo, to w lewo, aby dokładniej temu czemuś się przyjrzeć. Popchnęłam owo coś co przypominało ni to bramkę, ni to bramę do środka. Skrzypnęło. Znalazłam się za ogrodzeniem. Zaniemówiłam. Usta rozdziawiły się. Wydałam z siebie jakieś nieokreślone dźwięki. Zostawiłam walizki i zaczęłam obracać się wokół własnej osi. Wszystko było takie dzikie, takie nieogarnięte, ale przy tym niewyobrażalnie piękne. Drzewa wyglądały jakby ktoś je narysował i przykleił. Były pełne soczystych kolorów, wielkie, takie bajkowe, nierealne. Podeszłam do jednego z nich. Zadarłam głowę ku górze. Mój wzrok, nie taki najgorszy, a jednak nie mogłam dojrzeć czubka. Zerwałam jeden z liści. Był co najmniej pięciokrotnie większy od mojej dłoni. Na jabłoni rosły jabłka tak dorodne, że aż nienaturalnie duże i ładne. Błyszczały się tak jakby ktoś je pokolorował, nawoskował, a na końcu powiesił na gałęziach. Przyglądając się trawie uświadomiłam sobie, że ma z dwadzieścia centymetrów wysokości. Była bujna. Porastały ją gdzieniegdzie żółte, niebieskie, różowe i kolorowe kwiatki. Tak malutkie i urokliwie ładne, że narwałam ich ile się dało.
– A Ty to kto? – zawarczał za mną jakiś głos. Z przerażenia, że nie jestem sama, i ktoś wrzeszczy na mnie upuściłam kwiaty. Obejrzałam się za siebie.
– Ym… – jąkałam się. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Babsztyl stojący za mną wyglądał jak czarownica. Ciarki obeszły mnie po całym ciele. – Ja.. ja…- język chyba mi uciekł bo patrząc na to coś co było chyba kobietą nie wiedziałam nawet jak mam na imię.
– Ktoś ty?!? Odpowiadaj mi tu dziewucho! Włazić tutaj i rwać moje kwiaty! – wrzeszczała tak donośnie, że przytkałam sobie uszy palcami. Oderwała mi je natychmiast, chwytając jedno ucho i rwąc je tak mocno do góry, że zapiszczałam z bólu.
– AuuuuUUUć!!!!!!!! To boli!!! Proszę mnie puścić! – zawołałam błagalnie.
– Ktoś ty? Co tu robisz? Czemu rwiesz kwiaty? – wrzeszczała dalej zadając pytania jakby strzelała z broni.
– Przyjechałam do mojej babci. Przypomniałam sobie o kartce od rodziców. Miałam ją w kieszeni. Podniosłam obie ręce na znak kapitulacji i sięgnęłam do wnętrza kieszeni od kurtki, aby wyjąć kartkę. – Proszę – tutaj jest adres. Miałam cztery lata, kiedy ostatnio byłam u babci. Nie pamiętam jak wygląda – wzruszyłam ramionami i opuściłam wzrok na ziemię. Nagle poczułam jej rękę na moim ramieniu.
– Ach tak, to ty. Kto by się spodziewał, że przyśle ciebie tutaj – zaśmiała się tak przerażająco wrednie, że omal nie zabiła mnie swoim śmiechem. – Nie bała się, że zrobię ci krzywdę – ujmując mnie swoimi starymi palcami pod brodę spojrzała mi prosto w oczy. Były takie piękne, tajemnicze i tak młode w porównaniu do jej ciała.
– Wie pani gdzie jest moja babcia? Mieszka pani z nią czy może taksówkarz pomylił adres? – zapytałam z lękiem w oczach.
– Mieszka tu. Dobrze trafiłaś. A babcia to ja – wykrztusiła z siebie obejmując mnie z całej siły.
Poczułam dziwny zapach. Nie był brzydki, ale intrygująco słodki i do tego zupełnie mi nieznany. 
– Witaj babciu! Przepraszam za zerwane kwiaty –  przepraszając drżałam z przerażenia.
– Koniec czułości na dziś! Chodź! Pokażę ci dom i dam coś zjeść bo wyglądasz na zagłodzoną. Weszłyśmy do środka.
– Idź przed siebie – nakazującym głosem mówiła. – Siadaj. Masz. Tylko zjedz wszystko.
Marzyłam o prysznicu. Choć patrząc jak wyglądał dom mogłam jedynie o tym pomarzyć. Usiadłam. Bałam się nawet poprosić o szklankę wody lub zapytać o łazienkę. To co znajdowało się na talerzu nie wyglądało zachęcająco. Zielona maź. Na jej widok aż mnie podbiło. Babka tymczasem przysiadła na kancie krzesła po drugiej stronie okrągłego stołu i przypatrywała mi się tak przenikliwie, że nie pozostawało mi nic innego jak jeść i to z głową w talerzu.
– Nie smakuje – wlepiając we mnie oczy i przysuwając krzesło bliżej mnie zapytała.
– Nie, nie. Ja… w domu nie jadam takich obiadów… – odważyłam się odpowiedzieć nadal nie spuszczając wzroku z mazi.
– Moja panno tutaj jesteś zdana tylko na moje umiejętności kulinarne i moje smakołyki – zaśmiała się. Wstała. Otworzyła jedną z szafek wyjmując z niej dziwną butelkę. Wlała niewielką jej zawartość do szklanki pełnej wody, i podała mi – Masz. To powinno ci posmakować.
Woda zabarwiła się na fioletowo. Tak chciało mi się jednak pić, że przechyliłam szklankę i wypiłam jednym haustem całą  zawartość nie pytając się co to.
– Och to dobre! – krzyknęłam.
– Idziemy! – znowu nakazała.
Nawet nie miałam jak przetrawić ani obiadu, ani jej kolejnego nakazu. Chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w głąb chaty. Wyglądała na jakieś sto lat, a poruszała się tak szybko, energicznie, zwinnie, że to ja mogłam ruchowo uchodzić za starszą. Ale nie zastanawiałam się nad jej kondycją dłużej.  
– Tam! – wskazując na granatowe drzwi – Tam będzie twój pokój. Muszę wyjść. Teraz. Nie jesteś dzieckiem – mówiła już opanowanym i dość miłym głosem – zostawiam cię samą. Wyjdź przed dom – zaśmiała się – zapomniałaś chyba o bagażach – teraz już chyba prawie płakała śmiejąc się jeszcze mocniej. Nie wiedziałam co mam myśleć o jej ciągłym śmianiu się i wyśmiewaniu mojej osoby.
– Jestem za stara na taką uprzejmość – poklepała mnie po ramieniu – tutaj będziesz musiała sobie sama radzić! – westchnęła patrząc znowu mi prosto w oczy. Było w nich coś tak pięknego, czarującego, że pomyślałam sobie, że mogłabym się tak wpatrywać w jej spojrzenie godzinami. 
– Dobrze – odpowiedziałam. Na pewno nie uszło jej uwadze, że boję się jej i nie powiem jej nic co mogłoby ją w jakikolwiek sposób sprowokować. Wyszłyśmy razem. Babka poszła dróżką skręcając w lewo za domem. Ja wzięłam walizki i poszłam do mojego pokoju. Bałam się jednak myśleć co będzie na mnie czekać za drzwiami…

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice. (Fragment nr.1 )

  1. Onibe pisze:

    zapowiada się niezły horror ;-)

    trochę poprawek redakcyjnych nie zaszkodzi, ale całkiem miła zajawka tekstu z potencjałem. Pytanie: co ma być jego treścią? O horrorze wspomniałem z przymróżniem oka, ale faktem jest, że na podstawie powyższego fragmentu nie da się wiele powiedzieć. Możesz pójść praktycznie w każdą stronę i to też jest fajne.

    • Alice pisze:

      Co ma być treścią? Niesamowita opowieść nastolatki pojawiającej się w świecie babki, z którą nie utrzymywała kontaktu. Główne postacie będą trzy, i będą bardzo różne. W tym fragmencie pojawiły się już dwie, brakuje jeszcze jednej, ale nie zdradzę teraz nic więcej.

  2. Zapowiada się ciekawie xDD
    Mailowo wyślę pewne drobne uwagi (^_-)

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s