28 dni później, Dany Boyle

„28 dni później” w reżyserii Dany’ego Boyle’a to jeden z tych filmów, który zapadł mi w pamięci. Dlaczego? Minimalizm i prostota połączone z ciszą i piękną muzyką stworzyły realistyczny oraz wymowny obraz. Wielkim atutem jest niekomercyjne podejście w kręceniu scen, rozwijaniu wątków i przedstawiania postaci. Brak hollywoodzkiego „błysku” sprawił, że film nie tylko wywarł na mnie pozytywne wrażenie, wizja postapokalipsy była niezwykle realistyczna, a całość miała w sobie coś tak urzekającego, że choć nie było porywającej akcji, od początku do końca oglądałam z wielkim zainteresowaniem.
Mix ciszy i muzyki
 Cisza w tym filmie to równoprawny bohater jak inne postacie pojawiające się i wypowiadające swoje kwestie. Była wymowniejsza niż wieki szum i zamieszanie, jakie zazwyczaj serwują nam filmy o zombie czy te traktujące o postapokalipsie. Muzyka tylko dopełnia obraz, a nie go wypełnia. Współgra z ciszą, z opuszczonym Londynem. A pusta metropolia to widok oszałamiający, porażający i wiejący grozą. Aż człowiek patrząc na ten widok pyta się w duchu – czy to możliwe?

*Twórcą ścieżki dźwiękowej jest brytyjski kompozytor muzyki filmowej John Murphy.
Geneza wirusa
Pierwsza scena ma miejsce w laboratorium. Grupa bojowników o wolność zwierząt włamuje się, aby je uwolnić. Niestety nie wiedzą, że małpy zarażone są wirusem o nazwie Furia. To nic innego jak zarażanie zwierząt agresją. Ów wirus jest metaforą poprzez którą Boyle zabiera głos w sprawie przemocy w mediach i jej katastroficznego wpływu na społeczeństwo, a zarazem pokazuje jak może wyglądać przyszłość ludzkości. Muszę przyznać, że połączenie wirusa – wszczepionej agresji i problemu podjętego przez Boyle’a, w zderzeniu z obrazem jaki udało mu się stworzyć, zasługuję na pochwałę. Geneza stała się tutaj początkiem wypowiedzenia na głos NIE przeciw brutalności serwowanej przez media. A do tego Boyle stworzył całkiem nową odsłonę zombie.
Aktorzy
Świetnym wyborem było obsadzenie w roli Jima – Cillian’a Murphy’ego, którego spojrzenie jak i gra są oddają atmosferę sytuacji. Nic nie mówiące szerokiemu gronu odbiorców twarze i nazwiska aktorów (w tamtym czasie), których Dany Boyle zatrudnił w swoim filmie sprawiły, że na pierwszym miejscu był obraz i relacje między ludźmi, a nie obecność znanych aktorów.
Najlepsze sceny
Mam kilka ulubionych momentów z tego filmu. Uważam je również za takie małe perełki filmowe obrazu Boyle’a. Pierwszą z nich jest scena, kiedy Frank szuka żołnierzy na blokadzie. Na dachu spostrzega kruka. Kropla krwi z jego dzioba wpada mu do oka. Druga ma miejsce już w bazie/willi. Hannah ucieka przed jednym z żołnierzy zainfekowanych wirusem. Wpada do pokoju i ukrywa się za lustrem. Zarażony szukając dziewczyny zatrzymuje się i przez chwilę ogląda swoje odbicie w nim. Moim numerem trzy jest jedna z pierwszych scen, tuż po wyjściu Jima ze szpitala. Otwiera drzwi do kościoła, wchodzi (na ścianie widnieje napis – dziś ma miejsce ostateczne rozliczenie). Patrzy. A przed ołtarzem leżą „sterty” ciał. *Za najstraszniejszą scenę uważam tą, kiedy Jim wkłada kciuki w oczy żołnierza, aby ratować Selenę. Robi wrażenie.
Zdjęcia
Głównie w Anglii, w Londynie, Cumbrii, Mitchell, Manchesterze, Salisbury i Waverley Abeby oraz w Niemczech, w Baden – Württemberg.
 
Londyn
Jak udało się usunąć ludzi z Londynu? Pytałam się oglądając film. Marsz Jima ulicami miasta, zaraz po wyjściu ze szpitala, zapada w pamięć. Nie dość, że chłopak jest zdezorientowany i nie wie co się stało (oddaje to nie tylko jego gra, ale i szpitalne ubranie), to poraża wizja opustoszałego miasta na którego ulicach zawsze jest tysiące osób. Może jest trochę za czystko, nie widać ogromu spustoszenia (jaki powinien być) i dewastacji czy krwi pod stopami bohatera, ale i tak widok wyludnionej metropolii przeraża. A jak udało się nakręcić reżyserowi pokazać pustkę? Policja zezwoliła na zamknięcie autostrady M1 na kilka minut, aby dopuścić do realizacji sceny w której widać długą opustoszałą szeroką drogę. Sama wędrówka Jima po ulicach Londynu zajęła filmowcom 4 dni.
Wpadki
Oczywiście w „28 dni później” nie zabrakło wpadek. Pozwolę sobie wymienić tylko te, które najbardziej rzuciły mi się w oczy.  Kiedy Jim idzie przez Londyn na tarczy Big Bena najpierw widzimy 08:15, a po chwili, kiedy kamera ponownie obiera za swój obiekt tarczę jest 06:40. Bystrzy obserwatorzy w scenie zastrzelenia Franka dostrzegli leżącego na ziemi kamerzystę czy w momencie pokazania płonącego Manchesteru w oddali dostrzegli migające światła.
Zakończenie
Było ich aż trzy, zdecydowano się na te, które mogliśmy zobaczyć w oficjalnej wersji filmu. Zakończenie z pytajnikiem (to lubię!) – skoro bohaterowie spostrzegli lecący nad nimi samolot, to czy gdzieś dalej żyją ludzie…?
*
Chciałabym podkreślić, że film ma wiele plusów. Po pierwsze pomysł na połączenie tematu filmu – skutków przemocy serwowanej przez media – z wirusem. Po drugie wizja wyludnionego Londynu. Po trzecie, niekomercyjne podejście. I na końcu cisza z dopełniającą ją muzyką. W moim odczuciu to dobry film, horror grający na moich uczuciach nastrojem, a nie hektolitrami krwi – polecam!

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „28 dni później, Dany Boyle

  1. Onibe pisze:

    widziałem ten film dawno temu, przyznam, że nie dostrzegłem w nim tej drugiej warstwy o której piszesz, czyli wypowiedzi przeciwko brutalności. Być może nie szukałem dodatkowych znaczeń, a sam film uznałem za raczej nierewolucyjny. Sceny w pustym Londynie również zapadły mi w pamięć i także zastanawiałem się jak się udało tego dokonać ;-). Po czymś takim można dojść do wniosku, że z filmem wiązano spore nadzieje – chyba dla pierwszego lepszego obrazu nie zablokowanoby tak wielkiej metropolii ;-)

    ciekawe, czy gdybym obejrzał ten film teraz, to czy oceniłbym go inaczej…

    • Alice pisze:

      W tym filmie kluczowa jest pierwsza scena w laboratorium. Obrońcy praw zwierząt wkraczają tam i chcą uwolnić małpy na których prowadzone są eksperymenty zw. z przemocą płynącą z mediów (małpy siedzą podłączone do aparatury, na ekranach lecą brutalne obrazy z telewizji). I teraz kluczowy moment: owi obrońcy praw zwierząt nie wiedzą, że małpy są zainfekowane wirusem, a ten rozprzestrzenia się przez krew (przez ugryzienie, ranę) i uwalniają je. Zauważ, że nie ma żadnych fiolek, medykamentów i innych rzeczy jakie można zobaczyć w filmach typu „Resident evil”…
      I tak w „28 dni później mamy”: nawiązanie do „Świtu żywych trupów” poprzez tzw. zombie survival. Zombie nie są typowymi zombie, a po prostu zainfekowanymi, wirus nie czyni z nich trupów, ale żywych opętanych „Furią” zabijania. W pewnym momencie filmu okazuje się, że to nie zombie, a drugi człowiek jest największym zagrożeniem (sceny w wilii, u żołnierzy – moim zdaniem kolejne opowiedzenie się Boyle’a za tym, że my ludzie jesteśmy okrutni, tkwi w nas zło, a nasza przyszłość wcale nie jawi się w kolorowo nawet jeśli są ocaleni inni ludzie). Do tego zawiesisty, mroczny nastrój, który po filmie, przynajmniej mnie – tak „przywiesiło” na moment.
      Zauważ jeszcze jedną kwestię, to film który, jak dobrze pamiętam, nie miał ogromnego budżetu (w porównaniu do kontynuacji „28 tygodni później” w którym leje się krew, tanie chwyty etc.), a opowiedział całkiem sprawną historię, pozostawił w pamięci niezapomniany obraz opustoszałego Londynu, podał świeży obraz zombie i pokazał – niezbyt ciekawą dla nas ludzi – opowieść o nas.

  2. Tak jak przedmówca oglądałam ten film dość dawno (widziałam również dużo słabszy sequel – „28 tygodni później”) i wówczas uznałam go za interesującą (futurologiczną) wariację na temat zagłady/opuszczenia i (wątpliwego) ocalenia.
    Tak, cisza jest jednym z „bohaterów” tego filmu.

    Pozdrawiam!^^

    • Alice pisze:

      O tak, „28 tygodni później”, który miał o wiele większy budżet, posługiwał się tanimi chwytami – typu „lejącą się krew” i dla mnie to w ogóle inny poziom filmowy, o wiele niższy.
      Odnośnie wizji apokalipsy i post-apokalipsy, którą u Boyle’a mogliśmy zobaczyć jest to nawiązanie do ideologii Romero, tego od „Świtu żywych trupów”, gdzie wyjściowym założeniem jest, że apokalipsę zgotował sobie sam człowiek (tu poprzez rządowe badania), a nie ufoludki. Także pozdrawiam!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s