Terra Nova – zbyt wielkie oczekiwania czy po prostu przeciętna produkcja telewizji FOX…?

Kiedy zobaczyłam pierwszą reklamówkę „Terra Nova” od razu pojawił się błysk w oku. Uwielbiam prehistorię, dinozaury i tą wprost kosmiczną roślinność z tego typu produkcji. Oczywiście moja fascynacja taką tematyką – często jak u dziecka – nie jest tak naprawdę bezkrytycznym przyglądaniem się filmom i serialom z tej „bajki”. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, moje oczekiwania są bardzo duże, począwszy od realizacji, przez scenariusz, na aktorach i ich graniu kończąc.
A z czym wyszła do mnie i do innych najnowsza telewizyjna produkcja sygnowana nazwiskiem Stevena Spielberga – „Terra Nova”? Co prawda, jestem zaledwie po dwóch premierowych odcinkach, ale po tym, co zobaczyłam mam już swoje zdanie. Tak jak wielu internautów, nie nazwałabym serialu gniotem, ale nie ma co ukrywać – nie jest to serial z zadatkami na jeden z największych hitów tej jesieni. Moim zdaniem to produkcja, która wszędzie powinna mieć podpis: „serial familijny”. I jako taki uznaje go za przyzwoity, taka szkolna dobra trójka. Jeśli odciąć się od zapatrywania na „Terra Nova” jako na serial familijny nie jest już za ciekawie. Przyznam szczerze, że kiedy zaczynałam oglądać TN poczytałam sobie komentarze internautów udzielających się na filmweb i uśmiałam się do łez. Jeden z użytkowników filmweb założył wątek zatytułowany: „100 rzeczy, których dowiedziałem się oglądając Terra Nova”. Wątek osadza się wokół absurdów jakie internauci wyłapali lub w ich odczuciu obecne są w produkcji TN. I tak samej sobie się dziwię, że po praktycznie 95% komentarzach negatywnych zdecydowałam się zacząć oglądać serial. Jak widać moja ciekawość i zainteresowanie tematyką jest ważniejsze niż sugestywna opinia szerokiego kręgu ludzi mówiących: „szkoda czasu”.
Aktorzy: Pomimo, że jestem zaledwie po dwóch odcinkach, za sprawą osoby Stephena Langa mam uczucie jakbym oglądała nie TN, a coś „Avatarowego”. Może i na wojskowego wojaka (:D) to i ten aktor pasuje, ale ilekroć go widzę na ekranie mam nieodparte wrażenie jakby miał przyczepiony do pleców kij trzymający go pionu, a każda wypowiadana przez niego kwestia jest czymś, co zwykłam określać – „jak maszynka”. Na pewno zwraca uwagę uroda Shelley Conn wcielającej się w rolę Elizabeth Shannon, i to tyle odnośnie jej osoby. Z aktorów najbardziej przemawia do mnie postać wykreowana przez Jasona O’Marę – grającego głowę rodziny Shannonów. A skoro jestem przy rodzince Shannonów, może kilka słów o ich dzieciach. Jedno z nich, 5 – letnią Zoe, udało im się wychowywać – przez 5 lat –  poza wiedzą państwa kontrolującego przyrost naturalny (pachnie to trochę chińszczyzną…). Natomiast Maddy, w tej roli śliczna Naomi Scott, która może być wam znana z produkcji Disney Channel (zagrała w muzycznym, słodkim i kolorowym filmie dla dzieciaków „Lemoniada Gada”) jest trochę przemądrzałą nastolatką, ale ma w sobie pewien urok, a tak poza tym jej rola (przynajmniej na ten moment) jest w moim odczuciu nieciekawa. Jej brat – Josh, to taki typowy nastoletni buntownik, przeżywa rozstanie z dziewczyną, którą zostawił w przyszłości, nic co by nas mogło zaskoczyć. Wśród aktorów, może nie o samej roli w „Terra Nova”, ale ogólnie, chciałabym zwrócić uwagę na Dean’a Geyer’a grającego Reynoldsa. Ten australijski aktor, piosenkarz i autor piosenek wg mnie ma zadatki na to, aby za jakiś czas stać się znanym aktorem. W tym momencie można go było zobaczyć na wielkim ekranie w „Never back down 2”, kto lubi bijatyki – polecam!
O serialu, O Serialu, o serialu: Wydaje mi się, że gdyby serial miał bardziej przemyślany scenariusz – „Terra Nova” nie byłaby tak krytykowana, jak jest. Brakuje mi w tej produkcji – po pierwsze – oczekiwanego zaskoczenia – a po drugie – prawdziwości. Niby akcja dzieje się w prehistorii, niby gdzieś tam obok skaczą dinki, niby są tajemnicze znaki na skałach (ale już w drugim odcinku wiem kto je narysował i dlaczego…), niby są pewne zawroty akcji,  ale serial nie prezentuje się tak jakbym tego sobie życzyła. Za dużo jest tego „niby” jak na mój gust i w moim odczuciu… Widziałam zaledwie dwa odcinki pierwszego sezonu (nie było wypieków na twarzy i tego wspaniałego „ale…!” wydobywającego się z ust), będę śledziła postępy akcji, i pod koniec sezonu zobaczymy jak całościowo prezentuje się „Terra Nova”. Póki co widzę perypetie nastolatków pośród prehistorycznej fauny i flory, rodzinę z problemem, sztywnego wojskowego, który skrywa tajemnicę syna, i sekret osady, z którym przyjdzie zmierzyć się rodzinie Shannonów.
Opis serialu znajdziecie tutaj,(produkcja FOX):
http://www.foxtv.pl/terranova

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „Terra Nova – zbyt wielkie oczekiwania czy po prostu przeciętna produkcja telewizji FOX…?

  1. Onibe pisze:

    wiesz, chyba jeśli chodzi o scenariusze to oczekiwania należy rewidować w dół – wina w tym nas, odbiorców: uczymy producentów, że opowieści bez kręgosłupa też się będą sprzedawały. Akurat Terra Nova jest dla nas jeszcze terra incognita, ale planujemy nadrobić ten brak… choć, wnosząc z Twojej recenzji, raczej nie należy się szykować na ucztę.

    a tak w ogóle… mam potężny problem aby przypomnieć sobie naprawdę dobry serial science-fiction. Kiedyś podobał mi się Star Trek, ale nie wiem czy dzisiaj bym go zdzierżył (zwłaszcza po ostatnich wypadkach pełnometrażowych). Był Babylon V i parę innych tytułów, ale w zasadzie żaden nie utkwił mi w pamięci jako arcydzieło.

    • Alice pisze:

      Scenariusze… jeśli mówimy o amerykańskich scenariuszach to po pierwsze one są robione pod amerykańskie społeczeństwo, a te jednak jest inne niż nasze (i stąd wpada na ekrany tak wiele szmiry), choć nie można ich tak kategorycznie i jednoznacznie skreślać bo potrafią i wyprodukować niezłe tytuły. Mi w większości pomysłów na fabułę obecnych seriali przeszkadza fakt, że jak filmowcy napadną lub wywęszą jakiś temacik, który pachnie kasą, niezależnie jaka tanizna, szmira i głupota będzie wpuszczona na ekrany – robią serial (czy tam film).
      A odnośnie odbiorców, wiecie ja już nie wiem jak to jest, jak nieraz rozmawiam ze znajomymi czy przeglądam fora na temat seriali czy filmów to większość ludzi wydaje się mieć niezły gust, a przynajmniej taki, że umie odróżnić szmirę od czegoś wartościowego. A jednak głupkowate produkcje doczekują się XXX sezonu czy biją rekordy oglądalności… Wybitny badacz mediów, Neil Postman, w „Zabawić się na śmierć” przywołał słowa G. B. Shaw’a, który stwierdził, że cudowną rzeczą byłoby nie umieć czytać (w odniesieniu do tv reklamówek). Amerykańska telewizja jest pięknym widowiskiem, ucztą dla oczu, ale co z treścią jaką przekazuje…? I tak odnosząc sie to „Terra Nova”, podobno (podobno, bo jeszcze nie zdążyłam tego zbadać) to jeden z najdroższych seriali w historii amerykańskiej tv. A jak zasiądziecie do oglądania tego serialu to od razu zapewne Wam się rzuci w oczy, że wcale tej kasy nie widać… Oczywiście człowiek wie, że serial tani nie był, ale żeby zaraz miał być to najdroższy projekt.. nie wiem na co poszła kasa… No więc TN może w pewien sposób być atrakcyjna dla nas wizualnie czy szpanerskimi nowinkami technologicznymi niekiedy widocznymi na ekranie, był super pomysł na serial, ale to nie przełożyło się w moim mniemaniu na jakość scenariusza i postaci których śledzimy losy. Wg mnie serial może być popularny wśród rodzin, które zasiadają w niedzielę o 20:00 do TV i z dziećmi chcą coś razem zobaczy c, a cała reszta chyba albo powie „gniot”, albo przejdzie obojętnie obok tego tytułu.

      • Onibe pisze:

        my z Izą robimy sobie ostatnio biegi przełajowe przez seriale – skaczemy z tytułu na tytuł, oglądamy po 3-5 odcinków i dalej (chyba, że coś nas zaskoczy pozytywnie, ale to się rzadko zdarza). Wydaje mi się, że od dobrych kilku lat nikt nie ma pomysłu na serial – wszystkie nowe kręcą się wokół tego samego, pojawiają się w nich podobne postaci, podobne dialogi, podobne zagrania fabularne. Powoli skłaniam się do teorii, że aby oglądać seriale trzeba umieć się wyłączyć z oglądania ;-). Po prostu gapisz się na ekran a myślisz sobie o czymś innym.

        a propos scenariuszy – Amerykanie potrafią tworzyć scenariusze. Weź choćby Terminatora – to nigdy nie było wybitne dzieło, ale dwójka zapadła mi w pamięć. Była odrobinę straszna i mocno sugestywna. Na czwórce byliśmy w kinie i przyznam, że nigdy chyba jeszcze tak źle nie ulokowałem pieniędzy: tam po prostu nic nie pasowało do siebie, wątki były dosztukowane na siłę, gra aktorska żenująca i brak jednej, przewodniej myśli, scenariusza, który byłby wart poświęconych pieniędzy i czasu. Teraz coraz więcej filmów, które można zacząć oglądać w dowolnym momencie i w dowolnym momencie przestać je oglądać bez straty dla uzyskanego efektu…

        aha – niedługo na ekrany kin mają wejść nowi Muszkieterowie. Świetna opowieść Dumasa, wprost stworzona do ekranizacji (których kilka już było) zostanie totalnie zmasakrowana i przedstawiona w stylu „Wild, wild, west”. Bohaterowie mają rzucać podobno fajne żarty, ale poza żartami nic ciekawego nie powiedzą, natomiast wszystko będzie ładnie wybuchać… ot, współczesne kino ;-)

      • Alice pisze:

        Wiesz, ja nigdy nie rozumiałam ludzi zajmujących się kręceniem filmów, którzy robią kolejną wersję już istniejącego tytułu. Jasne, że postęp daje wielkie możliwości, ale aby te możliwości dały super efekt, trzeba aby mistrz tym zarządzał i dobrze w tym umaczał palce, ale znając życie producenci raczej nie pozwolą na to…. No chyba, że w wersji autorskiego kina, ale wtedy to tak naprawdę inna bajka, no i ci robiący autorskie kino, pełne artyzmu nie zajmują się odgrzewaniem raczej…. Takie filmy (wersja 3, 4 ,5 ) robią tylko i wyłącznie dla zbicia kasy, bo każdy pójdzie zobaczyć nową odsłoną np. takich słynnych „Muszkieterów”. Mi osobiście w nowych odsłonach starych filmów przeszkadza a- brak nastroju, który był obecny w starych dobrych wersjach, b- niestety większość tych niby nowych wersji, jest nowych tylko z racji nowszej kamerki i jakiś super zaje fajnych efektów, ale efekt końcowy nie jest zaje fajny… w więkoszosci. Nie rozumiem kolejnych wersji starych filmów tym bardziej, że tyle naprawdę fajnych scenariuszy czeka na ekranizację, a nikt nie chce wyłożyć kasy… Jakiś czas temu Clive Barker robił akcję, i chyba nadal ona trwa, aby pomóc zebrać kasę dla młodego reżysera, bo wg niego ma kapitalny pomysł i scenariusz na horror. Ale jak widać, lepsze odgrzewane kotlety niż coś świeżego.

      • Onibe pisze:

        no właśnie: odcinanie kuponów to obecnie obowiązująca moda. Podobnie jak obowiązuje zachwyt nad oglądaniem tego. Dla mnie: niezrozumiałe. Smutne, ale prawdziwe…

      • Alice pisze:

        Ja to tylko chciałabym móc zobaczyć jak to wszystko będzie wyglądało w przyszłości, jak będą prezentowały się filmy chociażby za 20 czy za 50 lat.

      • Onibe pisze:

        no, ja już nie jestem chyba ciekawy… lepiej nie wiedzieć ;-)
        przeciętny widz głąbieje i porząda błyskotek, mogą być plastikowe, byle lśniły…

      • Alice pisze:

        Po prostu może dojść do rozłamu i będą filmy – zabawki w stylu gier, i typowe podziemie. Choć kto to wie, jak to będzie za 20 czy 50 lat wyglądało.

      • Onibe pisze:

        trochę martwi postęp technologiczny – nie tak dawno temu przerzuciliśmy się z analoga na cyfrę, z telewizorów kineskopowych na lcd/plazmę – teraz mamy led, 3d, blueray. Za dwa lata będzie nowa rewolucja – to z jednej strony fajne, ale z drugiej – powoduje, że non stop cieszymy się nowościami. W nastroju ciągłego festiwalu niknie gdzieś porządny warsztat filmowy: nie ma na niego czasu bo priorytetem są nowe zabawki. Swoją drogą, ciekawy temat… może warto by się jednak pokusić o jakąś prekognicję? Po latach możnaby do tego wrócić i się pośmiać ;-)

      • Alice pisze:

        Wiesz, ten pościg za nowymi zabawkami, niczym wyścig szczurów, firm i zwykłych śmiertelników, jakoś jest obok mnie. Takie nowinki to działały i wpływały na mnie jakoś 10 lat temu, kiedy coś było rzeczywiście przełomem i było jak piorun z nieba. A dziś za dużo zabawek jest, aby na mnie to robiło wrażenie, ale niestety wokół nie da się tego nie zauważyć, że opakowanie i możliwości techniczne stają się ważniejsze dla ogółu niż zawartość.
        Prekognicja powiadasz:D A co będzie jak coś tutaj wyczarujemy i nasze jasnowidzenie stanie się faktem za X lat:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s