Siostrzyczka, Dariusz Rekosz

Kiedy dowiedziałam się, że przyjdzie mi czytać kryminał Dariusza Rekosza, przyznaję się bez bicia, roześmiałam się. Od razu pomyślałam sobie – jasne, bajdusie dla dorosłych będę czytała. A tu takie zaskoczenie, i to jak piorun z nieba, od pierwszych stron.
„Siostrzyczkę” dosłownie połknęłam. Kiedy pojawił się pierwszy trup nie przypuszczałam, że rozwinięcie zagadki pójdzie w kierunku eksperymentów na polskich żołnierzach, na tajnych misjach gdzieś na pograniczu Indii i Pakistanu, w celu stworzenia wojownika XXII wieku. A wszystko działo się na ulicach Gdańska, końcówka w Gdyni.
To bardzo dynamiczny kryminał, akcja dosłownie pędzi (co czasami przechyla szalę na niekorzyść), a my za nią i za komisarzem Maciejem Szwermanem. Nie ma czasu na nic, nawet na małe odzipnięcie i pójście po filiżankę kawy, bo tak trzyma przy książce, przynajmniej tak było ze mną.
Niewątpliwie Dariuszowi Rokoszowi udało się stworzyć ciekawą postać gliny, policjanta z krwi i kości, z ludzkimi słabościami, poza końcówką w której wyszedł na takiego super hero, gliniarza ze znanych mi amerykańskich filmów. Szczerze zrobiło mi się przykro, kiedy zginął Woźniak, polubiłam tę postać, a sekcje dialogowe pomiędzy Szwermanem i nim, po prostu powodowały pojawienie się wielkiego uśmiechu na ustach. A nic bardziej prawdziwego, jak życiowe sceny i teksty (p.s.: pewnie niektórzy mogą przyczepić się do języka powieści i niektórych słów jakich użył autor, ale wg mnie taki język przyczynił się do tego, że historia jest zabawna i ciekawa, jednocześnie z przymrużeniem oka i taką realnością jakby to działo się za naszym płotem).  
Szkoda, że pędząca w zabójczym tempie akcja do przodu nie pozwoliła na pogłębienie rysu psychologicznego postaci, rozbudowania i głębszego wyjaśnienia pewnych wątków. No, ale nie można mieć wszystkiego, a kto lubi szybką jazdę nie pożałuje lektury.
Co ważne, autor potrafi zaskakiwać. Raz – powiązania trupów z jakimiś tajnymi eksperymentami i misjami Polaków w Pakistanie, dwa – wypadek samochodowy Szwermana i Woźniaka, w wyniku którego ginie ten drugi, trzy – kiedy już byłam przekonana, że tytułowa siostrzyczka jest już przyskrzyniona i będzie jakaś nuda dalej (w stylu ble ble ble…), okazało się, że nic bardziej mylnego, akcja staje się zabójczo szybka i kolejne jej zawirowania przede mną. Cztery – personalia siostrzyczki i tym samym jej powiązania z komendantem Wardejnem, pięć – zakończenie, choć takim amerykańskim story zapachniało i hollywódzką scenką, no było jakoś fajne, tak fajne.
No i ta dziarska Kozłowska. Ach, polubiłam kobitę. Nagle, w wyniku wypadku, na terenie jej pływalni trup i glina, który wmiesza ją w niezłe tarapaty, a ona jednak cały czas trzyma się pionu, nawet nie kryjąc się z tym, że uważa policjantów za idiotów…
A to, co cały czas siedzi mi w głowie, w sumie to i pytanie do autora, a co z tym ratownikiem z pływalni – Markiem Mitrą? Już na pierwszych stronach dowiedziałam się, że miał zdany jakiś niezły kurs medyczny. I to taki, że potrafiłby (wg niego) lepiej udzielić pierwszej pomocy niż połowa lekarzy polskich. Do tego 2 lata wcześniej mieszkał w Gdyni (a to tu komisarz i Kozłowska dochodzą do prawdy o fikcyjnej firmie Siostrzyczki i dowiadują się, gdzie miała kryjówkę… w Gdyni…) – czyżby tylko zbieg okoliczności? Do tego sprzedał działkę, mieszkanie, uciekł promem za granicę tuż po pierwszym zabójstwie, co z nim? Co miał wspólnego z tą sprawą? A może to furtka do kontynuacji przygód komisarza Macieja Szwermana? No chyba, że w tym zabójczym pościgu coś przeoczyłam…
„Siostrzyczka” to ciekawy kryminał, co ważne człowiek jest na pierwszym planie, a nie jakieś próbki, próbówki i laboratorium. Historia, dynamika, humor i przemawiająca postać komisarza Szwermana tylko plusują na korzyść tego tytułu. Po odłożeniu powieści pierwsze o czym pomyślałam, za szybko się skończyło. I to właśnie taki główny minus tego tytułu. Szybka akcja odebrała możliwość głębszego wejścia w psychikę postaci i nieco bardziej rozbudowanego opisu pewnych części tej powieści (a jednak tyle ciekawych rzeczy można było rozwinąć, a sama powieść spokojnie mogła mieć nie 198, a 300 stron). Szkoda, bo gdyby nie to tytuł byłby genialny. Jest bardzo dobry, tylko. Od dzisiaj każdy, kto zapyta się mnie o polski kryminał, na pewno dowie się ode mnie o „Siostrzyczce”.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Siostrzyczka, Dariusz Rekosz

  1. Onibe pisze:

    dzieje się ostatnio w polskim kryminale. Zupełnie jakby przebudzenie jakieś nastąpiło.

    • Alice pisze:

      Może wynika to stąd, że kryminały to jeden z gatunków, które ost. w Polsce całkiem nieźle się sprzedają. Może ze względu na trend jaki opanował rynek, na te wszelkie historie kryminalne. A może po prostu coraz więcej osób bierze się za kryminał. Powodów może być wiele, nie badałam tematu. Pytanie tylko, czy z tym przebudzeniem, pójdzie w parze jakość i zupełnie coś nowego i innego w ramach gatunku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s