Potępieńcza gra, Clive Barker

„Potępieńcza gra” to pierwsza powieść Clive Barker’a z 1985 roku, ale nie pierwszy tytuł tego autora, który miałam w dłoniach. Myślę, że nawet bardzo dobrze się złożyło, że zaczynałam przygodę ze światem Barkera od jego „Ksiąg Krwi” i innych powieści bowiem nie jestem pewna co by było, gdyby to właśnie ta powieść była moim pierwszym spotkaniem z tym twórcą.  Od razu może też dopowiem, dlaczego częściej w odniesieniu do osoby Barkera używam słów: twórca, kreator, rzemieślnik, artysta. Kto choć trochę miał do czynienia z tym, co tworzy Clive Barker wie, że to artysta w pełnym tego słowa znaczeniu – literatura, teatr, kino, malarstwo, a nawet gry komputerowe. Jego teksty pełne są odniesień, i w większości nie tych wyświechtanych, ale wyraźnie mówiących nam czytelnikom, że mamy do czynienia z człowiekiem o szerokich horyzontach. Kończąc chciałabym zaznaczyć jeszcze jedną sprawę. Proza tego pisarza nie jest „przyjemna” w takim słowa znaczeniu jak chociażby czytelnicze spotkania z Grahamem Mastertonem. Świat w jego powieściach obnaża najgorsze brudy, obrzydza, bulwersuje, pełen jest krwi, i zawsze pokazuje  uwikłanego w to wszystko człowieka. Jego powieści nie są łatwe i nie czyta się ich tak szybko, jak wielu innych jego kolegów po fachu. Zapewne jest to jeden z głównych powodów dlaczego jego twórczość nie przebiła się do świadomości tak wielu, jak to, co serwuje chociażby Stephen King.
Na Okładce powieści, której jestem właścicielką (jest to wydanie z Amber z 1992 roku), widnieją słowa samego Stephena Kinga: „Widziałem przyszłość horroru… Jego imię to Clive Barker”. Natomiast na tylniej części okładki, tuż pod opisem fabuły, można przeczytać słowa samego Ramsey’a Campbell’a: „Clive Barker pisze o koszmarach, których większość z nas nie byłaby w stanie sobie wyobrazić”. Ja końcówkę słów Campbell’a może być trochę zmieniła, a może po prostu dodała – koszmarów, których nie tyle, że nie chcemy sobie ich wyobrazić, ale których nie chcemy ubrać słowa, o których nie chcemy, aby pojawiły się w sferze słów wypowiadanych na głos.
Mój komentarz do „Potępieńczej gry” jest bardzo osobisty i raczej skupi się wokół tego, o czym trochę wspomniałam na początku tego wpisu. Mianowicie, dlaczego uważam, że nie wiem jakby potoczyła się moja znajomość z teksami Barkera gdybym zaczynała od tego tytułu. Każdy, kto choć trochę mnie zna, albo kto od czasu do czasu śledzi tutaj moje komentarze do różnych tytułów literackich wie, że podstawą tego, czy przekonam się do danego utworu jest jego wewnętrzny nastrój, „muzyka”, którą z niej można usłyszeć. I właśnie mam wielki dylemat jak obiektywnie ocenić „Potępieńczą grę” ze względu na ten aspekt, wszak, tak bardzo ważny dla mnie. Powieść oferuje wiele, aby zainteresować – galerię ciekawych postaci (choć niektóre postaci są typowe dla gatunku jakim jest horror. Wystarczy sobie tutaj przypomnieć małą martwą dziewczynkę siedzącą przy stole w piwnicy domu Mamouliana, której za posiłek posłużył kawałek mięsa z własnej nogi czy obrzydliwy, śmierdzący i tłusty Breer). Podejmuje temat hazardu i tego kim jest złodziej. Jest krew, są trupy, profanum stoi obok sacrum, jest lubieżna erotyka, zło czai się wszędzie, a najwięcej ma z nim wspólnego nie kto inny, jak właśnie człowiek. I co bardzo ważne, ten horror, nie jest wyłącznie i tylko horrorem. Tak naprawdę „Potępieńcza gra” to powieść w której erudyta i artysta o imieniu Clive Barker zmierza się z nieuchronną, dla każdego z nas, Śmiercią („Ale śmierć, Josephie – dokończył rozdawanie – to przyszłość”), z pojęciem zła, którego utożsamiamy z diabłem (przewrotnie diabła nie ma w tej powieści Barkera, ale za to jak napisał sam autor: „Każdy z nas jest swoim Mefistofelesem”. Choć zaznaczyć trzeba, że tymi słowami Barker nie mówi, że tego Diabła nie ma, ale pisarz, który porusza temat człowieczeństwa, największe zagrożenie widzi w nas samych – ludziach). Wielkim plusem konstrukcji powieści są wg mnie nieoczekiwane zwroty akcji, choć tak jak pewnie wiele osób przede mną komentujących ten tytuł zauważyło, fabularnie nie jest to powieść, która zaskakuje, która prezentuje nam coś zupełnie innego.
„Potępieńcza gra” oferuje wiele komuś, kto szuka ciekawej prozy i tekstu z gatunku horroru, ale „ciężar” tej powieści w moim odczuciu, to ile chciał Barker w niej zmieścić, dobił jej wewnętrzne życiowe tempo i nie tyle zniszczył całkowicie co zaburzył nastrój grozy, ukłucie i uczucie strachu, które powinno nas dotykać tutaj na każdej stronie. Tymczasem powieść może przytłaczać i to niewyobrażalnie. Zamiast bać się i OBOK czuć obrzydzenie (wszak obrzydzenie to jeden z poziomów jaki horror powinien wzbudzić u czytelnika) odczuwałam co krok obrzydzenie, a tylko w maleńkim stopniu lęk. Owszem niejednokrotnie moje oczy omal nie wyskoczyły z oczodołów na to jak Clive Barker pisał o złu siedzącym w człowieku (mamy tutaj do czynienia z galerią mrocznych charakterów, ani jeden z jego bohaterów nie jest typem postaci pozytywnej, ew. możemy ich tylko dzielić na mniej i bardziej złych, popapranych czy szalonych). Owszem autor „Potępieńczej gry” poruszył moją wyobraźnię i dał mi do myślenia wiele na temat form zła, jego istoty, mocy (bardzo ciekawie pomyślane osadzenie początku akcji i rozpoczęcia potępieńczej gry oraz poszukiwań samego „diabła w ludzkiej skórze” w zrujnowanej Warszawie, w 1944 roku). Ale aż ciśnie mi się na usta – do jasnej ciasnej! – szkoda, że przy okazji tego wszystkiego, co wpakował, pokazał i zawarł w powieść spalił jej nastrój, klimat, „muzykę”, którą tak chciałam usłyszeć. Nie lubię czuć się tak jakbym stała obok opowieści, którą czytam. Zawsze chcę w nią wniknąć, i tutaj niestety byłam obok. Nie zapominając jednak o odniesieniach dotyczących życia doczesnego i tego, które jest potem, o podejmowaniu pytania, a raczej rysowaniu niezbyt ciekawego obrazu człowieczeństwa (choć samo sformułowanie „niezbyt ciekawego” może być tu śmieszne, bo to obraz paskudny, mroczny na którym widzimy upadłego, uwikłanego w zło człowieka) oraz pamiętając jak sugestywne sceny skreślił Barker nie można powiedzieć, że „Potępieńcza gra” nie jest dobrą powieścią, bo jest. Tylko na pewno rozczaruje i dobije tych, którzy lubią poczuć strach, a nie być przytłoczonymi mrocznymi i obrzydliwymi wizjami. Rozczaruje tych wszystkich, którzy oczekują narastającego napięcia, a tutaj wszystko żyje swoim tempem, które nie skłamię czy przeinaczę, jeśli określę je jako lekko ślimaczkowate, toczące swoje „litery” w letnie, piekielnie upalne popołudnie, rozkładające się i zajeżdżające swoim fetorem, ale zzzzzzzzzzzza wolno.
Zakończenie „Potępieńczej gry”, kiedy Marty spogląda w górę na gwiazdy uważam za doskonałe zakończenie tej historii i zarazem znakomitą myśl Clive’a Barker’a, który zdaje się mówić – wszystko jest na swoim miejscu, tylko nie ty szalony człowieku.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Potępieńcza gra, Clive Barker

  1. Muzyka utworu – tak, niezwykle trafne sformułowanie. Dziękuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s