Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice. (Fragment nr.2)

Witajcie!

To już drugi fragment „Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice”. Dla tych, którzy zajrzeli do tego tekstu po raz pierwszy, mają chęci i czas go przeczytać, odsyłam najpierw do fragmentu nr.1 (dostępny w dziale PROZA). Przypominam także, że tekst nie ma jakiejkolwiek redakcji, wrzucam go na blogu kawałkami, aby dowiedzieć się co myślicie o nim, o moim pierwszym pomyśle na prozę dla młodszych czytelników (pomysł zrodził się w mojej głowie ponad rok temu).

Życzę miłej lektury!;-)

Fragment nr. 2: 

  Wzięłam głęboki wdech. – Dziewczyno nie daj się! Nie może być nic gorszego od obiadu – pocieszałam siebie. Na samą myśl o zielonej mazi na talerzu wzdrygnęłam się. – Nigdy więcej! – próbowałam uspokoić swoje podniebienie. 
Szybko podniosłam bagaż z trawy i wróciłam do chaty. Otworzenie drzwi wejściowych nie było proste. W moim odczuciu ważyły tyle co dwa słonie. No, może przesadzam, ale były ciężkie i otwierały się tak trudno, że można było stracić cierpliwość i ze złości uderzyć nogą tam, gdzie  oczywiście później by się tego żałowało. Odwróciłam się tyłem do nich, zaczęłam napierać na ich powierzchnię całym ciężarem ciała, otworzyły się.
– Na szczęście – uśmiechnęłam się pod nosem. Wciągnęłam walizki, spoglądając na znajdujące się na samym końcu, czegoś co chyba miało być korytarzem, drzwi. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że wejście do każdego pomieszczenia w chacie miało inny kolor. Te należące do mnie były granatowe. Kolor spodobał mi się. W moim odczuciu i tak był lepszą opcją od zgniłej zieleni czy czegoś przypominającego przestarzałe żółtka. Drzwi były tak ogromne, że choć chata wydawała mi się maleńka, były większe ode mnie co najmniej dwukrotnie. Chwyciłam klamkę i pchnęłam je do środka.
– O mój Boże! –  Weszłam w głąb pomieszczenia.  Przyglądałam się wszystkiemu dokładniej. Ściany pokrywało coś przypominającego tapetę. Jedna ściana miała kolor granatowy, tak samo jak drzwi, pozostałe swoją barwą przywodziły na myśl jabłka antonówki. Mogłabym przysiąść, że kiedy zobaczyłam ich barwę, zrobiło mi się kwaśno. Tak samo moje kubki smakowe i organizm reagował, kiedy jadłam niedojrzałe jabłka.
Na każdej ze ścian znajdowało się coś dziwnego, nigdy wcześniej, u nikogo, niczego takiego nie widziałam. Były to różne wzorki, rysunki przeróżnych postaci i zwierząt. Na pozór nie były widoczne. Z daleka widziało się jedynie pewne zgrubienia na tapecie. Nie mogąc oprzeć się pokusie dotknęłam palcami tego cuda. Błyskawicznie odskoczyłam z wrażenia. Wzorki były tak szorstkie, że aż zabolał mnie ich dotyk. Odnosiłam wrażenie, że postacie z tapety specjalnie mnie podrapały. Zaśmiałam się w duchu na tę myśl.
– To tylko tapeta – tłumaczyłam sobie. – Nic więcej. Z wrażenia usiadłam na łóżku. – Jak ja na czymś takim będę spała… – westchnęłam rozgoryczona najwęższym łóżkiem na jakim mi przyszło spać.
– Tak, tak jest wąskie, ale zawsze jak będzie źle masz podłogę – głos za plecami podsunął drugą możliwość snu.
Obejrzałam się przez ramię. W drzwiach stała babka. Jej włosy były jeszcze bardziej rozkuzdrane niż, kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz dzisiejszego dnia. Teraz będąc spokojniejszą mogłam uważniej się jej przyjrzeć.
– Jak to możliwe – zastanawiałam się w myślach. Była taka stara, a przynajmniej na taką wyglądała, że aż dziwiło  mnie, że jeszcze nie wyłysiała. W duchu śmiałam się ja opętana, ale nie dałam tego po sobie poznać. Do tego jej czupryna, pokręcona jak po sztormie, miała tylko nieliczne siwe włosy. Wyglądało to jak specjalnie zrobione pasemka. Twarz cała w zmarszczkach, blada, z wielkimi plamami czerwieni na policzkach. Dawało to dość karykaturalne wrażenie. Widząc ją z tyłu, i patrząc na połyskujące długie włosy, nie pomyślałabym, że mam do czynienia ze staruszką. Ręce dość duże jak na kobietę także nadawały babce dość zabawny wygląd.  Była taka chuda. Gdyby nie piersi szybciej przyszło by mi na myśl, że to dziadek, a nie babcia. Najdziwniejsze jednak było to, że była matką mojej matki. Nie widziałam jednak żadnego podobieństwa. Babka wyglądała raczej na przeciętną, a w tej rozczochranej fryzurze zdecydowanie na brzydką. Mama była uosobieniem nieprzeciętnej urody i kobiecości.
– Więc podłoga czy prycz? – śmiała się pytając i zarazem przypominając o swojej obecności. Spojrzałam jej w oczy. Znowu to poczułam. Uczucie czegoś, czego co prawda nie mogłam jeszcze zdefiniować, ale na pewno czegoś miłego przeniknęło moje ciało i duszę.
– Łóżko na razie – odpowiedziałam wracając do życia.
Obróciła się i wyszła. Postanowiłam rozpakować walizki. Byłam taka śpiąca, że obsunęłam się na łóżko i usnęłam.
***
   Zerwałam się z posłania. Zadrżałam. Od potu lepiła mi się cała szyja. Nie lubiłam tego uczucia lepkości. Tym bardziej mi to przeszkadzało, że miałam długie włosy.
– Jak nic jutro będę musiała je myć – zaskowyczałam cicho. – Co to było? – przysunęłam się do ściany jak najbardziej mogłam. Podkuliłam nogi i objęłam je rękami. Czułam strach każdą częścią ciała. – Co to było…? – w myślach zadałam pytanie bojąc się go wypowiedzieć na głos. Coś przeleciało za oknem. Nie zdążyłam zobaczyć czy było to zwierzę, czy może człowiek. Sam fakt, że za moim oknem kręciła się jakaś istota napawał mnie lękiem. Jak dziecko próbowałam przestać oddychać. – To tak na wszelki wypadek, gdyby naprawdę coś tam było – starałam się pocieszyć siebie i wytłumaczyć swoje dziecinne zachowanie.
Znowu coś za oknem przemknęło. Było jak błyskawica. Tym razem widziałam kontury. Był to na pewno człowiek. Potężny, ubrany raczej na ciemno, albo to może ciemność nocy i wzrok w ciemności chciał tak to widzieć. – O Boże!!! – tym razem wrzasnęłam tak, że na pewno babka musiała to usłyszeć. Słyszałam jak to coś szeleściło w krzakach, jak biegało mi pod oknem. Odgłosy były przerażające. – O Boże! Co to jest!!! – już płacząc wołałam na cały głos. Było mi obojętne czy to coś za oknem też mnie słyszy. Słyszało.
– Co się stało? –  z gniewem w głosie, wchodząc do pokoju, zapytała babka. Po tonie je wypowiedzi słychać było, że jest na mnie wściekła, że wyrwałam ją ze snu w środku nocy. Szczękając zębami i kuląc się ze strachu próbowałam mówić.
– Za oknem – schowałam głowę pod koc, kiedy babka spojrzała w kierunku przeze mnie wskazanym. Zaśmiała się, zresztą jak zawsze, zgarbiła się podsuwając się coraz bliżej i bliżej do mojego łóżka. Usiadła u moich nóg. Wyglądała na zamyśloną. Przez moment poczułam się jakby jej tu nie było.
– To wiatr, tylko wiatr – wyjaśniała. – Noce latem mamy wietrzne i tyle!
– Mogłabym przysiąść, że jej spojrzenie po raz pierwszy było złowrogie. Nie wiedziałam jednak czy przeze mnie, czy przez ten niby wiatr za oknem. – Babciu… – po raz pierwszy użyłam tej miłej etykietki – babciu… – powtórzyłam – za oknem był człowiek! Wiem co widziałam! Mam dobry wzrok! – Już zapędziłam się w streszczeniu i dokładnym opowiedzeniu tego co widziałam, kiedy nagle przyłożywszy mi palec do ust nakazując:
– Śpij! Nie masz już czterech lat! Przyzwyczaisz się!
– Jak się przyzwyczaję!!! – Krzyczałam w myślach. Byłam zła, że nie wierzyła mi, że zrzucała to na wiatr. Jak miałam spać spokojnie, kiedy za oknem coś lub ktoś był? Moje wnętrzności właśnie wywróciły się do góry nogami, ciało stało się jak jakiś drąg. Bałam się wysunąć palec spod koca, oby to coś co było na zewnątrz nie zobaczyło mnie. Nie dotknęło mnie.
– Śpij! – jak zwykle wydała rozkaz.
Odwróciła się i wyszła. Zostałam sama. Nie wyobrażałam sobie jak mam teraz zasnąć. Bałabym się zamknąć powieki bo dopadnie mnie jakiś rabuś czy czymkolwiek to było. Chcąc rozładować napięcie i pozbyć się nerwów bujałam się na łóżku. Kiedy już wprawiłam swoje ciało w senny nastrój znowu zaczęło szeleścić za oknem. Tym razem odgłosy były silniejsze i ten ktoś stał w oknie przypatrując się mi.
– AAAAAAAAAAAAAAAaa –  wrzeszczałam jak najęta.
Łzy zaczęły mi tak szybko spływać po twarzy, że po chwili byłam mokra. Tym razem byłam pewna, że ktoś jest w ciemnościach i czai się.
– Aaaaaaaaaaaaaaaa – krzyczałam dalej nie mogąc w jakikolwiek uspokoić siebie.
Babka wpadła rozgniewana. Zapaliła lampkę i wpatrywała się we mnie. Wiedziała, że nie mogę liczyć na normalne gesty pocieszenia i zrozumienia. Tym razem moja psychika była przygotowana na kolejny nakaz.
– Uspokój się – przybliżając dłoń do mojego policzka mówiła. – Tutaj nic ci nie grozi. Jesteś w nowym miejscu i przez ten wiatr masz przewidzenia. Za oknem nikogo nie ma – mówiła tak spokojnie, pewnie i stanowczo, że aż prawie mnie przekonała do tego, co mówi.
Na znak, że ma rację podeszła do okna, otworzyła je, wysunęła twarz za nie, rozejrzała się.
– Widzisz? Nie ma tutaj nikogo. Wiatr i noc to psotnicy! Figlarze… – jak zwykle śmiała się.
Zamknęła z powrotem okno i natychmiast znalazła się przy moim boku.
– Wnuczko, dość tych wymysłów. Zostanę z tobą trochę. Śpj! – a jednak, znowu nakaz.
Wzięła moją dłoń. Po chwili zasnęłam. 

 

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice. (Fragment nr.2)

  1. Onibe pisze:

    rozwaliło mnie „rozkuzdranie włosów” – zwrot idzie do podręcznego słownika ;-)

    jak na brak korekty, to bardzo dobrze. Parę drobnych błędów, jakieś powtórzenia – nic istotnego. A najważniejsze, że robi się ciekawie. Dobrze Ci idzie, tak trzymaj!

    • Alice pisze:

      Hehe, w moim słowniku takich „rozkuzdrańców” jest więcej;D Cieszę się, że jak na brak redakcji nie jest dobrze:-) Mam nadzieję, że kolejne fragmenty będę jeszcze bardziej ciekawe i interesujące.

  2. R pisze:

    Czy opublikujesz trzecią część?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s