Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice. (Fragment nr. 3)

Witajcie!

To już trzeci fragment „Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice”. Przypominam, że tekst nie ma żadnej redakcji. Zachęcam do lektury i komentowania. Każda uwaga będzie cenna!;) Dla tych, którzy nie czytali fragmentu nr. 1 i nr. 2 pragnę tylko dopowiedzieć, że obie wcześniejsze części można znaleźć w dziale proza, a tekst jest moją pierwszą próbą pisania dla młodszego czytelnika. Pozdrawiam!;)  

Coś dotknęło mojego policzka, wyrwało mnie ze snu. Zaspana, choć już wybudzona ze snu, nie chciałam podnieść powiek. Były ciężkie, a mi marzyła się jeszcze chwila spędzona w łóżku. Niestety to coś znowu usiadło mi nosie.
– Swędzi! – zawołałam. W tym samym momencie otworzyłam oczy. Na moim nosie siedział motyl. – Jakim cudem tutaj się tutaj znalazłeś?  – jakbym oczekiwała, że odpowie zapytałam motyla. Odfrunął przez uchylone okno. – No tak, babka już tu była.
Tymczasem motyl wrócił i latał ponownie po pokoju. Dopiero teraz dostrzegłam, że jest wielobarwny. Chciałam podejść do niego jak najbliżej. Wiatr zawiał. Motyl najprawdopodobniej poczuł, że chcę go dotknąć i odfrunął w stronę lasu. Teraz uświadomiłam sobie, że moje okno wychodzi na las. Widok zapierał dech w piersiach, ale i tak miał w sobie coś groźnego.
Wzrokiem zaczęłam szukać walizki ze sportowymi ubraniami. Wygrzebałam bluzkę i spodnie. Toaleta to było dopiero wyzwanie. Wczoraj, z wrażenia, nawet nie umyłam twarzy. Byłam zła na siebie i swoją postawę. Jedną z rzeczy za jaką ubóstwiałam matkę było nauczenie mojej buntowniczej natury, że toaleta poranna i wieczorna jest dla kobiety obowiązkowa. To ona pokazała mi jak się używa tuszu do rzęs, aby każdy chłopak widział tylko moje oczy. Dzięki niej miałam dobry styl. Dzięki im obojgu mogłam pozwolić sobie na ciuchy marzeń z metkami od światowych kreatorów mody. Pozwalali mi na wszystko, a może było tak, że byli tak zajęci sobą i pracą, że nie mając czasu dla mnie dostawałam kasę. W szkole i ukochanym mieście znał mnie każdy. Wszyscy czuli do mojej osoby i rodziny respekt bo byliśmy obrzydliwie bogaci. Nie bałam się nikogo. Opinie innych nie interesowały mnie. Do tego byłam typem buntowniczki. Miałam w głębokim poważaniu świat, ludzi i to, co działo się poza moim światkiem.
– Ach tak, las. Przypomniałam sobie o nim. Wyszłam z pokoju. Rozejrzałam się po domu. – Babciu jesteś? Babciu… – Nikogo nie było.
Chciało mi się pić więc poszłam do kuchni. Na stole stała szklanka wody. Wypiłam ją. Jednym haustem. Zdziwiłam się, że zwykła woda mi smakuje. Zawsze wybrzydzałam. Miała posmak cytryny.  – Dziwne. Jak zwykła woda może tak smakować – wzruszyłam ramionami.
Ponieważ nikt mi nie odpowiedział, babka nie ujawniła się, postanowiłam obejrzeć okolicę. Nie byłam pewna czy nie będzie zła, ale skoro nie zostawiła żadnej karteczki z wiadomością, że jej nie będzie, sumienie nie gryzło mnie, że wychodzę bez słowa.
Na dworze było całkiem przyjemnie, choć chłodno jak na początek lata. Uderzały kolory wszystkiego wokół. Czułam się jakbym miała przed sobą obraz wykonany przez malarza, który zawieszono mi przed oczami. Nagle coś zaszeleściło za domem. Nie mogłam oprzeć się pokusie i pójść za szelestami. Na moment zatrzymałam się przypominając o zdarzeniach poprzedniej nocy. – Jest dzień – pomyślałam i ruszyłam. Szelest ucichł. Jakby to coś, co robiło hałas, zdawało sobie sprawę, że tutaj idę. Spoglądając przez ramię pomyślałam sobie  – Czemu nie… – i szybkim krokiem ruszyłam w stronę lasu. Kiedy stanęłam na jego skraju oszołomiło mnie to jak był wielki, rozległy, nie do ogarnięcia. Był dosłownie wszędzie, gdzie się obejrzałam. Zaczęłam zastanawiać się dokąd mogła pójść babka, skoro dookoła są same drzewa. Kolorowy ptak rozproszył moje rozmyślania.
– Gdzie ja jestem? To przecież nienormalne, aby ten las był taki wielki… – westchnęłam – AaaaaaaaaaaAAAAAAA –  zaczęłam wrzeszczeć. Ręce latały mi jak u alkoholika. Serce o mało, a uciekłoby z klatki piersiowej, zostawiając jedynie dziurę po sobie. Na moim ramieniu leżała dłoń. Była ciężka, wielka i raczej nie mogła należeć do babki. Zaczęłam płakać. Teraz już nie byłam w stanie krzyczeć. Strach mnie zablokował. Zamarłam. Opuściłam głowę na ściółkę. – Po co szłam do lasu! – wyrzucałam sobie – czemu nie zaczekałam na tą przeklęta babkę! – ciągnęłam. – Masz za swoje, zaraz dostaniesz w łeb i tak oto cudnie zakończą się twoje wakacje.
Tymczasem ktoś za plecami szybko zdjął mi rękę z ramienia, nie wiem jak,  błyskawicznie, ale zanim zdążyłam się odważyć i odwrócić, nikogo nie było za moimi plecami.
– Co tu się dzieje? – klęłam prawie w myślach. – kim jesteś? – wołałam najgłośniej jak mogłam – kim jesteś? Kim jesteś? Kim jesteś? Kim? Kim?
Na chwilę schyliłam się i zaczęłam normować oddech. Czułam, że moje gardło jest opuchnięte. Rozejrzałam się uważnie dookoła siebie. Dostrzegłam wiewiórkę.
– Cześć rudzielcu – zawołałam do niej. Popatrzyła się na mnie i uciekła. – Czemu wszystko ode mnie ucieka? – westchnęłam, a moje oczy stawały się coraz bardziej wilgotne.
Powoli zaczęłam przyzwyczajać się do faktu, że ciągle płaczę i wzdycham. Słońce wzeszło wyżej oświetlając dróżkę. Szybko znalazłam szlak do chaty.
– Gdzie się podziewałaś? – zapytała stojąc tyłem i zajmując się podlewaniem dziwnych czerwonych kwiatów.
Miałam wrażenie, że pyta dlatego, że tak wypada zareagować na nieobecność wnuczki. Kiedy tak sobie myślałam o tym, co zaszło w lesie i kto mnie dotknął za ramię obróciła się zwinnie, podeszła prawie w podskokach i niespodziewanie schyliła się.
– Co, co… co… babciu robisz? – zapytałam zdezorientowana. Uniosła się i spojrzała na mnie tym swoim młodzieńczym wzrokiem
– Miałaś coś na bucie – rozejrzała się wokół jakby czegoś szukała wzrokiem – jakiś robak. Już go nie ma! – roześmiała się.
Wiedziałam, że tak naprawdę mnie zbywa. Popatrzyłam się na moje stopy próbując doszukać się w nich lub na nich czegoś podejrzanego. Nic jednak nie zwróciło mojej uwagi. Postanowiłam ją zaskoczyć.
– Babciu czemu nie zaczekałaś na mnie ze śniadaniem, ani nie zostawiłaś wiadomości, że ciebie nie zastanę z rana. – starałam się wychwycić wyraz jej twarzy. – Mama będzie zła, że zostawiasz mnie samą – poczułam, że wraca mi pewność siebie – tym bardziej będzie wściekła, że nie jadam śniadań. Pożałowałam szybko, że to powiedziałam. Nabrała powietrza w buzię. Wpatrzona we mnie wściekłym wzrokiem stała ja posąg kilka minut. Wyglądało to zabawnie; zupełnie jakby włożyła sobie piłkę w usta. Tym razem to ja zaczęłam śmiać się. Nie mogłam opanować rozbawienia, sytuacja była komiczna.
– Do domu! – Zawyła ze złości wypuszczając powietrze z ust. – Obiad czeka! Już mi stąd! Sio! – nieprzyjemnie oświadczyła.
Tak naprawdę był to nakaz. Poszłam ze spuszczoną głową. W środku wrzałam. Byłam wściekła, zła. Nie wiedziałam, dlaczego tak mnie traktuje. Byłam tutaj niecałą dobę, a czułam jakbym znała to miejsce od dłuższego czasu.
Zamknęłam się w pokoju. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Wiedziałam, że rodzice byliby źli, że wróciłam. Perspektywa spędzenia całych wakacji z babką zmęczyła mnie po jednym dniu. Zachowywała się jakbym była dla niej obcą osobą. Nawet nie poświęciła mi kilku minut, aby powiedzieć coś o sobie, domu czy okolicy.
– Jak ja przeżyję tutaj całe wakacje – zadręczałam siebie. –  I to całkowicie sama.
Nie byłam przyzwyczajona do takiego życia. Nie miałam nawet łazienki. Relaksująca kąpiel odpadała.
– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa –  Znowu krzyczałam. Przytkałam usta dłońmi bo za moim oknem znowu widziałam człowieka. – Aaaaaaaaaaaaaaa.
Tym razem nie miał zamiaru uciekać. Wpatrywał się we mnie tak, że poczułam się całkowicie lodowata z przerażenia. Przesuwałam się w głąb łóżka. W pewnym momencie spadłam uderzając głową w podłogę – Aućccć!  – Złapałam się za czoło, aby powstrzymać choć trochę siłę bólu. Uderzyłam się dość mocno, bo przez moment nie byłam w stanie się podnieść. W końcu udało się. Nieznajomy nadal stał na zewnątrz, cały czas, bacznie przyglądając się mojej osobie. Miałam dość.
– Babka mówi, że to wiatr! Nie mam omamów! To coś jest tutaj! – syczałam pod nosem z narastającą irytacją. – Kim jesteś?!? – Zerwałam się na równe nogi. Podbiegłam do okna. Nieznajomy zniknął jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki. – Tego jeszcze brakowało!!! – wrzeszczałam jak oszalała. – Nie jestem wariatką! Wyłaź zza drzew lub gdziekolwiek schowałeś swój tyłek! – wyglądając przez okno wzburzona krzyczałam. Wsunęłam się do pokoju. Zdziwiłam się, że w moim pokoju nie ma jeszcze babki. – Dziwne…. – oglądając się przez ramię aż wykrzywiłam twarz z zaskoczenia.
Obsunęłam się pod parapet. Wlepiłam wzrok w podłogę. Była zrobiona z pięknego drewna. Jego widoczne słoje dokładnie lśniły i nadawały wytworności deskom. – Ciekawe ile to ma lat… – Objęłam się rękami i zaczęłam płakać. Czułam się jak nie ja. Nie zdarzało mi się to wcześniej. Miałam dość już nie tylko babki, ale i tych wszystkich dziwnych sytuacji. Podniosłam się i poszłam do kuchni. Brzuch burczał próbując upomnieć się o, to co mu potrzebne.
Na środku idealnie okrągłego stołu stał żółty wazon pełen przepięknych i cudnie pachnących kwiatów. Zaczęłam dotykać ich płatki. Delikatne, gładkie i kolorowe. Powietrze miało zapach majowej chwili zaraz po deszczu. Na parapecie stały trzy dzbanki. Wszystkie w kolorze pistacji. Różniły się tylko rączkami. Każdy miał inny kształt. Wydało mi się to dość zabawne. Wzięłam jeden z nich i wlałam sobie jego zawartość do szklanki. Smakowało dość specyficznie jak na mój gust.
– Za bardzo owocowe. Podparłam się łokciami i zaczęłam przyglądać się ogrodowi. – Znowu! – burknęłam pod nosem. – Ten nieznajomy doprowadzi mnie do szału! Nie znam go, a przez to, że babka ma mnie już za wariatkę chętnie bym wykręciła mu szyję. Ze złości twarz zrobiła mi się buraczana. Zacisnęłam pięści. – Najwyżej dostanę w łeb. Raz kozie śmierć – bąknęłam pod nosem i wybiegłam z domu.
Tym razem nie miałam zamiaru odpuścić sobie konfrontacji z nieznajomym. – Zboczeńcu, gdzie jesteś? – krzyczałam purpurowa z gniewu. – Wychodź! Słyszysz? Wychodź!! Kręciłam się wokół własnej osi. Nigdzie go jednak nie mogłam dostrzec. Bałam się, że lada moment ktoś zdzieli mnie kijem z tyłu w głowę i  będę miała za swój heroizm. – Wyjdź!!! – wtórowałam. – Jak chciałeś mnie w nocy nastraszyć to udało ci się, ale teraz mam cię już dość. Słyszysz!!! Wyłaź! Gotowa byłam stać tutaj przez całe popołudnie i noc. Musiał w końcu wyjść z tego lasu.
– Aaaaaaa!!! – Wrzeszczałam. Znowu na ramieniu miałam obcą dłoń. Była ciężka i wielka. Zamknęłam oczy i raptownie złapałam ją swoją, ściskając jak najmocniej potrafiłam. – Szorstka, ale przyjemnie ciepła – pomyślałam. Wypuściłam powietrze z płuc i powoli zaczęłam obracać się w kierunku nieznajomego. Im bliżej byłam chwili skonfrontowania, bliżej momentu, w którym przekonam się z kim mam do czynienia tym bardziej czułam jak moje ciało staje się odrętwiałe.
W taki sposób stałam na wprost nieznanego mi człowieka z zamkniętymi oczami, w swojej dłoni trzymając jego dłoń. – Cóż za koszmar! Po co oglądać horrory – myślałam. Nie było na co czekać dłużej. Świadomie otwierałam oczy powoli. Chyba zbladłam i odcięłam się od świata bo nic nie widziałam. Dochodził do mnie tylko obcy głos.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice. (Fragment nr. 3)

  1. Onibe pisze:

    mam drobną uwagę: „Dzięki im obojgu mogłam pozwolić sobie na ciuchy marzeń z metkami od światowych kreatorów mody.” To czwarty akapit, brakuje tutaj definicji dopełnienia w celowniku. „Im” czyli komu? Domyślam się, że obojgu rodzicom, ale chyba umknęło Ci to wyjaśnienie ;-). Albo ja czegoś nie dostrzegłem w tekście, co jest również możliwe ;-). Tak czy siak: drobiazg.

    Ciekawie robi się z tymi dłońmi, ale najbardziej podoba mi się rys relacji pomiędzy dwojgiem pań. Interesująco to rozgrywasz.

    • Alice pisze:

      Dziękuję za uwagę;) Niby drobna, ale masz rację, to jest do poprawki. Przy redakcji oczywiście to uwzględnię;)

      Te relacje tak naprawdę są dla mnie tak samo ważne i (mam nadzieję) ciekawe, jak ta „niesamowita historia”, którą można śledzić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s