Woda dla słoni, reż. Francis Lawrence

Przez cały seans próbowałam nie zasnąć, było trudno, ale dotrwałam do końca…
Nie lubię takich filmów. Jakich? Bezbarwnych. Nic nie urzeka, nic nie zachwyca. Nie ma rozrywki, nie ma dobrego scenariusza, który tutaj jest tak nudny jak flaki z olejem, i do tego ta przewidywalność…
Sam początek? Pewnie nie tylko będzie to moja opinia – od razu nasuwa się myśl, że jest to opowieść w stylu „Titanica” Camerona. Zakończenie tak ckliwe i różowe, że brak słów.
Jedyne, co tak naprawdę podobało mi się w „Wodzie dla słoni” to kilka scen, kiedy Pattinson np. idzie torami kolejowymi czy siedzi razem z Augustem na pociągu.
Jestem z tych, którzy od profesjonalistów wymagają profesjonalizmu. Tymczasem twórcy „Wody dla słoni” wykazali się totalnymi ignorantami. Do czego piję? Chociażby do polskiego wątku i tego jaki polski słyszymy na ekranie. Dla mnie to żenada. Pattinson chyba w ogóle nie ćwiczył kwestii mówionych w naszym języku pod okiem specjalisty. Nawet Polka – Aleksandra Kaniak nie wymawia polskich słów dobrze. Zastanawiam się za co płaci się takim aktorom? Za to, że się przebiorą w ciuszki, pokażą buzię i już…? W końcu aktor to taki ktoś, kto ma się nauczyć i być dla nas prawdziwy. O ile, o ile… jeszcze jakoś można tłumaczyć katastrofalny akcent w tych kilku słowach Pattinsona – w końcu jego postać Jacob Jankowski wychowuje się na emigracji, ale jego rodzice… słów brak. Tylu ludzi /aktorów na świecie – czy do tych maleńkich scen nie można było zatrudnić kogoś mówiącego płynnie i naturalnie po polsku  (jak często gęsto jest to robione w innych produkcjach) – lub chociażby wysłać aktorów na porządną lekcję z native speakerem? Dla mnie to jeden z pierwszych zarzutów do reżysera i jego ekipy. Fakt, jestem Polką i mnie to bardzo razi po uszach, Niemiec czy Australijczyk tego nie wyłapie – niemniej nie lubię jak twórcy jadą po bandzie, aby szybciej, nie dopracowując szczegółów, olewają nas widzów.
A sam cyrk… Dawno nie czułam się tak rozczarowana. Oczekiwałam choćby jednej porządnej sceny z show, które można zobaczyć w cyrku. Niestety, nadzieja matką głupich. Musiałam zadowolić się lwem bez zębów, Reese Witherspoon na słoniu, paroma saltami w powietrzu i konającym koniem.
Na całe szczęście w roli Augusta Rosenblutha obsadzono Christophera Waltza, który uratował przed totalnym zatonięciem tą łajbę. Nieźle zagrał swoją postać, oddając to wszystko, co zawsze wyobrażałam sobie na temat właścicieli cyrków – bezwzględne, krwiożercze bestie, dbające jedynie o własny interes. Na Reese przyjemnie się patrzyło, nawet nieźle to zagrała. A Jacob Jankowski, w którego postać wcielił się Pattinson? Jak na siebie wypadł przyzwoicie. W jego roli zabrakło mi dramatu, który przeżył i pragnienia spełnionej miłości u boku Marleny. Nie wiem czy to tylko moje prywatne odczucie, czy inni też to poczuli, na ekranie nie ma chemii pomiędzy Jacobem a Marleną. Wielkość aktora ocenia się po tym, co potrafi nam pokazać swoją twarzą. Tymczasem u Pattinsona króluje taki naiwny uśmieszek i jedna mina – zero plastyczności. Odnośnie jego osoby i innych mu podobnych aktorów mam tylko takie uczucie, że bez sensu jest zatrudnianie aktora, którego siła napędowa popularności to „ładna buzia” (choć w jego przypadku to kwestia dyskusyjna) czy „fajna fryzura”. Według mnie najzwyczajniej w świecie nie udźwignął swojej roli, jak wielu innych zatrudnianych, zapewne, tylko ze względów marketingowych.
Nie polecam „Wody dla słoni”. Niby wizualnie film jest całkiem przyjemny, niestety brak choćby jednej kapitalnej sceny, która mogłaby się nam kojarzyć z filmem. Obrazu nie ratuje nawet kilka całkiem udanych mniejszych scenek – Jacob idący torami, Jacob i August siedzący na pociągu czy jedna z ostatnich – August próbujący udusić Marlenę. Mimo, że całość wydaje się być dobrze skomponowana – efekt końcowy – za nudno, za przewidywalnie i za słaba kreacja głównej postaci, w której widzimy Roberta Pattinsona.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Woda dla słoni, reż. Francis Lawrence

  1. Onibe pisze:

    czyli Pattison nadal będzie się kojarzył z warzywem ;-)

  2. Juju114 pisze:

    Świetna recenzja! Napisałaś wszystkie moje odczucia po obejrzeniu filmu :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s