„Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice.” – cz. IV

Witajcie!

To już czwarty fragment „Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice” (wg mnie najsłabszy z dotychczasowych). Przypominam, że tekst nie ma żadnej redakcji. Zachęcam do lektury i komentowania. Każda uwaga będzie cenna!;) Dla tych, którzy nie czytali fragmentu nr. 1, 2 i 3  pragnę tylko dopowiedzieć, że wcześniejsze części można znaleźć w dziale proza, a tekst jest moją pierwszą próbą pisania dla młodszego czytelnika. Pozdrawiam!;)  

– Nic ci nie jest? – miał głęboki, gardłowy, szorstki głos.
Potem poczułam  palce klepiące mnie po policzku. Oczy rozszerzyły mi się tak bardzo, że skóra wokół nich napięła się nieprzyjemnie mocno, omal gałki oczne nie wyleciały na zewnątrz. Zamknęłam je i otworzyłam. Wykonywałam tą czynność kilkukrotnie. Pokręciłam głową. Przetarłam czoło i oczy. Nic. Poklepałam się po twarzy. Nic.
– Wszystko w porządku? – cicho spytał schylając się ku mojemu ciału. Spoglądał na mnie z zaniepokojoną miną. Przewróciłam oczami. Zakręciło mi się w głowie.
– Muszę usiąść – nieśmiało  oświadczyłam patrząc na nieznajomego.
Zbliżył do mnie ręce i już chciał wziąć mnie za tułów, kiedy wrzasnęłam – Co to ma być?  – patrząc się na jego ręce wędrujące do mojej talii.
– Próbuję pomóc. Chciałaś siedzieć! – podirytowany spojrzał mi prosto w oczy.
– Przepraszam, ale  cała ty sytuacja, ty w nocy pod moim oknem, ty w lesie… A teraz ja pod drzewem i znowu ty – już zapędziłam się w tłumaczeniu mu, jak bardzi boję się jego  i nic nie rozumiem, kiedy zwinnie chwycił mnie za talię i posadził opierając o konar grubego drzewa.
– Teraz powinno być ci wygodniej.
Patrzyłam ukradkiem na jego postać. Brakło mi słów. Widziałam wielu niezwykłych mężczyzn, ale ten niewątpliwie zburzył wszystkie moje wyobrażenia.
– Tak, rzeczywiście lepiej – rzuciłam rozglądając się na boki. Zapadła cisza.
Nie wyglądał na kogoś, kto dużo mówi. Miał taki myślący wyraz twarzy. A jego ciało było jak z mitycznej opowieści o herosach. Wpatrywaliśmy się w siebie  parę minut aż nie wytrzymałam.
– Kim jesteś? – Nie miałam ochoty dłużej czekać.
Odrzucił włosy do tyłu. Spojrzał za siebie jakby czegoś wypatrywał i w końcu raczył mi odpowiedzieć – Nie tutaj. Zatkało mnie. – Nie tutaj? – powtórzyłam.
– Przyjdź w nocy na skraj lasu. Zaraz za twoim domem przy wejściu będę czekał.
Podniosłam prawą brew do góry, jak zwykle kiedy byłam czymś zdziwiona. Najlepsze było  to, że nawet nie kłóciłam się z nim, aby tu i teraz wytłumaczył mi o co chodzi. Kiedy strzepywałam bród z dresu mój nieznajomy zniknął.
– Ulotnił się czy co?- nie miałam słów. Wytarłam pot z czoła i ruszyłam do chaty babki.

 

Jak na złość stała przed domem podparta o miotłę. O mało włos, a udusiłabym się z wrażenia własną śliną.
– Zupełnie jak czarownica… – śmiałam się pod nosem.
Im bliżej byłam drzwi wejściowych przy których stała, tym bardziej czułam podenerwowanie.
– Gdzie tak długo włóczyłaś się? – ostro zapytała świdrując moją twarz wzrokiem.
 – A gdzie miałabym się włóczyć. Tutaj jest przecież tylko las, chaszcze i wielkie drzewa…- zaśmiałam się tak samo jak to ona miała do tej pory w zwyczaju.
Zobaczyłam, że minimalnie poruszyła się, a na jej twarzy pojawił się dodatkowy mięsień. Była zła. Zła na mnie i moje zachowanie.
– Nie wiedziałam, że panienkę z miasta interesuje okoliczna fauna i flora– uparcie drążyła.
Spojrzałam na kwiaty w ogrodzie. Były kolorowe i pachnące. Podeszłam do rabaty i zerwałam jednego z nich.
– Babciu jestem głodna. Nie chcę kłótni. Jestem na wakacjach. Zrozum – podsunęłam jej do twarzy kwiatek.
– Mój kwiat dla mnie – śmiała się.
Znowu się śmiała. Udało mi się ją podejść. W końcu chyba objawem dobrego samopoczucia mojej babki był śmiech. Wskoczyła dosłownie do domu. Udałam się za nią.
– Oby nie zielona maź! – zaśmiałam się.
Widziałam, że humor jej wrócił. Nie przepadałam za nią, ale skoro już miałyśmy spędzić razem całe wakacje nie chciałam sobie robić wroga, i tak we wrogim dla mnie zadupiu.
– Dziś – uśmiechała się – wnuczko kaczka. Lubisz?
– Tak. O ile nie będzie z jakimś dziwacznym nadzieniem – zażartowałam. Odebrała to chyba dobrze, bo odwróciła się energicznie podając talerze.
Zjadłyśmy w milczeniu. Po raz pierwszy nie tylko spędziłam z nią dłużej niż kwadrans, ale i uświadomiłam sobie, że nie jest taka najgorsza. Niestety czułam, że nie chce ze mną rozmawiać.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „„Tam daleko. Strach, babka, ja i tajemnice.” – cz. IV

  1. Onibe pisze:

    całkiem fajnie wychodzą Ci dialogi
    wcale nie jest to najgorsza część, mz

    • Alice pisze:

      Dobrze wiedzieć, że dialogi są całkiem fajne;) Choć w moim odczuciu właśnie ten fragm. z dotychczasowych, które tutaj udostępniłam, wymaga najwięcej pracy.

  2. tm pisze:

    witaj. już niedługo zamienię się w wujka dobra rada i napiszę na maila co myślę o tych tekstach prozatorskich. nie jestem żadnym autorytetem, wyławiaczem pereł, łowcą talentów literackich i zdobywcą pięknych kobiet (o kurde, jaka szkoda), ale myślę, że moja rada może się przydać. jakieś oczytanie i wiedzę na studiach kulturoznawczych zdobyłem, parę recenzji w prasie napisałem. Ale za krytyka literackiego się nie uważam. A tym bardziej za ostrego krytyka, który jeździ po debiutantach, początkujących i średnio-zaawansowanych. Spokojnie. Maile pisać na laboratoriummysli@gmail…?
    pozdrawiam,
    tm

  3. R pisze:

    Mnie się podoba, nie odstaje nadto od wcześniejszych części :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s