Melancholia

Pewnie grzeszę mówiąc, że nie oglądałam tego filmu dla Larsa Von Triera czy Kristen Dunst, a dla Aleksandra Skarsgårda, którego karierę śledzę od około czterech lat kibicując mu w stawaniu się coraz lepszym aktorem.
Nie będę się tutaj wymądrzała o odniesieniach do malarstwa czy rozszyfrowywała ukryte symbole czające się w filmie w każdym kącie. Na pewno wielu specjalistów skrzętnie zajęło się tym aspektem filmu.
„Melancholia” to film, który warto zobaczyć choć ma swoje wady. Jak dla mnie miał kilka dłużyzn, pewne sceny są rwane /sztucznie wmontowane w całość, momentami raził mnie taki wymuszony artyzm, „upozowanie” scen na siłę, aby wszystko dało się zlepić w całość.
I wreszcie człowiek według Larsa Von Triera. Pusty, pełen lęków, samotny, wątpiący – brzmi to znajomo, prawda? Prawie jak opis współczesnego człowieka z pustką, która zagnieździła się w jego duszy, poczuciem bezsensu i nadciągającego końca. Tylko, że są to pozorne podobieństwa – bo choć nie mam na to żadnego dowodu czy statystyk, to jestem gotowa zaryzykować i powiedzieć, że ów współczesny człowiek ze swoim poczuciem bezsensu życia i dotkliwej pustki, chce tak naprawdę żyć, i szuka tylko pretekstu do odbicia się od dna i wypłynięcia na wierzch, aby oddychać i żyć pełnią życia.
W filmie Von Triera jest to niestety człowiek bez jakiejkolwiek wiary (nawet jeśli pojawia się, tak jak u Claire jest jedynie iluzją wiary, którą niknie tak szybko, jak szybko się pojawia) i szansy na jutro. Pozostaje mu tylko czekać na śmierć, poddać się jej, bo ona jest przecież nieuchronna, bo my ludzie jesteśmy źli. Ziemia jest zła. Zasłużyliśmy sobie na taki los.
To nie mogła być historia z happy endem czy jakąkolwiek nadzieją. Nie w przypadku tego reżysera. Porażająca i smutna opowieść o człowieku oprawiona w artystyczne kolory, jakże złudne. Tak właśnie odebrałam ten film.
Justine (Kristen Dunst) kobieta chora na depresję, zawsze zakłada najgorszy scenariusz. Nie chce starać się, walczyć, spokojnie czeka na to, co ma być. Bo i po co? Ona czuje i wie, że i tak koniec nadchodzi. Jej siostra Claire (Charlotte Gainsbourg) próbuje wierzyć, aby odsunąć od siebie najgorsze fobie. Ale do katastrofy w życiu tych dwóch postaci nie potrzeba pędzącej wprost na ziemię planety, bowiem one same wpływają na siebie destrukcyjnie. „Czasami tak bardzo nie nawidzę  Ciebie” – mówi Claire…
Jak dla mnie to także film o postawieniu człowieka bez jakiejkolwiek szansy, pod ścianą, aby czekał bezbronny, mały i zły (wg reżysera), na koniec. Planeta zbliżająca się do Ziemi jest tylko uproszczeniem spraw i relacji jakie panują między siostrami i ich pojmowaniem życia. To tylko przyspieszenie procesu wyniszczania.
Osobiste, definitywnie ateistyczne i smutne spojrzenie na człowieka i życie w wydaniu duńskiego reżysera. Choć jestem przeciwniczką wizji, w których odbiera się nawet najmniejszą nadzieję na jutro, szansę na walkę o siebie i świat, z zainteresowaniem śledzę dorobek Larsa Von Triera i uważam tytuł za godny zobaczenia, choć nie tak śmiały jak „Antychryst”.   Ma w sobie „coś” niepokojącego. I to według mnie siła „Melancholii”. Niepokój.
premiera: 2011
reżyseria: Lars Von Trier

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Melancholia

  1. Onibe pisze:

    ciekawie opisane
    film ma potencjał, trafia na listę do obejrzenia ;-)

    • Alice pisze:

      Naprawdę warto zobaczyć choć do filmu można mieć trochę uwag czy też się z nim nie zgadzać. Ciekawy początek, niezłe zakończenie, pełno fobii i IX symfonia Beethovena.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s