Dopiero dotykając dna stajemy przed możliwością wyboru

Tekst powstał kilka lat temu. Nie nadałam mu do dzisiaj tytułu (wyżej widzicie pierwsze zdanie z tekstu). Tak naprawdę niedawno go odnalazłam w plikach na starym dobrym komputerze. Jest to historia smutna, zainspirowana moimi zainteresowaniami  związanymi z zachowaniem człowieka, jego psychiką i czynami w obliczu takich spraw jak gwałt, pustka, śmierć, lęki i wreszcie miłość. Tak naprawdę jest to opowieść o tym wszystkim choć pojawia się w niej tylko jedna osoba. I wreszcie to historia o pierwszym świadomym wyborze. Historię mojej bezimiennej bohaterki pisałam już dawno, dzisiaj  wyglądałaby zupełnie inaczej, przede wszystkim inaczej by się zakończyła. Nic nie zmieniłam z pierwotnego tekstu i myśli, ponieważ uważam, że to co zostało już napisane niech żyje swoim życiem. Z góry przepraszam za błędy interpunkcyjne, jeśli takowe znajdziecie, ale to moja pięta Achillesa.
Dopiero dotykając dna stajemy przed możliwością wyboru.
Pierwsza noc jest najgorsza. Nie da się oddychać, jeść, myśleć. Istnieje się tylko wyłącznie jako mikroświat, który oderwano od większego istnienia.
Zaciskam powieki. Najmocniej jak potrafię. Nadal widzę i słyszę.
Plecy są niczym krzyż. Myśli coraz bardziej zbliżają się do odurzającego mnie samobójstwa. Odejść wydaje się najprostszą, najszybszą  i najlepszą metodą na brak wiary i nadziei.
***
Próbowałam pozbyć się złudzeń. Chciałam wierzyć, że to prawda, że to nie sen.
To się dzieje – szepnął.
Był prawdziwy. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Tylko ja i on. Towarzyszył nam jedynie szept wiatru, woń kwiatów i śpiew ptaków. Jeszcze nie zdawałam sobie spawy z tego, co mnie czeka, że on i ja… Nikt nie spodziewał się takiej historii. Byłam ostatnią osobą, która by w nią uwierzyła. Wszystko dopiero miało się zdarzyć.
***
To było jak sen. Trwało nie dłużej niż miesiąc. Potem wszystko potoczyło się tak, jak nikt się tego nie spodziewał.
1.
W najgłębszym zakamarku duszy leży tajemnica. W ciemności ciszy skrywa się przed światłem dnia. Nie odnajdziesz jej, gdyż istnieje nie dla ciebie. Ta ciemność i ta tajemnica należą do mojego istnienia. Jest moja, choć zła i tak bardzo niepotrzebna. Zapytasz się  – dlaczego nie odrzucam jej? A czy można żyć bez cząstki siebie?
2.
Ilekroć uciekam, ilekroć próbuję zapomnieć, prześladuje mnie myśl, że i tak jestem skazana na powrót. Ucieczka, której się podejmuję, ma scenariusz z zakończeniem niezależnym ode mnie. Cierpię, gdyż nie wiem, w jaki sposób mogę się wyzwolić z tej pułapki. To nawet nie jest przeznaczenie. Raz zastanawiałam się, dlaczego to mnie dotknęło? To zbyt proste szukać i znaleźć. Pytanie – jak długo zdołam w tym trwać? Błędne koło w końcu się zamknie, a ja wraz z nim. Tego nie przeżyję. Przecież to nieprawda, oszukuję siebie samą. Przeżyję i będę trwała w tej matni, oczekując kolejnej. I tak do końca życia.
3.
Przeklęta.
Jestem przeklętą. Straconą. Nie wiem dlaczego? Zresztą teraz to już mnie nawet nie interesuje. Straciłam zapał do poszukiwania odpowiedzi, bo to i tak jej  nie posiada. Szukanie to proces długi, męczący i wymagający cierpliwości. Moja skończyła się już bardzo dawno temu. Nie mam jej, a raczej straciłam ją. Zresztą jak wszystko inne… Nie mam nic.
4.
Pustka.
Wokół mnie, we mnie, przy mnie, obok mnie – wszędzie.  Przeklęta pustka. Sprawia, że nic nie czuję. Jestem jak obłąkana. Paraliż. Nowa odmiana choroby. Jak mam trwać, kiedy nie mam sił i ochoty? Kiedy świat wali się na głowę i wszystko wkoło krzyczy – odejdź stąd! Nie ma tutaj miejsca dla ciebie.
5.
Agonia.
Trwanie w opisywanym stanie jest gorsze od wyroku lekarza, który, stojąc przed tobą, mówi: „Rak, rok życia.” Wiem, że będę jeszcze długo żyła, o ile nie dotknie mnie nagła śmierć. Mój wyrok to każda kolejna godzina, każdy następny dzień, miesiąc, rok. Życie z pustką – oto co najgorszego może spotkać człowieka.
6.
Walka?
To nie epoka rycerzy w lśniącej zbroi, na rumaku. To nie czas legendarnych bohaterów. To czas życia młodej osoby owładniętej przerażającą pustką. Nie ma sił na zapełnienie pustki, nie ma treści wypełniającej pustkę, nie ma celu zapełnienia pustki…
7.
Czym jest życie bez mojego życia? Pustką – odpowiada mi wiatr. Pustką – szepcze mi zielona trawa pod stopami. Pustką – wołają do mnie skrzypliwie ptaki. Pustką – w obecności dnia mówi słońce. Pustką – podsuwa myśl znajomy filozof.
 8.
Rzeczywistość jest tym, czym chciałabym, aby nie była – jest pustką. Pragnienia, marzenia i wola nie mają racji bytu w moim bycie, ziemskiej matni trwania do następnej minuty, godziny i dnia. Trwania bez pragnienia jego trwania. Poplątane losy kierują mnie ku ostatecznej klęsce. Tak mogłoby się wydawać. Tak nie jest. To byłoby takie banalne, proste, zwykłe. Życie nie jest takie. Ono plącze niczym pająk swoją pajęczynę. Czasami nawet już nic nie czuję, zapominam się, wówczas odpływam. Trwa to krótko. To tak zwane przebłyski. Nic więcej.
Trwanie w pustce – oto sztuka. W beznadziejności przechodzenie do następnego dnia. Otwieranie wielkich, ciężkich dni z tabliczką „Jutro”. To się nazywa walka.
Ech, to nie żadna walka, to przyzwyczajenie, parcie do przodu, bo nie ma do czego innego – krzyczę w myślach.
Aż tu nagle gwałcą twoje ciało, dusze i istnienie. Nie masz siły na trwanie. Bo i po co? Intymność zabrana, a raczej wyrwana siłą. Odebrana godność… wstyd, lęk, żal. I co jeszcze? Smutek i pytanie: „dlaczego ja?” Jakże głupie pytanie. Przestań zadawać te pytanie. Nie ma odpowiedzi. Cały świat milczy. Nikt nie wystawia pomocnej dłoni. Jestem sama. Sama. Wszyscy są w swoich domach. Nie mam ani domu,  ani pokrewnej duszy. Nawet ciała już nie mam…
9.
Wrak. Jestem nim. Oprawcą cierpienia gwałciciel. Czerwona morda. Czemu? Dlaczego? To niemożliwe? Głupie pytania.
Czuję się jak kurwa.  Nie wiem, dlaczego zagnieździło się we mnie to uczucie… Słyszysz, jak k-u-r-w-a (!) To gorsze od śmierci. Nie umiem z tym żyć. Nie umiem o tym nikomu opowiedzieć. Ból istnienia poplątany z bólem gwałtu. Oto co dało mi życie. Pustka plus gwałt. Słone łzy zalewają mnie, nie mam nic, nic, nic. Tylko łzy.
10.
To był jeden z tych pochmurnych, deszczowych dni, kiedy wszyscy siedzą w domach z gazetą lub książką w dłoniach. Nie całkiem wszyscy. Pamiętnego dnia, na swoje nieszczęście,  wybrałam się… Po prostu nagle zapragnęłam chłonąć rześkie, mokre powietrze. Wybiegłam na dwór. Stałam w deszczu jak pijak, który musi się zmoczyć i odtańczyć swój pokraczny taniec, aby ruszyć przed siebie. Postanowiłam pójść i wypić coś ciepłego. Tak długo sterczałam w deszczu, że całkowicie przemokłam i poczułam przeszywające moje ciało nieprzyjemne uczucie chłodu. Postanowiłam zatrzymać się w pierwszym pubie.
Zachodziło słońce.
W wielkim mieście zachody słońca nie są interesujące. Bo i jak mają być piękne w otoczeniu betonowych molochów, neonów światła i ludzi, którzy nie zawracają sobie nimi głowy w pośpiechu „od-do”. Na chwilę przystanęłam. Słońce raziło mnie po oczach. Przysłoniłam je dłońmi. I tak kilka dobrych minut stałam wpatrzona w wielkomiejski zachód słońca. Wpatrzona i zauroczona.
Kiedy wyrwałam się z tego kilkuminutowego transu, ruszyłam przed siebie. Szłam, ale niczego nie było. Żadnych napisów, nic, kompletnie nic. Znowu przystanęłam. Zrobiło mi się niedobrze. Zdenerwowanie ­ to właśnie czułam. Z minuty na minutę robiłam się coraz bardziej wściekła. Już miałam wybuchnąć ze złości. Niewiele brakowało. Nie wszystko jednak ominęłam. Stałam przy samym wejściu do pewnej, wcześniej mi nie znanej, kawiarni. Było tam tak cichutko…. Naszła mnie myśl, czy powinnam tam wejść. Hałas to oznaka życia w wielkim mieście. Cisza. Chyba ona mnie tak bardzo zaintrygowała. Nie mogłam oprzeć się pokusie. Weszłam.
11.
Po co? Od tego wszystko się zaczęło. Wszystkie nieszczęścia. Cholerna pustka  i… nie mogę wymówić tego słowa. Nie przechodzi mi przez gardło. Po co? Głupie pytanie.
***
Niedługo mam urodziny. To taki szczególny dzień w życiu każdego człowieka a ja nie mam najmniejszej ochoty, aby nadszedł. Nie mam chęci na przeżywanie niczego, a co dopiero własnych urodzin. Taki dzień powinien nieść radość. Przede wszystkim powinien być oczekiwanym. W końcu to dzień narodzin. Nienawidzę go. Brutalne to, co mówię, ale to właśnie teraz czuję. Nie wiem, po co jestem jeszcze tutaj. Po co tak bardzo się męczę? Przecież prościej byłoby stąd odejść, takie szybie zapomnienie o doczesności. Nie potrzeba do tego wiele. Wystarczy jedna tabletka więcej.
Przestań, przestań mnie krzywdzić, okropny umyśle! – łkałam.
Czy nie widzisz, czy ty nic nie czujesz? Przyjrzyj się mi. Jestem wrakiem tej młodej kobiety, którą byłam jeszcze przed kilkoma dniami – szeptałam.
***
Teraz jestem nią tylko z imienia i z nazwiska. Nic więcej już mnie z nią nie łączy. To chyba najgorsze dla człowieka. Tak bardzo chciałabym, aby ktoś cofnął czas. Nierealne. To już jest nierealne.
12.
Boli. Bardzo boli. Pokłady łez się wyczerpują.
Nie mam nic. Jestem sama. A jak zabraknie bólu? Nie, tego nie wytrzymam. Następny wymiar pustki…
Straszny ból głowy. Taki, taki bolesny… nie mam sił na to, aby umartwiać się nad sobą. Cisza miała być sposobem na chwilę odpoczynku. Czym się skończyła? G-w-a-ł-t-e-m. Jak długo ta myśl będzie moim katem? Tak nie może być.
Ja tylko chciałam usiąść, wypić ciepłą kawę, odpocząć.
13.
Ranki są najgorsze. Budzę się w łóżku. Nie ma uśmiechu na ustach. Łóżko kojarzy mi się z tym, o czym nie chciałabym już pamiętać. Codzienny, poranny ból głowy. Stan agonii. Nie potrzebowałam lekarza. Nic nowego by nie powiedział.
Leżę i nie mam sił wstać. Celu brak, życia brak. Agonia. Leżę sama. Obok nikogo nie ma. Jestem sama. Muszę trwać w tym, co mam, zanim wszystko to, co jeszcze jest wokół mnie, pierzchnie daleko, zniknie jak poranna mgła z pierwszymi promykami słońca. 
***
Otwieram okno. Lubię poranne powietrze. Wiatr, który z taką subtelnością głaszcze mnie po twarzy i szepce do ucha: „Jesteś taka słodziutka”. Uwielbiam zapach powietrza – jest taki naturalny, nieskalany ludzkimi prawami egzystencji.
Taka byłam. Kiedyś. Nie odczuwałam pustki, a ona nie była jedyną treścią (lub jej brakiem) mojego życia. Pamiętam chwile, kiedy biegałam z koleżankami po zielonej łące pełnej stokrotek i mleczy, którymi malowałyśmy sobie nosy. „Nie uciekniesz mi! Aaaaa! Mam cię już!” – krzyczały. To były czasy. Beztroskie, słodkie wspomnienia, czas, który pozostawia w sercu ciepłą iskierkę. Odeszło  w niepamięć? Nie, pamięć ma szufl…
14.
Nogi nie chciały iść do przodu, ręce, odchylając się do tyłu, mówiły: „Nie idź!” Ciało, jakby ważyło tony, chciało stać w miejscu, zamienić się w głaz, byleby tylko nie iść do przodu. Umysł stanął jak zegar, w którym popsuł się mechanizm. Pustka, ciemność zasłoniły rozsądek. Szłam, choć nie wiem jakim cudem…
Powietrze w czasie burzy zdawało się być rzadsze, lżejsze. Pachnące świeżością i beztroską krople, opadając na ziemię, sunęły się raz lekko, raz ociężale przed siebie. Okolica stała się czystsza (to ja byłam tą brudną), choć przez płachtę opadających kropli deszczu wydawała się szara. Stała się w jednej chwili paletą wyrazistych barw, które swoimi kolorami koiły ból duszy i ciała. A dwie plamy wysoko pod chmurami to chyba jaskółki – wymamrotałam pod nosem.
15.
Nic mi nie jest. – zdołałam wykrztusić z siebie najbardziej obojętnym tonem, na jaki tylko mogłam się zdobyć w tamtej chwili.
Na pewno? – dalej ciągnęła.
Tak! Chce mi się spać – odpowiedziałam, mając nadzieję, że nie będę zmuszona toczyć dłuższej rozmowy.
To do jutra, skarbie! – usłyszałam za sobą.
Do jutra! – wyszeptałam ledwo słyszalnym głosem.
16.
Moje całe ciało wyglądało jak galareta. Dygotałam. Pochylałam się wprzód, potem w tył. W końcu skurczyłam się w kłębek, złapałam się za nogi, podwinęłam je najmocniej, jak mogłam do brody. Zaciskałam nie tylko powieki, z których uparcie i brutalnie wydobywały się łzy. To, co działo się w tym momencie, w mojej głowie i z moim ciałem, wyglądało jak objaw poważnej choroby.
Co zrobię?
Zabrano mi siebie. Wyrwano mi serce w tamten wieczór.
Te wielkie, ohydne łapy… Nieznana twarz, z tym perfidnym uśmiechem. Potem pojawiły się zaciśnięte pięści. Dostałam w twarz. Potem drugi i trzeci. Dalej nie liczyłam. Mówił, że za bardzo się wierzgam.
Ciało, które gniotło, przywierało, wierciło, manewrowało po mnie, zostawiało fioletowe plamy. Na końcu miałam wrażenie, że ktoś łamie mi nogi. A może to był ból, może uderzenie. Nie wiem. Mało pamiętam albo nie chcę pamiętać.
***
Gdybyś widział wtedy moją twarz… Łzy, malujący się na niej ból, przerażenie, poniżenie, wstyd. Życie było wtedy czymś gorszym od każdego zła, które mnie spotkało i o jakim wiedziałam, że istnieje. Wina i paniczny strach przed tym, co będzie dalej, sparaliżowały moje ciało. Prawie przestałam oddychać. Najgorsze, co mogłoby mnie spotkać, to myśl, że ty się o tym dowiesz.
17.
Dziś prosisz mnie o dozgonną wierność. Kocham twoje oczy. Niestety nie wiesz jeszcze, że powiem – nie. Nie dam ci tego, czego oczekujesz. Myślisz, że znasz mnie. Nie znasz. Najmroczniejszą tajemnicę zakopałam głęboko. Starannie ukryłam przed tobą. Nie wiesz, z kim masz do czynienia. Gdybyś wiedział… Nie chcę zobaczyć twoich oczu, jeśli kiedykolwiek się dowiesz.
Ty nawet nie wiesz, jak bardzo zależy mi na tobie, ile znaczy dla mnie każda wspólna chwila, każde spojrzenie, czułość. Tylko że chwilę po pojawieniu się ciebie w moim życiu, doszło do czegoś, co zmieniło mnie i moje życie. Nie chcę tego nazywać. Mniej boli.
Wybacz mi.
18.
Połknęłam tabletki uspokojenia w dniu i pod adresem, których nie zdradzę. Te informacje są nieistotne. Ważne jest, że był to najbardziej świadomy czyn w moim życiu. Ból, sceny, które tkwiły w umyśle – one były niczym. Niczym w porównaniu z moim wyobrażeniem, kim będę w twoich oczach, kiedy poznasz prawdę.
Zapamiętam pełne czułości spojrzenie. Nie zniosłabym gdybyś inaczej na mnie patrzył.
 

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Dopiero dotykając dna stajemy przed możliwością wyboru

  1. Onibe pisze:

    interesujące, momentami psychodeliczne… podoba się
    w ciekawym nastroju musiałaś być podczas pisania ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s