Moja wina, moja bardzo wielka wina

Przeglądanie i porządkowanie plików na starym komputerze doprowadziło mnie do odgrzebania tekstu sprzed ponad 7 lat. Miałam wtedy -naście lat i wiele mojej uwagi poświęcałam tematowi śmierci.
Stało się.  Zdradziłam, odeszłam, już mnie nie ma – wybierzcie, co wam bardziej pasuje.
Proste. Nie trzeba było wiele. Ziściłam plan snuty w bezgwiezdne noce i deszczowe, pochmurne dnie. Odeszłam z kilku względów. Na początku była to jedna myśl. Potem nastąpił napływ ciemności. Ogarnęła mnie, wzięła pod swoje skrzydła, pochłonęła mój świat. Nie przeraziła. Wręcz odwrotny był skutek. Stałam się inna. Poczęło się we mnie coś, czego dokładnie nie da się nazwać czy wyjaśnić. Nie ma to nazwy. Krąży wokół istoty i kresu życia.
Następnie zboczyłam na drogę poczynań prowadzących do śmierci. Chciałam jak najszybciej przekroczyć granicę. Wszystkie działania i myśli prowadziły do jednego – upragnionego stanu.
Pamiętam dzień kiedy zmarł wujek. Nie chciałam pójść na pogrzeb. Zmuszono mnie. Usiadłam na miejscu, z którego dokładnie widziałam ciało zmarłego. Wychudłe, zżółknięte. Słowem leżał przede mną trup. Spotkanie było przeżyciem a nie czymś nieprzyjemnym. Siedziałam, obserwowałam. Nawet spodobał mi się ten stan. Stan, dzięki któremu można przeniknąć do tamtego świata, spróbować zrozumieć.
Wróciwszy do domu postanowiłam intensywnie myśleć o dalszym życiu. Tam, oczywiście. Wystarczyła odrobina chęci, zebranie w sobie odwagi. I do roboty.
Nie był ważny dzień, miesiąc, rok czy godzina. Liczyło się zupełnie coś innego. Ucieczka od marności. Nie miałam zresztą chęci cofnięcia postanowienia.  Ciekawość i silna wola przemawiały, aby zrobić to już dzisiaj. Kilka głębokich oddechów, spojrzenie w lustro i do dzieła.
Tak, chciałam popełnić samobójstwo. Popełniłam je. Zostawiłam list. Nie jest on ani próbą wyjaśnienia, ani przeproszenia bliskich za swój czyn. To było moje życie. Nawet jeśli piekło miało mnie pochłonąć,  nawet jeśli miało piec i być źle, byłam na to gotowa. Ważna była decyzja, moja. Sprzeciw. Gorsze i tak było życie w świecie, w którym wolność jest jedynie iluzją. Być może nie odnalazłam się tutaj, obok was, być może to też zaważyło.
Stając się osobą świadomą zaczęłam oczekiwać głębi od życia. Myślałam, że można je przeżyć w fascynujący, i każdy na swój sposób. Dobrze. Byłam przekonana, że po złym przychodzi dobre. Po złym następowało złe. Wszystko ulegało destrukcji.
Kiedy straciłam mamę, zginęła w wypadku, pomyślałam, że tak musiało być. Kiedy jakiś bandzior za kilka złotych poderżnął gardło mojej ukochanej siostrze pomyślałam – los tak chciał. W dniu, w którym zabito mojego narzeczonego coś złamało się we mnie, tam głęboko  w środku. Tak jakby jakaś bariera została przekroczona. Nie dawałam rady. Czułam się słabo, zupełnie jakbym za chwilę, co chwila, miała zemdleć. Lecz nie był to jeszcze gwóźdź do trumny. Moje serce i wiara zniknęła ze śmiercią babci. To ona, zgarbiała staruszka, codziennie zarażała mnie życiem. Nauczyła paciorka, literek, pierwszych piosenek. Czytała książki, śpiewała kołysanki, doradzała w sprawach szkolnych i pierwszych miłostek. Po jej śmierci zgasła we mnie ostatnia iskierka życia. Straciłam wszystko co cenne, wszystko o czym się mówi – kocham to. Same gruzy. Popiół. Wyglądało to,  jak zrujnowane miasto po wojnie. Zgliszcza, zgliszcza, dym.
Urodziłam się w sobotni poranek. Odeszłam w sobotni poranek. Skończyłam ja, zaczął Bóg. Popełniłam grzech. Moja wina, moja bardzo wielka wina, lecz siła wolnych łez silniejsza jest niż wiara w słowo brzmiące – jutro.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Moja wina, moja bardzo wielka wina

  1. Onibe pisze:

    mroczne, odrobinę lapidarne, fajnie zakończone ;-)
    takie odgrzebywanie literackich zaszłości to fajna rzecz… człowiek się wiele o samym sobie dowiaduje. Czasami zbyt wiele ;-)

    • Alice pisze:

      Ogólnie jak się pisze na przestrzeni jakiegoś czasu to najciekawsze (przynajmniej dla mnie) jest to, jak zmieniał się mój sposób patrzenia na pewne sprawy. Ostatnio czytając wiele starych tekstów doszło do mnie, że będąc o kilka lat młodszą byłam o wiele śmielsza, odważna na każdym kroku, byłam wręcz bezkompromisowa.

      • Onibe pisze:

        to samo u mnie
        poza tym, ku własnemu zdumieniu, odkryłem, że kiedyś pisałem lepiej. Może nie technicznie, bo warsztat idzie w górę w miarę nabierania doświadczenia, ale z większą pasją i z tym czymś. Teraz często w moich opkach brakuje głębszego sensu… Młodość dodaje skrzydeł ;-)

      • Alice pisze:

        Jak byłam młodsza to pisałam w 90% poezję, proza „zdarzała mi się”. W utworach napisanych, kiedy byłam nastolatką czuć taki „żar”, pasję aż do bólu. Tylko tak sobie myślę, że chyba to dobrze, że z wiekiem nabywa się tego dystansu i wlewania sobie co chwila zimnego kubła wody na głowę. Np. mojej pierwszej próby powieści (z last -nastu) nie zdecyduję się nigdy upublicznić. Wystarczy, że sama mam z niej ubaw;d

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s