Fajka – czyli jak w pięć minut stworzyć scenariusz na sztampowy horror

Po co w ogóle oglądamy horrory…? Prawda, że głupie pytanie? Jednak coś w nim jest. Na dobrą sprawę każdy „miłośnik” tego gatunku powinien mieć kartotekę prowadzoną przez służby specjalne  lub przynajmniej taką wizytówkę, na której widnieje napis „zboczeniec”. Wiem, wiem… pewnie teraz wiele osób czytając te słowa bulwersuje się. Spokojnie, też należę do grona horroromaniaków. Co więcej; mam jeszcze wymagania i upodobania odnośnie tego, na co chcę popatrzeć. Prawda, że to chore…?
Trochę bardziej poważnie. Po co w ogóle oglądamy horrory? Jak nie mylę się to chyba S. Lem powiedział kiedyś, że horror to takie masturbowanie umysłu czerpaniem przyjemności z oglądania śmierci, czy jakoś to podobnie brzmiało, przepraszam za ew. przekształcenie. Nie brzmi to za pięknie. Jednak jest w tym coś na rzeczy. Czas wolny, najczęściej późnym wieczorem, poświęcamy na obejrzenie filmu, w którym obcinają głowy, zdzierają skórę czy wyrywają serce z klatki piersiowej, a wszystko okraszone jest zazwyczaj świeżą krwią. Naprzeciw oczekiwaniom widzów, którzy rządni są więcej i więcej mocnych przeżyć, powstały np. slashery (bo nie ma jak popatrzeć jak morderca wybija jednego po drugim członka jakiejś grupki znajomych czy społeczności), snuff movies (filmy ostatniego tchnienia), zaczęto nawet produkować coś takiego jak mondo movies (filmy  śmierci). Dziś już widzowi nie wystarczy to, co serwowali twórcy starszej daty – czyli nacisk na klimat, nastrój i opowieść, o nie, nie, dziś głowa ociekająca krwią musi być podana na tacy, a i super by było jakbyśmy zobaczyli krok po kroku jak spadała z karku. I jeszcze płacimy za to. Przecież to chore…(?)
A tak na poważnie. Po co w ogóle oglądamy horrory? Po co ja oglądam horrory? Osobiście nie potrafię udzielić konstruktywnej i pełnej odpowiedzi. Pojęcie horroru jest szerokie i głębokie. Zawiera się w nim wiele filmów, podgatunków, różnych twórców. Tak naprawdę najbardziej interesują mnie horrory psychologiczne; filmy z pogranicza grozy, thrillera i horroru, bo to w nich zazwyczaj znajdują porządną historię i interesujące postacie. Stąd pewnie chętnie sięgam po tytuły produkcji azjatyckiej. Amerykanie są <w większości> do bólu przewidywalni i zalewają nas sztuczną krwią.  Azjaci opowiadają nam historię (w której często przed czymś przestrzegają, równie często powiązane z ich legendami i przesądami) i sprawiają, że przynajmniej ja, wciskam się w fotel, a strach przesiąka moje ciało. Jedyne co obecnie proponują amerykańskie produkcje  to obrzydzenie nas i wylanie na nas wiadra juchy. Więc jeśli jesteśmy przy zdrowych zmysłach horror może być formą katharsis, gorzej jak ktoś nie jest i znajdzie inspirację…
Ostatnio przez zupełny przypadek znalazłam się na seansie już mającego parę lat filmu „Droga bez powrotu” (Wrong Turn, 2004). Typowy rzeźnicki horror, gdzie oprawcami są zdeformowani ludzi, w formie slashera.  Film jak dla mnie przewidywalny i słaby, tylko muchy łapać w trakcie czekania na „upolowanie” kolejnej osoby. To typowy przedstawiciel gatunku. Ma przerazić polowaniem mutantów na ludzi, kilkoma scenami jak z rzeźni. Plus pojawieniem się oczywiście sztucznej krwi na ekranie i sztucznym strachem niby malującym się na twarzach ofiar. I tak zaraz po seansie zaczęłam przeglądać opisy wielu horrorów, przypominać sobie co widziałam na ekranie i doszłam do wniosku, że najbardziej kasowe czy tam kultowe, jak kto chce to nazywać, horrory, powstały zapewne w pięć minut, bo jeśli ktoś poświęcił na ich strukturę więcej czasu – musiał mieć naprawdę niezłe problemy z pisaniem. Więc jak nic siedzieć i pisać scenariusze. A najlepsze jest w tym, że te w moim odczuciu najsłabsze, najgłupsze i najbardziej przewidywalne filmy z tego gatunku cieszą się największą popularnością i zarobiły najwięcej kasy. Usiadłam więc pewnego wieczoru i w dwie minuty napisałam szkic mojej sztampowej historii na zakrapiany krwią mini-horror. Oto moje dziecko;D
Fajka, szklanka wódki i nogi zawieszone na krawędzi stołu mogą być początkiem tej historii. Mogę zawsze dodać, że bohaterka właśnie jest po akcie bestialskiego mordu, którego dokonała na niewiernym kochanku. Zaznaczając jeszcze takie szczegóły jak: obłędnie kiwająca się głowa, nos przekrzywiony w bok, w kpiarskim tonie, plamy krwi na jasnym podkoszulku. Wbrew pozorom ma oddech normalny, głęboki, spokojny. Oczy nie są wbite w jeden punkt. Wzrok powoli snuje się po meblach znajdujących się w pokoju. Teraz następuje moment, kiedy moja bohaterka niczym nimfetka wodna wstaje, ze szklanką wódki w ręku (nadal), przemieszcza się w kierunku drzwi wejściowych. Zatrzymuje się tuż przed nimi. Zawiesza wzrok na nich; po czym szybkim ruchem je otwiera. Wychodzi na zewnątrz. Wiatr rozwiewa jej włosy. Przed domem stoi grupa chłystków z siekierami oraz wyrazem twarzy wymarzonym dla reżysera najbardziej brutalnej i krwawej sceny. Biegną. Ona ucieka do lasu. Trwa pościg. Domyślacie się co zaraz nastąpi. Kończę – dopiszcie sami zakończenie.
I po co w ogóle oglądamy horrory? Szczerze powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia… więc kończę i nie zamęczam Was moimi „chorymi” przemyśleniami.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Fajka – czyli jak w pięć minut stworzyć scenariusz na sztampowy horror

  1. Onibe pisze:

    dobre pytanie, ja nie wiem czemu się ogląda horrory. Czytać to jeszcze lubię, ale oglądać niekoniecznie. Jako że elementem horrorowego schematu jest bardzo łagodny początek, to na ogół zasypiam nim zacznie się akcja, bowiem większość reżyserów rozumie „łagodny początek” jako nudy na pudy a’la telenowela. Odkąd sensacja jako taka i thriller się zbrutalizowały, horror jako gatunek czysty zaczął ginąć. Dzisiaj typowy horror to po prostu film sensacyjny z elementami klimatu fantasy itd.

    • Alice pisze:

      Też wolę czytać horrory, a to chyba z prostej przyczyny. Zestawiając dobrego pisarza tworzącego w tym gatunku z reżyserem, w większości przypadków ten pierwszy wygrywa. Dlaczego? Bo więcej piszących horrory niż robiących je bawi się z formą lub z formą i treścia, która otwiera nowe furtki i pokazuje, że coś z góry przewidywalnego nie musi do końca nim być. Jeśli chodzi o szacownych literatów to mistrzem w te klocki jest wg Clive Barker. (Kto miał jego tytuły w rękach wie, że spotkania z tym panem nie są łatwe, jego styl pisania wymaga od czytelnika więcej skupienia niż przy pozycjach innych autorów, nie są to też w większości teksty do czytania na jednym wdechu (mowa o powieściach)). Jest takie szalone opowiadanie w „Księgach Krwi” pt. „W górach i miastach”, które znakomicie pokazuje jak połączenie fantazjowania z wykorzystaniem kontekstu kulturowego i historycznego (akcja ma miejsce w Jugosławii) może sprawić, że z pozoru oczywisty gatunkowo horror może stać się tworem tak innym, zaskakującym i ciekawym. Zresztą Clive lubi w swoich tekstach nie tylko snuć naprawdę kapitalne historie jak np. „W ciele” (mglista wizja miasta umarłych morderców), ale i zarazem próbować w nich odpowiedzieć na pytanie czy istnieje grzech pierworodny, przyczyna zła na świecie.
      I masz rację, filmowy horror jako gatunek czysty niknie. Niemniej pojawiają się zabawy z formą, które mają przyciągnąć widzów. Teraz dość popularnym sposobem /chwytem są chyba np. takie paradokumentalne nagrania kamerą.

      • Onibe pisze:

        pewne rzeczy łatwiej zrealizować na papierze niż celuloidzie (czy raczej matrycy), wiadoma sprawa. Z pewnością jest tak jak piszesz, że książka daje większe możliwości manewru.

      • Alice pisze:

        książka daje większe możliwości, ale nie zapominajmy o tym, że zarówno pisarz jak i reżyser w pewnym momencie tak samo stają pod ścianę ograniczeń, które serwuje im tu słowo, a tam matryca

      • Onibe pisze:

        fakt, kreacja zawsze podlega jakimś ograniczeniom… czasami są to także ograniczenia „kapowalności” odbiorcy

      • Alice pisze:

        „kapowalność” odbiorcy – fakt, ważna sprawa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s