Go away. I’m reading!

Jest już  sporo akcji promujących czytanie. Dziś jednak nie będę ich tutaj Wam wyliczała i opisywała, choć to także niezły pomysł na post, a jedynie chcę w kilku słowach odnieść się do akcji Erin Bowman – blogerki, która wymyśliła sobie sposób na to, aby bez przerwy nie zadawano jej pytań o właśnie czytaną książkę. I w taki sposób powstała okładka „Go away. I’m reading”, jak i cały projekt o tej samej nazwie (więcej możecie przeczytać na jej blogu: http://www.embowman.com/go-away-im-reading/).

Pomysł wydaje się być fajny i przede wszystkim prosty. Poza tym każda akcja, która ma na celu popularyzowanie czytelnictwa zasługuje na uwagę i pracuje, więcej lub mniej, na korzyść czytelnictwa.
Zastanawiając się nad pomysłem Bowman doszłam do wniosku, że wśród pewnych grup takie okładki (a nie książki i czytanie) mogą stać się modne i być może wyjdzie z tego czyste lansowanie się po deptaku z taką książką z rzucają się w oczy okładką pod pachą… Książka jako gadżet…
A jak Wam podoba się ten pomysł?

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Go away. I’m reading!

  1. Onibe pisze:

    no, fajny pomysł ;-)

  2. Cześć, Alicjo! xD

    Mnie się właściwie żadna z tych akcji nie spodobała. Nie przykuła spojrzenia i uwagi. Wiem, że kapryszę, haha xD”
    Go away. I’m reading! – a tam, ja lubię, gdy niektóre (podkreślmy: niektóre) osoby mi przeszkadzają w czytaniu ; )

    Pozdrawiam wiosennie!

    • Alice pisze:

      Witaj Luizo poświątecznie!:)
      Nie kaprysisz. Ja np. mam wrażenie, że z tych akcji, o których ja wiem, żadnej nie udało się wyjść poza krąg osób zw. czy to z książkami czy z kulturą, czy osób młodych z dużych metropolii, które ze względu na studia czy znajomych są w temacie. Czy takich, które więcej czy mniej, ale czytają regularnie. Co do „Go away. I’m reading” to tak jak napisałam w poście – mam wątpliwości czy z tego raczej „moda na gadżet” obowiązkowy nie wyjdzie niż realne czytanie. Ale nie narzekam bo takie akcje są ważne, niezależnie od tego z jakich pobudek się wywodzą, nawet sukces liczony w małych liczbach, a dotyczący czytania, jest ważny;)
      Serdecznie pozdrawiam

      • Alicjo,
        otóż to, takie akcje nie docierają jednak (mimo Internetu ; )) do tych rzekomo najbardziej zainteresowanych. No ale tak bywa z wieloma akcjami, obejmującymi różne sfery aktywności człowieka. Są ważne, chociaż… ja bym powiedziała, że przekonanych się nie przekona. Zawsze możemy sprawdzić na swoich znajomych działanie tego typu impulsów – testowałaś już?
        Tak, też mam wrażenie, że z tego zrobi się, jak to ładnie ujęłaś, „moda na gadżet”.

        Przyjemnego wieczoru!

      • Alice pisze:

        Testowałam:D I nieźle się ubawiłam;D Jak to określam „niewiernych”, „będących na NIE”, „wiecznych niezainteresowanych” nie przekonasz nie wiem czym( ale nie dotyczy to tylko książęk). Kiedyś pracowałam przy takiej akcji, gdzie rozdawano bezpłatne egzemplarze opowiadania włoskiego pisarza. I tak dostałam sporą ilość takich ok. 30 stronnicowych książeczek do rozdania dla znajomych. I co się okazało? Że nikt nie chce ich nawet za darmo. Jak mnie pamięć nie myli tylko ze 3 osoby poprosiły o ten egzemlarz, kilka przejrzało sobie i oddało, chyba z dziesięciu „wepchnęłąm go”, a reszta mówiła: „nie, dzięki”, „a po co mi to”, „nie mam czasu na czytanie”, „nie znam autora, nie chcę, dziękuję”, etc. Wydaje mi się, że najprostszym sposobem popularyzacji czytelnictwa jest korzystanie z fali popularności jakiegoś autora u nas, który pisze „rozrywkowo”, ale na poziomie, mądrze i przede wszystkim umie opowiedzieć sensowną historię. Tylko tak mamy szansę dotrzeć do mas i zachęcić ich do czytania. Bo prawdziwe czytania zaczyna się później na etapie własnych poszukwiań.
        Również życzę miłego wieczoru!:)

  3. Alicjo,
    hahaha, dobre xDD Naprawdę nikt nie chce za darmo książki?! _^_’ ech, ci ludzie…
    Dobrze by było akcje propagujące czytelnictwo przeprowadzać wśród dzieci. Bo dorośli to wiadomo ; )

    • Alice pisze:

      Naprawdę, niestety. Na początku byłam zszkowana i chciałam zrozumieć: dlaczego? Z czasem stwierdziłam, że z przeciętnym zjadaczem chleba tak to już jest. Jak mu coś dają za darmo, to nie weźmie, bo i po co mu to. A jak mu nie dają, to narzeka. I nie ma to nic do rozumienia;D A np. w UK popularnością cieszy sie ta akcja, podczas której rozdaje się książki za darmo. Jak widać kraje się różnią. Choć ja też nie chcę jakoś generalizować.
      Luizo, oczywiście, że takie akcje powinno propagować sie szczególnie wśród najmlodszych. Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci;)

      • Ale wyniki mnie trochę zaskoczyły. W sensie, że tak mało osób jednak wzięło ; )
        Hehe, ano, ano, czym skorupka… ; )

        Dobrej nocy, Alicjo!

      • Alice pisze:

        Luizo,
        Taka rzeczywistość. Trochę z innej bajki, ale właśnie o istocie „za free”. Jedna moja znajoma związana jest z polskim środowiskiem organizacji pozarządowych. Często powtarzała mi, że niestety rzeczywistość jest taka, że jak dajesz ludziom coś za darmo oni albo w ogóle z tego nie korzystają, albo uważają, że jak za darmo to nic wartościowego, albo uważają, że i tak im to nie potrzebne. Więc znalezienie beneficjentów to zawsze podstawa.
        Miłego dnia!:)

  4. Alicjo,
    to, co mówi Twoja znajoma, jest w temcie jak najbardziej – sporo osób podchodzi z rezerwą do wszystkiego co otrzymują „za darmo”. Ale w przypadku książek zawsze mnie to dziwi ; )

    Dziękuję i również życzę udanego dnia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s