„Notatnik śmierci” („Desu nôto” /”Death note”), reż. Shusuke Kaneko

Zastanawialiście się co by było, gdyby w waszych rękach spoczywała władza nad życiem i śmiercią? Jeśli wasza odpowiedź jest pozytywna – ten film jest dla was; to jedna z opowieści o tym w jaki sposób człowiek bawi się w boga. W przypadku kiedy odpowiedzieliście na moje pytanie negatywnie – zapewne ten seans stanie się okazją do refleksji.
„Desu nôto” („Death note”), czyli „Notatnik Śmierci” to japoński film z gatunku horror i kryminał. Powstał na podstawie popularnej w Japonii i Korei Południowej mangi. Nastolatek Light Yagami (w tej roli Tatsuya Fujiwara) znajduje tajemniczy notatnik, który pozwala na zabicie każdej osoby, której nazwisko zostanie w nim zapisane. W imię ideałów chłopak postanawia z jego pomocą uczynić świat lepszym. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach zaczynają ginąć przestępcy, sprawą zaczyna się interesować policyjny detektyw…
„Notatnik śmierci” nie jest najgorzej zrobiony, ale 120 min seansu okazało się być dla mnie męczące. Spodobało mi się takie telewizyjno – informacyjne przedstawienie tajemniczych zgonów przestępców pokazane na początku filmu. Natomiast już sam sposób ukazania śmierci morderców, których uśmierca tajemniczy Kira – nie (umierają na zawał, który wg mnie – nie kończyłam medycyny więc mogę się mylić – wygląda raczej na padaczkę lub wściekliznę).
Ekscentryczny detektyw L
Najciekawszym elementem filmu i zarazem bardzo interesującą postacią jest dla mnie L – tajemniczy, ekscentryczny, młody detektyw. Kiedy pojawia się na ekranie (jest to trochę tuż po godzinie seansu) akcja nabiera rumieńców. W moim prywatnym odczuciu Ken’ichi Matsuyama, który wcielił się w postać wspomnianego L jest najjaśniejszym punktem tego filmu. Zastanawiałam się nawet czy postać jest tak ciekawa czy on sam i jego gra… I choć ze wszystkich aktorów radzi sobie najlepiej to będąc szczera sama ze sobą muszę przyznać, że po prostu trafił mu się naprawdę interesujący bohater do zagrania. Miał duże pole do popisu w wykreowaniu szaleńca stojącego po stronie prawa, a jednak (w moim odczuciu) w małym stopniu to wykorzystał. Nie czytałam mangi, ani nie oglądałam anime więc w chwili, kiedy zobaczyłam jego twarz, to kim jest, jak wygląda, zaniemówiłam na chwilę… (dla tych, którzy nie oglądali filmu dodam, że do połowy seansu postać L owiana jest tajemnicą. Współpracując z policją kontaktuje się z nią przez pośrednika, jedynie słyszymy głos zmodyfikowany komputerowo). Jego specyficzny wygląd (np. chodzi na boso i wygląda jakby nie spał miesiąc), ekscentryczność i upodobania żywieniowe sprawiają, że stał się dla mnie jednym z najbardziej interesujących detektywów.
Aktorstwo „po japońsku”
Mówiąc o grze aktorskiej zaznaczam, że Japończycy nigdy nie plasowali się w czołówce moich ulubieńców. W „Notatniku Śmierci” nikt poza Ken’ichi Matsuyamą (czyli L), który miał naprawdę ciekawą rolę, nie pokazał się z dobrej strony.
Bóg śmierci, który lubi jabłka
Przy całym szacunku do mangi wizerunek boga śmierci – Ryuuha – wywołał na mojej twarzy cyniczny uśmiech. Wygląda jak wmontowana postać z gry, a nie jak „stwór”, który powinien budzić grozę. Za to pomysł z jabłkami, którymi się żywi, niezwykle mi się spodobał.
Horror…?
Opis filmu mówi mi, że mam do czynienia z gatunkiem horroru i kryminału. Oczywiście to, co robi Kira jest okrutne i straszne, ale nie w takim znaczeniu, że oglądając zamykałam oczy czy nieruchomiałam ze strachu. Zabrakło mi przede wszystkim napięcia w prowadzeniu akcji.
Boska władza w rękach młodego człowieka
Film rozczarował mnie. Niemniej na uwagę zasługuje ukazanie w niekonwencjonalny sposób rozumienia sprawiedliwości przez jednostkę. Notatnik śmierci trafia w ręce Lighta – młodego człowieka, który chce związać swoje życie z prawem, marzy mu się kariera w policji. W ten sposób motywacja głównego bohatera, który widząc, że prawo ma ograniczenia i postanawia uśmiercać przestępców – jest dla mnie wiarygodna. Oto młodziutki idealista dostając szansę od losu chce zmieniać świat. Wierzy w to, że mu się uda, i że jego postępowanie jest właściwe.  Oczywiście podczas seansu uśmiechałam się tylko pod nosem. W myślach przewijały mi się postacie znanych bohaterów, którzy uważali, że cel uświęca środki, a oni są wybrańcami, którzy mogą dokonać radykalnych zmian. Na moich oczach Kira z chłopaka o wzniosłych ideałach zmieniał się w zwykłego oprycha, takiego samego mordercę i zbrodniarza jak jego ofiary. W imię ochrony swoich czterech liter przekracza granicę, zabija niewinnych. Jednak dopiero w samej końcówce, która swoją drogą była dla mnie zaskoczeniem, pokazał mi prawdziwą twarz. Ujawniło się jego okrucieństwo i wyrachowanie.
Oto prawda do czego może zaprowadzić nas władza, która nie powinna być w naszym zasięgu. Oto ciekawa opowieść o tym jak cienka jest granica pomiędzy wzniosłymi ideałami w imię szczytnych celów, a okrucieństwem i złem.
 A Wy co byście zrobili mając notatnik śmierci?
Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.vap.co.jp/deathnote/m/sale.html

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „„Notatnik śmierci” („Desu nôto” /”Death note”), reż. Shusuke Kaneko

  1. Anime znam (do połowy serii – świetne, od połowy – coraz gorzej, bo wymyślniej). Tylko. Mangi nie czytałam. Chociaż kiedyś zaczęłam. Japońskie filmy aktorskie na podstawie m&a wciąż (jakiś uraz z Sailormoon?) mnie odrzucają. Nie mój poziom kiczu. Dlatego nie dziwię się, że film Cię rozczarował xD’
    Jeśli będziesz miała okazję, to oglądnij anime (37 odcinków chyba, o ile dobrze pamiętam).

    Pozdrawiam serdecznie, Alicjo! xD

    • Alice pisze:

      Luizo,
      O anime słyszałam już tyle pochlebnych słów, że jak będę miała tylko czas to zerknę na pewno.
      Trafiłaś w sedno mówiąc o kiczu. Oglądając ten film miałam wręcz wrażenie, że ten tytuł powstał dla miłośników mangi i anime. Bo komuś nie w temacie trochę trudno odnaleźć się w tej stylistyce i spróbować zrozumieć z czym mamy do czynienia. Bo jest ten film jak świnka morska, ni to świnka, ni morska:D
      Miłego dnia!:-)

      • Alicjo,
        to nawet nie dla miłośników m&a, tylko po prostu dla Japończyków xD” A żeby oglądać taki film bez bólu zębów, to trzeba być zaprawionym w dzisiejszym kiczu japońskim (można zobaczyć różne programy tzw. „rozrywkowe” z Japonii – ja przy nich odpadam _^_).
        Hehe, co za porównanie xD
        Dziękuję!
        Pozdrawiam ciepło!

      • Alice pisze:

        ha ha! to prawda Japończycy, jak i chyba w ogóle Azjaci, są miłośnikami, mają słabość i uwielbiają kicz. W Japonii nie tylko rozrywka w tv, a i wielu muzyków, świat mody, a nawet subkultury bazują na kiczu. W sumie to o samym kiczu w odniesieniu do Japonii można by było naskrobać niezy tekst.
        Mam nadzieję, że u Ciebie nie wieje i nie będzie zgrzytania zębami:D
        Pozdrawiam serdecznie

  2. Onibe pisze:

    koncepcja ciekawa, wykonanie – jak widać – pozostawia trochę do życzenia, ale jak znam życie, pomysł będzie zaraz anektowany przez holiłód i wyjdzie z tego jeszcze większa chała ;-)

  3. Alicjo,
    tak, chętnie bym taki tekst o japońskim kiczu przeczytała xD
    Nie będzie zgrzytania ; )
    Przyjemnego dnia xD

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s