Rubasznianie

Inspiracją do napisania tego tekstu była telewizyjna ramówka. Wpadłam na pomysł, aby wyjaskrawić to, co nam oferuje – czyli seks i goliznę w skandalicznie już nudnej, nieznośnej i za dużej ilości. Kiedy to pisałam w październiku ubiegłego roku (teraz to wygrzebałam przypadkiem) nawet pomyślałam, że w sumie ciekawym pomysłem i zarazem fajnym eksperymentem byłoby stworzyć dłuższą opowieść o Rubaszaniewie i jego mieszkańcach… No, ale stanęło na tym, co macie przed oczami. Może jeszcze kiedyś wrócę do Rubaszniewa;D Dobrej zabawy w trakcie czytania!:D P.S.: nie zdążyłam jeszcze popracować na interpunkcją wiec za wszystkie błędy z góry przepraszam;)
Rubasznianie /z serii „Świat w krzywym zwierciadle”, Alicja Szulborska
W Rubaszniewie można było wszystko. Wszystko znaczy wszystko. Kiedy trafiłam tam przypadkiem zbaczając z drogi widniejącej na mojej lekko przetartej mapie podróżniczki o mało nie zakrztusiłam się własną śliną.
OouuOOuuu
Rubasznianie byli tak nowocześni i wyzwoleni, że aż mnie zatkało. Jeśli kiedykolwiek nie potrafiłam odmieniać przez przypadki kopulacji, teraz byłam w stanie domyślić się skąd taka mnogość form spółkowania.
OouuOOuuu
Rubasznianie nie zaczerwienili się (o nie, nie!) na mój widok. Wręcz obnosili się ze swoją bezwstydliwością, sprośnością i zbereźnością. Jej rozkraczone nogi – szeroko tak, naga pierś – wielka tak i on – brzydką sprawę ładnie opisując – niczym Adam na zielonej trawie w Raju gotujący się do lotu… I ja, ponoć nowoczesna i taka tolerancyjna… Tymczasem zemdlona, z gałkami ocznymi wystającymi z oczodołów niby zwisały na sprężynach, z koparą sięgającą prawie kolan, próbowałam ukryć się za dłonią oraz uszczypnąć się, aby obudzić się z tego rubaszno-strasznego koszmaru.
Nie zmyli się, a dalej parzyli zmieniając jedynie pozycję na taką, w której dwa odbyty poruszały się rytmicznie przed moimi oczami. Zeszłam im z oczu, a raczej od dupy strony, z której miałam ogląd na nich i na jedną część Rubaszniewa. Biegiem (o tak, tak!), biegiem znalazłam się w centrum mieściny. I biegiem (o tak, tak!) pojęłam co to znaczy dawać dupy dla społecznej (społecznej?) i własnej (ekshibicjonistycznej?) uciechy.
OOuuOOuuu
Jedna z Rubasznianek – jędrne ciało, goła rzyć, nie to żebym coś wyjaskrawiała. Po prostu ani majtek, ani spodni, ani kiecy. Tak paniusia prężyła się w swojej krasie i goliźnie. Położyła ręce na ławeczce, nawet ładnej, brązowej, z jesionu, pięknie wyheblowanej i ozdobionej. Każdy z Rubaszanian i Rubaszanek mógł więc sobie ocenić, wycenić i popatrzeć. Choć co niektórzy, a raczej ci z ptakami – dosłownie – odlatywali. Co więcej, wykrzyczeli mi, że d-u-p-a jest do rubaszenia, a nie do patrzenia. – No tak…
Stałam, wryta, przyczepiona do ziemistej nawierzchni, próbująca pojąć – gdzież do licha ty kobieto trafiłaś? Złe pytanie i zły moment. – Chciałaś odkrywać świat, to masz za swoje! – grzmiał ktoś tam we mnie. A może już słońce rzuciło się cieniem na mój mózg…? Trudno ocenić.
OouuOOuuu
Kobitka machała gołą rzycią to na prawo, to na lewo. Zachowywała się niczym morska fala, a wszyscy oczkami za nią: w lewo – w prawo, w lewo – w prawo i tak po sto razy. W końcu przystanęła w swoim tańcu, a raczej zatrzymała się jej dupa. Jeden z Rubasznian podszedł, zdjął portki, rzucił parę banknocików i no wiecie…rzyć zaczęła dalej rubaszyć.
Przetarłam oczy patrząc na reakcję Rubasznian, a nie na dwie spółkujące dupy. A tam każdy zajęty swoim ruba…rubaszkowaniem… no wiecie… albo podglądanio-rubaszkowaniem… Nieobyczajności w takiej mnogości jako normalności nie widziałam. Wtem poczułam dłoń. Na ramieniu. Moim? Moim. Moim! Już zwarta i gotowa do odwrotu, obrotu i przyłożenia pięścią komuś w twarzyczkę, osłupiałam. Za mną, goły i podstarzały amant-rubasznianin zaczął wymachiwać identyfikatorem z napisem: burmistrz Rubaszniewa. Wymachiwał też latającym – dosłownie – panem ptakiem. Z wrażenia aż wpadłam w kałużę zanurzając swoje cztery szacowne litery w błocie.
– Panieneczko, nie stój! Tutaj rubaszyć trzeba!
Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk lub kopiowanie oraz rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie całości albo fragmentu/fragmentów utworu – z wyjątkiem cytatów w artykułach i przeglądach krytycznych – możliwe jest tylko na podstawie pisemnej zgody autorki. © All rights reserved Alicja Szulborska

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Rubasznianie

  1. Onibe pisze:

    dobry pomysł ;-)

  2. Anka pisze:

    Zabawne, końcówka najlepsza :):):)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s