W głębi lasu

*Do napisania „W głębi lasu” zainspirował mnie pobyt na Podlasiu. Życzę miłej lektury!
Domownicy przekręcają się z boku na bok i zapadają w głęboki sen, kiedy Matylda wciąga na siebie dres i najciszej jak tylko potrafi schodzi po schodach. Skrada się niczym mała myszka, która nie chce być usłyszana przez kota. Przekręca klucz w zamku i wybiega w ciemność.
Powietrze jest przyjemnie nagrzane. Pachnie kwiatami, trawą i miętą rosnącą w ogródku. Gdyby nie księżyc zawieszony wysoko nad głową mogłaby powiedzieć, że to jeden z gorących, letnich dni.
Idzie przed siebie. Zarośla okala nieprzenikniona ciemność, na niebie iskrzą się tysiące gwiazd, a z pobliskiego lasu dobiegają tajemnicze dźwięki.
Ciekawość. Nie może z nią walczyć.
Nie zna dokładnego miejsca. Kieruje się instynktem i dziwnymi (niepokojącymi?) odgłosami wydobywającymi się z głębi lasu. Skrada się niczym łowca lub zwierzę, które nie chce być zauważone. Tymczasem otaczający ją świat wybudza się ze snu i nie zamierza zachowywać się cicho. Wystarcza mu, że za dnia jest niemy. Teraz może być sobą, przestać udawać, że nie oddycha, że nie mówi, iż jest, ale jest martwy.
Matylda nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie czy to, co dobiega jej uszu jest złudzeniem czy też prawdą. Wie jednak, że jeśli tego nie sprawdzi, jeśli nie dotrze do miejsca znajdującego się gdzieś w głębi lasu, nie zazna spokoju.
Idąc przed siebie przypomina sobie sen. Znajduje się na polanie. Jest środek nocy. Przeraża ją ciemność przypominająca zawiesinę. Nic nie widzi. Czuje się jak ślepa. Co chwila potyka się. Upada. Opiera drżące dłonie o ściółkę i stara się podnieść. Po kilku próbach stoi. Wiatr podwiewa cieniutką koszulę nocną. Z lewego oka zaczynają płynąć łzy. W środku czuje nieprzyjemny uścisk. To strach. Paniczny. Przenika ciało na wylot. Zamiera. Zamyka i otwiera oczy. Nic nie pomaga. Wtedy ją słyszy. Tuż za nią, przeraźliwie pohukuje sowa. Matylda upada na kolana. Dobiega ją odgłos kroków, a może to nie są kroki… Niczego nie jest pewna. Ktoś lub coś zbliża się. Wiatr się wzmaga. Chłosta ją boleśnie po policzkach, biczuje po plecach. Wtedy budzi się.
Tymczasem jest coraz bliżej miejsca, z którego dochodzą tajemnicze odgłosy. Przelotnie spogląda na dłonie. Trzęsą się jak u alkoholika. Splata palce i odmawia modlitwę do anioła stróża. Nie wie po co to robi, nie wie czy to może pomóc, ale coś w środku podpowiada jej, że to, co kryje leśna polana nie jest niczym dobrym.
Popychana przez własną podświadomość wchodzi do lasu. Miejsce, które za dnia jest jednym z jej ulubionych, przyjaznym i ukochanym, teraz wydaje się być, a przynajmniej ma w sobie coś złowrogiego. Jakby było pełne mrocznych tajemnic. Najdrobniejszy szelest, powiew liści, dźwięk, sprawia, że jej serce na moment przestaje bić. Co chwila spogląda przez ramię. Krzyżuje ręce na klatce piersiowej i wpinając paznokcie w przedramiona posuwa się do przodu. Prawie nie oddycha, kiedy staje na niewyobrażalnie wielkiej polanie. Okryta płaszczem ciemności sprawia upiorne wrażenie. Matylda obraca się wokół własnej osi. Coś ją niepokoi. Nie wie tylko co to jest. Przygląda się otoczeniu i nagle zdaje sobie sprawę, że odkąd była tutaj ostatnio polana zmieniła się, a przynajmniej nie wszystko jest takie jak pamięta. Kiedy nieoczekiwanie mała szyszka spada jej na twarz zdaje sobie sprawę, że wokół polany powinny rosnąc same dęby, a tak nie jest. Otaczają ją teraz smukłe, stare sosny, świerki i olchy. Przeciera oczy. – Chyba śnię… – szepcze. W tym samym czasie, kiedy z wrażenia przykłada dłoń do ust w zaroślach coś się porusza.
 – Tam coś jest… Czuje ukłucie w sercu. Przez ciało przebiega fala przeraźliwie dotkliwego zimna. Jest to coś podobnego do uczucia obłożonego ciała lodem. Z lewego oka płyną łzy. Jedna po drugiej cichutko obsuwają się po policzkach, obcierają się o linie ust i opadają na dłonie, które znajdują się koło ust. Braknie jej tchu. Kiedy wciąga leciutko powietrze z krzaków wyskakuje ona. Maleńka, równie przestraszona i jednocześnie zainteresowana nieznanym przybyszem, jak Matylda, sarenka. Dziewczynka od razu spostrzega, ze zwierzę kuleje na jedną nogę. Opiera się o pień sosny i łapczywie zaczerpuje powietrze w płuca. Wdech i wydech. Ciepłe łzy, które teraz spływają jej po policzkach są wyrazem radości. To tylko ranne zwierzę.
Po chwili wytchnienia podnosi się i co sił pędzi do domu prosić domowników o pomoc maleńkiej sarence.
Maj 2012

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „W głębi lasu

  1. zaskakujące – jak dla mnie (po przeczytaniu Twoich innych opowiadań) – zakończenie

  2. Anka pisze:

    Podoba mi się poetycki opis miejsca – można je sobie dokładnie wyobrazić. I to zakończenie – zaskakuje…, ale jestem na tak :) ak

  3. Onibe pisze:

    interesujące, bardzo fajna narracja – pierwsza osoba, forma niedokonana to rzadkość, ale ciekawie jest od czasu do czasu na takie rozwiązanie się natknąć ;-). Podobało się mnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s