„Odrodzenie”, Martyna Goszczycka

Z opisu na stronie Sagi Wizji Paradoksalnych: Przedświat demonów i Zaświat nimf, barwne aury i Zwierciadła Duszy, boginie stworzone przez alchemika i bezduszne reguły Syndykatu Skrytobójców, Sny, które przerażają i fascynują zarazem. Oto świat, w którym dorasta młody demon Haru – uczy się, jak przeżyć i jak zabijać, walczy, by zostać uczniem okrutnej białowłosej. A może jest lub stanie się dla niej kimś więcej? Może on też czegoś nauczy piękną Plage… „Odrodzenie” to mroczna powieść fantasy, pełna przemocy, śmierci, walki, ale także kipiących emocji, rodzących się uczuć. Autorka to absolutna debiutantka, która bez kompleksów, za to z rozmachem wprowadza nas w swój świat wyobraźni.
Filmik promujący powieść: 
Nimfy nie rodzą się. Zostałyśmy stworzone. Nie obchodzimy więc urodzin. Mamy odpowiednik tego święta, które nazwane zostało Odrodzeniem. Tak jak urodziny są obchodzone co rok, tak i my co rok się odradzamy.
Okładka
Zdecydowanie na plus. Charakterystyczna, łatwa wpada w oko, pozostaje w pamięci i wyróżnia się na tle innych okładek e-booków, które oferuje RW2010. W moim prywatnym odczuciu spełnia swoją funkcję – czyli sprzedaje książkę.

Plusy

1. Układ
Powieść zbudowana jest w sposób przemyślany. Od pierwszej strony widać, że autorka dokładnie rozplanowała strukturę książki. „Odrodzenie” zaczyna się „Wstępem” będącym zapowiedzią świata, w który lada chwila wkroczymy. Następnie jest „Prolog”. W nim poznajemy ród Saruku, z którego pochodzi odmieniec imieniem Haru – jedna z głównych postaci, której koleje losu śledzimy w trzech kolejnych częściach powieści. W klasyczny sposób całość fabuły domyka epilog.
2. Mroczny świat i ciekawe postacie
Martyna Goszczycka stworzyła swój świat, spójny i  całkiem ciekawy choć czasami można w nim dostrzec inspiracje znanymi nam historiami, książkami czy filmami. W powieści pojawiają się nimfy, których obecność jako bohaterek literackich naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Dziwaczna Bibliotekarka to jedna z moich ulubionych postaci z tej powieści. Interesująca pod względem wyglądu i zindywidualizowanego języka. Pojawia się tutaj też ciekawy portret Kostuchy, która wydała mi się taka barkerowska, niczym wyjęta z noweli „Powrót z piekła” (Clive Barker, 1986).
3. Sen i jasnowidz paradoksu
Całkiem ciekawie autorka połączyła postać Haru i jego jasnowidzenie (jest tzw. jasnowidzem paradoksu) ze sposobem prowadzenia opowieści. Dzięki jego snom i jasnowidzeniu czytelnik ma możliwość szerszego widzenia przedstawianego świata, podglądania Zaświatu (w nim to mieszkają nimfy) oraz bliższego poznania samego Haru Saruku.
4. Poruszane tematy
Mamy kilka tematów, które można śledzić w miarę rozwoju fabuły „Odrodzenia” – odrzucenie, inność, strach, siła, stworzenie, uczucie w świecie bez uczuć, trening zabójców, więzi czy zemsta. Jak widać można znaleźć wątek dla siebie.
5. Wprowadzenie w Zaświat i Przedświat
Autorka tworząc powieść położyła nacisk na wprowadzenie czytelnika w świat Zaświatu i Przedświatu. W związku z tym mamy do czynienia z dużą ilością opisów, które spowalniają akcję. Całość powoli, aczkolwiek w swoim rytmie, porusza się do przodu. Dla niektórych czytelników może to być minusem, dla innych nie, bo przecież dzięki obrazowemu językowi możemy wejść głębiej i lepiej w świat, w którym dzieje się akcja. Około 290 strony akcja nabierała tempa, tak naprawdę w tej części powieści mamy do czynienia z punktem kulminacyjnym, nie zorientowałam się kiedy, a już po chwili czytałam epilog.

Minusy

1. Objętość powieści
Ilość stron w stosunku do fabuły lekko mnie przytłoczyła. W moim prywatnym odczuciu choć Martyna Goszczycka potrafi tworzyć świat przedstawiony ma manierę robienia z opisu kolejnego opisu lub powtarzania pewnej rzeczy innymi słowami, gdzie wiele zdań czy całych partii tekstu można było spokojnie skrócić bez uszczerbku dla fabuły.
2. Nie wykorzystany potencjał
Autorka „Odrodzenia” nie wykorzystała też do końca potencjału tematu zemsty czy wątku zw. ze szkołą skrytobójców – Syndykatu – i tamtejszego treningu zabójców.
3. Postać Plage
Osobiście zabrakło mi czegoś w postaci Plage – piątej nimfy lodu. Blada, niedostępna, zimna, wyrafinowana morderczyni, wszystko to podkreślają jej stroje, zachowanie, słowa, a jednak postać ta wydawała mi się jakość sztuczna (?). Nie wiem do końca jak to nazwać, czegoś mi w niej zabrakło(?). Choć miałam do czynienia z bezwzględną morderczynią nie wzbudzała we mnie strachu, była chyba zbyt przerysowana(?), przez co zbyt odległa i jednocześnie zbyt przewidywalna.
4. Znane rysy postaci
Ogólnie odnosząc się do postaci, szczególnie mam na myśli drugoplanowe, należy powiedzieć, że mają wiele rysów bardzo typowych dla złych bohaterów literackich, przez co są w pewnych momentach zbyt nieciekawi.Do tego, jak. np. nauczyciele z Syndykatu szkolący skrytobójców – są zbyt papierowi, aby zainteresować sobą czytelnika.
5. Dialogi w drugiej części powieści
Do słabych stron zaliczam też rozmowy między Haru i Plage w drugiej części powieści. Dialogi momentami są tak infantylne, rodem ze szkolnych korytarzy, że czytelnik może się zastanawiać czy przypadkiem nie pomylił powieści i nie wziął do rąk książki dla nastolatków…

Podsumowując

Jak na debiut jest to książka dobra. Co prawda nie było „ochów i achów”,  wypieków na twarzy w trakcie i po lekturze powieści, a sama fabuła nie postawiła mi zbyt wielu pytań do przemyślenia, ale i tak „Odrodzenie” przeczytałam z zainteresowaniem. Widać, że Martyna Goszczycka ma potencjał, który odpowiednio wykorzystany i szkolony może zaowocować nie tylko lepszą kontynuacją „Odrodzenia”, ale i ciekawymi książkami z gatunku fantasy. 
Autor: Martyna Goszczycka
Tytuł: „Odrodzenie”
Wydawnictwo: RW2010 
Rok wydania: 2012
Strona Sagi Wizji Paradoksalnych: SWP
Strona powieści na Facebooku: Odrodzenie

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „„Odrodzenie”, Martyna Goszczycka

  1. No no no. Ciekawy sposób zaprezentowania książki. Tematyka nie moja (tzn. gdyby to było anime, to pewnie bym obejrzała _^_;)

  2. Onibe pisze:

    z tym pęcznieniem treści to nihil novi… mam wrażenie, że coraz częściej autorzy mają problem z cięciem własnych tekstów. Zupełnie jakby się bali, że coś będzie za krótkie. A lepsza książka za krótka niż za długa, wbrew ewentualnym pozorom…

    • Alice pisze:

      Zapewne tak jak mamy wielu autorów, tak i jest wiele różnych powodów takiego stanu rzeczy. Długa książka nie równa się dobra książka. To nie jest coś automatycznego, to nie żadna przekładnia. Wiele świetnych powieści, które dziś zalicza się do klasyków, nie jest wcale opasłymi tomiskami, a jednak nic im to nie ujmuje na wartości.

      • Onibe pisze:

        ale, z drugiej strony, mamy też pośród klasyki dzieła bardzo objętościowe i może właśnie pęd ku takiej konfiguracji – ale bez zrozumienia – jest powodem sztucznego pompowania książek? No i chyba z punktu widzenia wydawnictw lepiej jeśli ksiażka ma więcej stron, bo wtedy łatwiej uzasadnić cenę. 30 zł za książkę 400 stron jest niby ok, ale 25 zł za książkę 180 stron?

      • Alice pisze:

        Z pędu ku czemuś… to moim zdaniem zawsze rodzą się wszelkiego rodzaju katastrofy…
        Z tą polityką wydawnictw to masz rację. Tylko, że w gruncie rzeczy to do niczego nie prowadzi. Jeśli ewidentnie widać, że proza jest bez sensu rozwlekła, wpadamy w przynudzanie, a treść jest powtarzana (typowe dla amerykańskiej lit. popularnej, szczególnie serii, gdzie 1/3 powieści często to streszczenie tego co było w poprzednim /-ich tomach) to prawdopodobnie nie wrócimy już do tego autora. Ja przynajmniej tak mam, że jak raz mocno czymś się zniechęcę u pisarza X to bardzo ciężko mnie nakłonić do innej książki tego autora. Więc raz wydawnictwo może na mnie zarobić, ale i zniechęć do zakupu w przyszłości, czyli de facto autor wyjdzie na tym najgorzej.

      • Onibe pisze:

        ale weź pod uwagę, że kupa ludzi kupuje książki „na półkę”. Ktoś, kto czyta rzadko nie jest w stanie ocenić jakości literatury, bo niby skąd ma wiedzieć czy to co czyta jest standardem czy chałą? A często taki ktoś nie czyta książki w ogóle, tylko ustawia ją aby ładnie wyglądała…

      • Alice pisze:

        Biorę to oczywiście pod uwagę. Znam sporo osób, czytelniczych laików, którzy „Zmierzch” uważają za dzieło wybitne, kupili całą serię i postawili na widoku, że czytali i to znają… Ale też sobie myślę, że jak statystyczny człowiek kupuje książki na półkę, aby ładniej salon wyglądał to kupuje encyklopedie i dzieła bardzo znane…

      • Onibe pisze:

        też prawda. Taktyki różne są…

      • Alice pisze:

        Lepsze „takie czy inne” książki niż puszki, których „obecność” na regałach była swego czasu „modą”…

      • Onibe pisze:

        hehe, pamiętam to ;-). Moja sąsiadka miała z 50 różnych puszek i bardzo mi to imponowało – miałem wtedy pewnie coś koło 8-10 lat ;-)

  3. Pingback: Wywiad z Martyną Goszczycką – autorką powieści “Odrodzenie” | Laboratorium myśli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s