Piątek Trzynastego (2009), reż. M. Niespel

Ostatnio zaniedbałam „kącik” na blogu poświęcony tematowi grozy i horrorów. Postanowiłam się poprawić;)  Korzystając z okazji, że mamy dziś piątek trzynastego (uważajcie na czarne koty przebiegające wam drogę, bo dzień jeszcze się nie skończył) zdecydowałam się napisać o „PiątkuTrzynastego”. Nie będzie jednak to tekst poświęcony produkcji z 1980 roku, a jego reebotowi z 2009 roku w reż. Marcusa Niespela. Dodam jeszcze, że światowa premiera tego slashera (dwunastego z serii o Jasonie Voorheesie) miała miejsce właśnie w piątek trzynastego. Strach się bać;D
Klasyk z 1980
Muszę się wam przyznać, że podczas seansu „Piątku Trzynastego” z 1980 roku co chwila przysypiałam. Jest to jeden z największych zamulaczy z tamtych lat, jakie przychodzą mi w tej chwili na myśl. Oprócz muzyki, której wspomnienie pozostało do dziś jako „cii cii cii aa aaa aaa”, kumkania żab i odgłosów świerszczy, nikomu nie poleciłabym tego tytułu.
Slasher
To typowy slasher (ang. slash – ciąć). Przyglądamy się jak po kolei tracą życie kolejni bohaterowie. Ich liczba się zmniejsza w taki sposób, że w końcówce żywa pozostaje najczęściej jedna, dwie osoby. Czas największej popularności gatunek ten świecił w latach 70. i 80.  XX wieku. Kanon wyznaczyły takie tytuły jak: „Czarne święta” (Black christmas, 1974), „Krwawy obóz Bay” (Reaazione a catena, 1971) i chyba najbardziej sławne w tym gronie „Teksańska masakra piłą mechaniczną” (The Texas Chain Saw Massacre, 1974) oraz „Halloween” (1978). Swego rodzaju moda na horrory-slahsery i sukcesy idące za produkowaniem tego rodzaju filmów związane są ze wspomniany wcześniej latami 80. Wówczas to stworzono „Piątek Trzynastego” (Friday the 13th) i równie sławetny „Bal maturalny” (Prom night).
Piątek trzynastego z 2009
Film to reebot klasyku z lat 80. i zarazem dwunasty slasher o Jasonie. Zaczyna się w sceną mającą miejsce w 1980 roku, kiedy to zostaje uśmiercona matka naszego Voorheesa. Następnie, właściwa, akcja slashera umiejscowiona zostaje trzydzieści lat później, kiedy na sławnym kampusie Crystal Lake pojawia się grupa przyjaciół… Czyli: horror story czas zacząć!
„Piątek trzynastego” to dla mnie przykład typowego amerykańskiego kina /horroru, oczywiście amerykańskiego w negatywnym tego słowa znaczeniu. Pomijając już fakt, że slasher ogranicza i niesie ze sobą określone zagrania (czytaj: wiesz, że i tak dziewięćdziesiąt procent bohaterów to już trupy), pod każdym względem film Marcusa Niespela jest dla mnie przewidywalnym i plastikowym oklepańcem (dlaczego? O tym za chwilę). Od starszych wersji różni się tylko tym, że został odświeżony i nie powoduje senności – czyli masz popcorn – da się to obejrzeć.
Stałe elementy
W filmach dla mas nikt pewnie nie pokusi się o innowację, bo i po co cokolwiek zmieniać ze znanych trików i stałych elementów w nich występujących skoro są sprawdzone, lubiane – czyli tak wspaniale bezpieczne. Pytaniem jest również – po co robić dwunastą odsłonę historii o Jasonie? Oczywiście odpowiedz jest prosta – popularność slasherowego zabójcy – więc kasa.
Grupka młodych ludzi
Typowym zagraniem tego typu kina jest obecność grupy młodych ludzi. Są to bliżsi lub dalsi znajomi, którzy razem wybierają się najczęściej w podróż; najczęściej poza miasto, na łono natury, tak, jak w tym przypadku. Nasza gromadka wesołych postaci pojawia się w miejscu dawnego Cristal Lake. Szukają trawki, chcą się zabawić i odpocząć.
Zabawa, straszna historia i morderstwa
Jest ognisko, straszna historia opowiedziana przy nim, gołe cycki, seks i upiorna chatka. Szybko nasz morderca zajmuje się naszymi słodziakami. I znowu wracamy do punktu wyjścia. Pojawia się następna grupa znajomych. Jeszcze bardziej rozwrzeszczanych imprezowiczów, którzy z dala od miasta chcą spędzić przyjemnie czas.
Ten inny
A potem pojawia się on. Clay Miller, chłopak na motorze (w tej roli Jared Padalecki), który szuka zaginionej siostry. W przeciwieństwie do naszego rozhukanego towarzystwa nie ma w głowie trawki, szybkich numerków na łonie natury czy picia nieprzyzwoitej ilości napojów wyskokowych. Szybko to na nim skupiam uwagę. Oczywiście w ramach akcji poszukiwania siostry pojawia się niewiasta, która pomaga mu w poszukiwaniach. I jest on – nasz Jason.
Boogeyman killer
Boogeyman killer, czyli slahserowy morderca to ktoś, bez kogo nie mogłoby być naszego horroru. W większości przypadków jest to osobnik odrażający pod każdym względem. Ktoś tam na górze poskąpił mu urody, albo miał jakiś wypadek, który przyczynił się do jego oszpecenia. Do tego jest to jednostka niezrównoważona, swego rodzaju „pasjonat” zarzynania jednostek pojawiających się na jego terytorium. Jason Voorhees jest jednym z typowych i popularnych morderców filmów z gatunku slasher /horror.
W „Piątku trzynastego” nasz zabójca nosi maskę, w oczy rzuca się jego postura (rosły mężczyzna), a w dłoniach dzierży swój gigantyczny tasak. Najbardziej podoba mi się jego siła życiowa. Dobijasz gada, chcesz zadać mu śmierć, aby więcej ni zobaczył słońca, aby ani jednego razu więcej nie podniósł do góry swojego tasaka, a tu…
Jared Padalecki
Będąc z wami szczera pierwszy raz wybrałam się na seans tego filmu ze względu na osobę Jareda, który wzbudził we mnie sympatię grając u boku J. Acklesa w serialu „Nie z tego świata” (Supernatural). Oczywiście film nie zaskoczył mnie. Był taki, jak oczekiwałam, przewidywalny. Niemniej nie wybrałam się na seans dla samego „Piątku trzynastego”, a dla osoby Padaleckiego. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy zobaczyłam go na ekranie. Jest aktorem przeciętnym, którego metką firmową jest postać Sama z „Supernatural” (popularność i sympatia wiążą się z rolą w tym serialu), ale w obrazie Niespela zagrał naprawdę, przynajmniej dla mnie, słabo. Mało wyrazisty, sztuczny, bezbarwny, bez werwy, jednak dobrze wpisujący się w konwencję filmu. Nie potrafiłam zrozumieć jak to jest, że aktor, który w popularnym „Nie z tego świata” miał naprawdę dobre odcinki i gdzie pokazał, że potrafi nieźle zagrać łowiąc demony, duchy i inne paskudy, tutaj poległ. Powiem wręcz tak, że gdybym nie wiedziała kto gra C. Millera to na pewno po tym filmie nie zapamiętałbym Jareda jako aktora, który w nim zagrał.
Piątek trzynastego to dziś!
Komu nie straszne amerykańskie horror oklepańce, trochę popcornu i mamy horror story na wieczór w piątek trzynastego.
Plakat pochodzi ze strony: http://www.entertainmentwallpaper.com/download/10015641/

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Piątek Trzynastego (2009), reż. M. Niespel

  1. Powiem Ci szczerze, że niejednokrotnie bardziej przerażają mnie horrory starsze (ot, właśnie z lat 80. XX wieku) niż te najnowsze, na których krew leje się strumieniami i są po prostu obrzydliwe. Nie straszne, ale obrzydliwe. I schematyczne.

    • Alice pisze:

      Zacznę może od tych lat 80. XX wieku – widzisz, bo to jest tak, że wiele filmów z tamtego okresu po prostu miało świetny klimat, czego brak obecnie wielu współczesnym filmom. Żeby jednak nie generalizować, chociażby wspomniany „PT” z 1980 roku jest naprawdę jednym z najbardziej nudnych horrorów /i filmów, jakie miałam okazję zobaczyć.
      Co do tej krwi lejącej się hektolitrami na ekranie. Jak to pisał S. King – grozę możesz też zbudować za pomocą obrzydzenia. Jak widać obrzydzenie jest mocno wykorzystywane na dużym ekranie. Ale to zapewne jest też tak, że prościej człowieka obrzydzić niż wzbudzić w nim strach. Chociaż z drugiej strony jak popatrzę w jaki sposób próbują niektórzy reżyserzy mnie przestraszyć to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać – nie wiem czy miałaś okazję widzieć „Paranormal activity”…
      A schematyczność jest zawsze w cenie, ktoś kto przełamuje konwencję rzadko trafia do serc mas…

      • Klimat grozy jest chyba najistotniejszy – chyba, bo w sumie to też zależy od odbiorcy. Tak.
        No jeśli film kręci się jedynie dla pieniędzy, to nic dziwnego, że zamiast straszyć, niejednokrotnie śmieszy ; )
        Nie wiedziałam tego filmu.

        A tam, masy. Masy zostawmy samym sobie. Masy zawsze znajdą swoje „rozrywki” ; )

        Przyjemnego weekendu!

      • Alice pisze:

        Jeśli robi się kino grozy /horrory to takowy klimat musi być. Oczywiście to, co w jednej osobie budzi wielki lęk, u drugiej osoby już niekoniecznie mrozi krew w żyłach, ale dobry twórca wie jakimi środkami operować, aby zbudować autentyczna grozę.
        Również życzę przyjemnego weekendu!:-)
        PozdrawiaM

  2. Onibe pisze:

    najlepszy horror jaki widziałem to… „Obcy – Ósmy pasażer nostromo”. Przy kilku scenach niemal wykitowałem. Żaden inny horror nie przekonał mnie do siebie aż tak bardzo – wiem przy tym, że „Obcy” nie jest horrorem sensu stricto, ale jednak realizuje założenia gatunku. Slashery mają jedną słabość: od początku wiadomo co się w nich wydarzy. Sama kwestia eliminacji kolejnych ofiar jest tak mocno wpisana w szablon, że jedyne wątpliwości mogą być co do kolejności szlachtowania cielaczków ;-). Przyznam, że to mnie trochę denerwuje. Chyba nie przepadam za schematycznymi filmami… z wyjątkiem może westernów, które nawet slashery biją na głowę pod kątem schematyczności ;-)

    • Alice pisze:

      Muszę się zastanowić, który film uważam za najlepszy horror. Jak byłam o wiele młodsza to robił na mnie wrażenie „Omen”. W sumie miałam go po latach obejrzeć i zobaczyć, jak teraz go odbiorę.
      Mnie też denerwuje ta schematyczność, ale jak widać ten gatunek cieszy się popularnością.

      • Onibe pisze:

        schematyczność w niektórych przypadkach umożliwia po prostu specjalizację gatunkową – co samo w sobie nie jest złe. Gorzej, jeśli twórcy przeginają niezdrowo… Podobał mi się np. „Blair Witch Project”. Jedynka była nietuzinkowa i odkrywcza, ale już kontynuacja… hmm…

      • Alice pisze:

        No tak schematyczność w przypadku kina gatunkowego zw. jest ze specjalizacją gatunku. Jednak jak czasem widać (na ekranie czy w książce) niektórzy potrafią łamać schematy.
        Odnośnie Blair Witch Project – kiedyś nawet miałam ze znajomymi taką małą dyskusję-kłótnię zw. z tym filmem. Jeśli chodzi o filmy, które robi się podobną techniką to BWP do dziś straszy choć operuje prostotą. Dwójka poszła w komercję, już nie ten sam klimat. Tą samą technikę kręcenia filmów wykorzystuje Paranormal Activity – coś, co mnie rozwaliło, film jest tak nudny i śmieszny, że strach aż o tym pisać, oraz REC (hiszp. wersja). Teraz podobną techniką kręcono serial Rzeka – zapomniałam skomentować 1 sezon, niedługo może krótko opiszę swoje wrażenia.

      • Onibe pisze:

        no właśnie: coś, co jest dobre w pewnych warunkach, w innych – i przy przesycie – staje się kiepskie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s