90210 – czyli serialowy lipiec

Za oknem piękne słońce, na termometrze powyżej trzydziestu stopni Celsjusza, na niebie chmur brak, przede mną monitor wiernego laptopa, a poza tym sporo pracy. Moje czytelnicze osiągnięcia na miesiąc lipiec zapewne i tak są przyzwoite w stosunku do statystyk przeciętnego polskiego czytelnika. Nie ma jednak co nosa zadzierać i myśleć sobie: źle to nie jest z tym moim czytaniem książek. Być może i nie jest. Tylko, że lipiec był wredny (tak wredny!) i mało tej prawdziwej literatury miałam w rękach. Tak się zezłościłam na ten miesiąc, ze aż z tego wszystkiego wzięło mnie na wyrzucenie z siebie tej złości;x

90210

Kiedy znalazłam wolną chwilę nie byłam w stanie czytać, potrzebowałam totalnego i w pełnym tego słowa znaczeniu leniuchowania, niestety, ale co zrobić, organizm też chce w końcu odpocząć. I tak, do tej pory nie wiem jak, wciągnęłam się w 4 sezon sławetnego i wycackanego „90210”. Gdzieś po drodze był sezon 1, 2 i 3, z których widziałam kilka odcinków, ale przy takim poziomie zagmatwania fabuły jakoś dałam sobie radę;x Po pierwsze chciałabym oficjalnie podziękować twórcom, że myślą o odpoczynku dla moich szarych komórek. Od wczoraj skaczą z radości, że od trzech wieczorów zamiast zaczytywać się w poważnych dziełach, oglądać filmy z górnej półki czy myśleć o czymkolwiek sensownym, to ich właścicielka sobie zaszalała i odpuściła im pracę na większych obrotach. Piękne buzie, zgrabne ciała, śliczne wdzianka, w pobliżu plaża, ciągłe imprezy, szybkie numerki, problemy jak nie problemy – słowem patrz człowieku na ekran i delektuj się „pięknymi ludźmi prowadzącymi piękne życie” (piękne życie – czytaj jako ciągła impreza), popijaj zimną coca colę z lodem, wyciągnij nogi, odetchnij z ulgą, życie jest piękne. Na szczęście piękni ludzie z „90210” zawrócili mi w głowie jedynie wieczorami i jedynie w ciągu ostatnich trzech dni, no, ale nie samą literaturą człowiek żyje.

American Horror Story

Patrząc bardziej wstecz na moje lipcowe poczynania w czasie wolnym pojawia się kolejny serial. Mam zamiar poświęcić mu oddzielny wpis, zasługuje na to, a mowa o „American horror story”. Jak widać moje szare komórki i cała ja mamy dość różne fascynacje serialowe. Nie pamiętam dokładnie kiedy, zresztą ta kwestia jest nie istotna, przeczytałam na jakimś forum, że ów serial jest naprawdę dobry. Jako osoba dość sceptycznie podchodząca do wyznań forumowiczów zapisałam w pamięci – być może warty zobaczenia, ale trochę zapomniałam o nim. Kiedy w połowie lipca miałam okazję obejrzeć odcinki pierwszego sezonu „American horror story” stwierdziłam – kobieto, jak mogłaś tak długo odkładać zobaczenie czegoś takiego. No może bez zbędnych „achów” i „ochów”, ale szczerze przyznaję, że serial wywarł na mnie tak pozytywne wrażenie, że śmiem twierdzić, że jest to jedna z najlepszych produkcji z gatunku horror ostatnich lat. Największym atutem jest to, że fabuła tak mnie wkręciła, że niezależnie od tego czy pewne aspekty serialu mi się podobały czy też i nie, jest naprawdę ciekawy, wcigajcy i pochlaniajacy. No i oczywiście ta mroczna atmosfera i szaleństwo czające się w każdym kącie. Więcej napiszę niebawem.

The River

Niestety jak popatrzę jeszcze głębiej, bardziej wstecz na ten wredny lipiec to doszukam się tylko kolejnego serialu. Tłumaczę to sobie tak, że każdy po prostu czasem potrzebuje odetchnąć. Więc udało mi się też wreszcie, do końca, obejrzeć „Rzekę” (The River). Obiecuję też konkretny, oddzielny wpis i o tym serialu. Produkcja ta jest jeszcze inna od dwóch, które tutaj wymieniał, i które w pewien sposób zajęły mój lipcowy wolny czas. Jej twórcą jest ten sam człowiek, który wyprodukował sławny wśród tych, co boją się nudów w kadrze;x przepraszam, ale niestety nie jestem fanką „Paranormal Activity”, a to o tym filmie i jego twórcy mowa. Serial opowiada historię sławnego podróżnika Emmeta, który wyruszył na wyprawę do Amazonii (poszukiwacz magii…) i tam zaginął. Jego śladami podążają żona, syn i mała ekipa telewizyjna, która wszystko kręci. Serial zrobiony podobną metodą jak „Paranormal activity” czyli – kamerką z ręki. Niby pełen jest tajemnic i dziwnych rzeczy, które dzieją się wokół i z bohaterami serialu, ale mnie w ogóle nie przypadł do gustu. Niby miało być strasznie, a  w trakcie seansu przysypiałam. Tak sobie myślę, że to tak jest ,jak filmowcy chcą zrobić zbyt dobre wrażenie na widzu i przesadzają do tego stopnia, że wszystko wydaje się sztuczne, efekciarskie i przedumane. Podstawą kręcenia filmów stylizowanych na paradokument (przypomnijmy sobie chyba jeden z najsłynniejszych filmów kręconych tą techniką, obraz z 1999 roku „Blair Witch Project”) jest to, że widz ma uwierzyć, że to jest właśnie dokument a nie montaz wytworni filmowej. Niestety w przypadku „Rzeki”, a przynajmniej w moim przypadku, za bardzo chcieli zrobić na mnie wrażenie, za dużo wszystkiego napakowali i ogólnie taki miszmasz wyszedł, a nie serial, który ogląda się z zapartym tchem.

Teen Wolf 

Jakby tego było mało pewnego popołudnia musiałam obejrzeć kilka programów w telewizji, w międzyczasie skacząc po kanałach trafiłam na serial „Teen Wolf – nastoletni wilkołak”. Jako osoba interesująca się wampirami, wilkołakami i innymi stworami postanowiłam chwilę rzucić okiem na produkcję. Skończyło się na tym, że wypuściłam powietrze z płuc, wyłączyłam telewizję i poszłam się przejść. Takiego „czegoś” to już naprawdę dawno nie widziałam. Na fali mody produkuje się rzeczy, których nie da się oglądać, no dobrze, ja nie dam rady. Nazywam owe rzeczy „dnem”. Serial porażka, można sobie przy nim pospać, jak ktoś lubi „Teen Wolf” wspomaga zaśnięcie.Wspolczuje nastolatkom co im teraz serwuja…;x

True Blood

Jak widac Lipiec miał tylko trzydzieści jeden dni, a ja właśnie sobie przypomniałam, że nawet już widziałam sześć odcinków piątego sezonu „Czystej krwi”. Kto myślał, że w świecie serialowej Sookie dzieje sie dużo, to powiem, że teraz oj dzieje się a dzieje, aż nie wiem czy nie za dużo i nie wyjdzie to nam bokiem. Tym razem wampirzy świat wywraca do góry nogami krew Lilith, a nasza telepatka z Luizjany ma dość mocy wróżki i postanawia być normalna. Tylko czy można być normalnym w nienormalnym świecie? Niemniej póki co serial trzyma poziom. Jak widać w jeden miesiąc pooglądałam sobie trochę tych seriali. Lipiec nie sprzyjał czytaniu, ale może tak czasem trzeba.
Wszystkie plakaty pochodza z oficjalnych stron seriali

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Po seansie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „90210 – czyli serialowy lipiec

  1. Onibe pisze:

    nie widzieliśmy chyba żadnego z tych seriali… no, może poza pierwowzorem „90210” ;-)
    ale też się powoli zbieramy do skrobnięcia o kilku tasiemcach, ciekawi jesteśmy szerszych wniosków po Twojej stronie. Czekamy na pełne omówienia zatem ;-)

    • Alice pisze:

      Chyba mało jest takich osób,które nie widziały ani jednego odcinka pierwowzoru „90210”. Obecnie seriale to już niezła machina w telewizji. Jak obserwuję kilka seriali robionych przez różne stacje, to już pomijając różnorodność owych seriali, stacje naprawdę nieźle walczą o widza. Z seriali, które tu wymieniłam naprawdę pozytywnie zaskoczył mnie „American Horror Story” – niby podstawa pomysłu na serial jest oklepana, ale to, co udało im się wycisnąć – daje świetny efekt końcowy. Przynajmniej ja to tak widzę. Szerzej napiszę niebawem.

      • Onibe pisze:

        ja otarłem się o „Rzym” (zaskoczył raczej pozytywnie, ale wytrwałem chyba pięć odcinków), także „Bones” i coś tam jeszcze… kurcze, nawet nie pamiętam wszystkich tytułów ;-)

      • Alice pisze:

        „Rzymu” nie kojarzę, a „Bones” widziałam jeden odcinek, ale mnie nie wciągnął. No wiesz, tytułów trochę jest… pewnie jakby zrobić listę seriali to by była więcej niż długa:D

      • Onibe pisze:

        to fakt, byłaby jak stąd do księżyca i jeszcze dalej… ;-)

  2. Hm. Niczego nie znam. O ile słyszałam coś o ostatnim przez Ciebie wspomnianym, o tyle o pozostałych nic. Ale od dłuższego czasu do seriali mnie nie ciągnie. Nawet mam trudność z obejrzeniem dłuższej serii anime.

    • Alice pisze:

      No musi ciągnąć, jak do wszystkiego, aby chcieć je oglądać. Konkurencja na rynku sprawiła, że nie dość, że tego jest naprawdę dużo, to miłośnik każdego gatunku powinien spokojnie znaleźć coś dla siebie, a niektóre z seriali są naprawdę ciekawe i na poziomie. Na szczęście seriale, które śledzę mają krótkie serie więc 10 odcinków po ok. 40 minut można spokojnie obejrzeć.

  3. Kasia pisze:

    ja to jestem miłośniczką „Games of thrones” „The good wife” no i jeszcze „modern family” Tych powyżej nie znam i nie chce sie juz wciagac w zadne nowe serialowe zjadacze czasu :)

    • Alice pisze:

      Po to na rynku tyle różnych seriali, aby każdy z nas znalazł coś dla siebie;) „Grę o tron” również śledzę, ponieważ czytałam napisane do tej pory części „Pieśni Lodu i Ognia” G. R. R. Martina i konfrontuję moje wyobrażenia o postaciach z obsadą serialu oraz przyglądam się w jaki sposób w serialu rozwijają wątki z powieści. Podobnie zresztą jest z „True Blood”. Czytałam kiedyś serię o Sookie Stackhouse i patrzę jak to na ekranie wygląda, no ale w tym przypadku to akurat wątki tak pozmieniali, że czasem trudno się połapać.

  4. Pingback: W świecie seriali… | Laboratorium myśli

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s