Wij (ros. Вий), Nikołaj Gogol

„Trzeba się tylko przeżegnać i plunąć jej wprost na ogon: cała jej moc wtedy na nic”.
Gogola (1809-1852) nikomu nie trzeba przedstawiać. Nawet jeśli są wśród nas osoby, które nie sięgały po jego twórczość, to na pewno nazwisko każdemu obiło się o uszy. Najbardziej znany w naszym kraju z „Martwych dusz” (ros. Мёртвые души) oraz „Rewizora” (ros. Ревизор) to jeden z najsławniejszych rosyjskich pisarzy. Jest często wymieniany obok Czechowa, Puszkina, Sołoguba czy Tołstoja – czyli literackiej śmietanki towarzyskiej lub jak kto woli, tamtejszych klasyków. Próbował sił na scenie jako aktor, był urzędnikiem oraz wykładał historię na uniwersytecie. Dziś jednak nie skupię się na biografii pisarza, a jednym z jego opowiadań zatytułowanym „Wij” (ros. Вий).
 Dlaczego postanowiłam sięgnąć akurat po ten tekst? Każdy kto tu częściej lub rzadziej zagląda wie, że wśród moich wpisów często przewijała się tzw. literatura wampiryczna. Trochę czasu już minęło odkąd miałam w dłoniach jakiś tytuł zw. z wampirami więc postanowiłam sięgnąć po „Wija” Gogola.  
 „A ja wiem, dlaczego zginął. Bo się wystraszył”.
Miłośnicy nurtu fantastyczno-niesamowitego, grozy, folkloru i tajemniczości – to opowiadanie jest dla was. Historia zaczyna się spokojnie, nie zapowiadając nadciągającej grozy, od niepozornego i zarazem interesującego (naprawdę!) opisu seminarzystów z Kijowa. Wśród nich są gramatycy, retorzy, studenci filozofii i teologii. Autor ciekawie i z poczuciem humoru przedstawia nam każdą z grup; jej cechy charakterystyczne i „prawa” w seminaryjnej społeczności. W taki sposób bliżej poznajemy trzech seminarzystów: teologa Chalawę (ów osobnik kradnie wszystko, co wpadnie w jego ręce), filozofa Chomo Brutusa (słynie przede wszystkim z wesołego usposobienia) oraz retora Tiberija Gorobieca (jako najmłodszy z towarzystwa nie ma prawa do niczego…). W trakcie ich wspólnej drogi (w okresie urlopu) Gogol nie tylko zaprasza nas w podróż razem z nimi, ale i zgrabnie oraz dowcipnie kreśli trzy postacie oraz ich przywary. Przedstawienie nam seminarzystów jest jedynie wprowadzeniem w dziwną, magiczną i tajemniczą opowieść osadzoną na rosyjskiej wsi.
Trzej mężczyźni (nasi seminarzyści) pewnego wieczoru wyczerpani drogą podejmują ostatnią próbę znalezienia noclegu. Tak trafiają do pewnej chaty. Tam spotykają staruchę, która choć początkowo nie chce ich przenocować, w końcu zgadza się. Przyjmuje ich na noc, ale na dość dziwnych warunkach… Każdy z nich ma spać w innym pomieszczeniu. W tej części opowieści wkradają się pierwsze elementy niesamowitości. Starucha okazuje się być wiedźmą-latawicą, która usiadając seminarzystę niczym wierzchowca mknie na jego karku w ciemność. Szczegółów dalszych owej nocy nie zdradzam. Po tej części opowieści następuje jej druga odsłona, choć w tekście nie jest zaznaczona. W niej to filozof Choma z nieznanych ani mu, ani nikomu innego powodów zostaje wybrany na tego, który ma czuwać trzy dni i trzy noce nad zwłokami zmarłej córki bogatego setnika. Sprawa jest o tyle dziwna, że dziewczyna przed śmiercią zaznaczyła, kto ma modlić się za jej duszę, kiedy umrze. Tylko, że nikt z jej otoczenia nie zna naszego filozofa, ani ten dziewczyny… Choma w końcu trafia do domu bogacza i tam czuwa nad zwłokami zmarłej. Zaczynają dziać się rzeczy nie z tego świata… Oczywiście jak dla wielu opowieści z tamtego okresu i typowych dla twórców rosyjskojęzycznych rzecz dzieje się w miejscu ważnym dla lokalnej społeczności – cerkiew, dochodzą do naszych uszu różne opowieści od ludu oraz mamy do czynienia ze świetnymi opisami przyrody, które wprowadzają nas w nastrój opowieści oraz stany bohatera /-ów.
„Gdyby się nie bał, nic by mu wiedźma nie zrobiła”.
Historia Gogola powstała na motywach opowieści, którą pisarz miał okazję kilkakrotnie słyszeć „wśród ludu”. W ten sposób w fabułę utworu wkrada się element prawdziwości mający za zadanie bardziej wpłynąć na naszą wyobraźnię. Realizm przeplata się z elementami niesamowitości. Człowiek ma stawić czoła istocie magicznej. Jesteśmy świadkami próby. Czy jednostka ludzka może pokonać lęk, wygrać z nim i z potworami? Gogol jasno nam mówi – nie. Filozof Choma okazuje się za słaby, tym samym tajemnica dziewczyny przywołującej Wija na wieki pozostanie w starej, zarośniętej lasem cerkwi.
Wij
Ktoś może się mnie zapytać, a ów tytułowy wij – to, co lub kto to? Jest to król gnomów, który ma powieki do ziemi. W fabule opowieści N. Gogola pojawia się w samym zakończeniu opowiadania. Dla bardziej wnikliwych zacytuję J. L. Borgesa i jego „Zoologię fantastyczną”[1]: „Gnomy są starsze niż ich nazwa, która jest grecka, ale nie była znana starożytnym, pochodzi bowiem z XVI wieku. Etymologowie przypisują ją szwajcarskiemu alchemikowi Paracelesusowi, w którego książkach pojawia się ona po raz pierwszy. Są to duchy ziemi i gór. Tradycja wyobraża je sobie jako brodate krasnoludki o prostackich i z lekka groteskowych rysach. Ubierają się w obcisłe bure stroje zakończone mnisimi kapturami. Podobnie jak gryfy  tradycji greckiej i wschodniej, smoki zaś w germańskiej, gnomy mają za zadanie pilnować ukrytych skarbów. Gnosis po grecku znaczy: wiedza. Przypuszcza się, że paracelsus wymyślił słowo gnom dla określenia istot, które wiedziały i mogły wyjawić ludziom, gdzie dokładnie znajdują się złoża drogocennych metali”.
Pytanie, które zadaję sobie już po raz kolejny od chwili, kiedy po raz pierwszy miałam okazję czytać ten tekst – a po licho ten cały wij się tam pojawia? Wyskakuje na końcu, dosłownie na chwilę, jak upiór, którego zadaniem jest pokazać się żywym, aby bali się, krzyczeli, mdleli, uciekali, a może tak, jak nasz bohater – umierali. Nie potrafię zrozumieć jego związku z naszą wiedźmą-wampirzycą-latawicą… Od kiedy wampiry przyjaźnią się z gnomami? Dla mnie to wygląda po prostu jak taki sztuczny zabieg, aby wij nas postraszył, choć mnie prywatnie nie przestraszył, a spowodował serię pytań o jego istotę. Może mi ktoś jednak powiedzieć, no dobrze, ale Gogol spisał opowieść ludową. Odpowiem, no i dobrze, ale co z tego? Chyba literat powinien bardziej dbać o związki i celowość pojawiania się swoich bohaterów… Chyba, bo tu nic nie wiadomo.
A oto nasz wampir…
W zmarłej dziewczynie, która wstaje ze swojej trumny w cerwki można odczytywać właśnie wampirzycę. Posiada typowe elementy dla tych istot. Niezwykle piękna, potrafi rzucać urok, chodzą słuchy, że doprowadziła do śmierci (osuszenia) jakiś mężczyzn. Do tego po domniemanej śmierci w nocy, kiedy nad jej ciałem czuwa Choma, ta wstaje z trumny. Nie jest jednak tak przerażająca jak na wampirzycę przystało. Jest za to postacią groteskową. Kto by pomyślał, że śliczna i bogata panna może mieć coś wspólnego z ciemnymi mocami, że zamiast konia może jeździć na człowieku (naprawdę zabawny fragment tekstu!), że może być zła i rządna krwi…?
Groteska obok grozy
Na uwagę zasługuje poczucie humoru i łącznie groteski z grozą w scenach, które kreśli nam pisarz. Choć na pierwszy rzut oka jest to typowa opowieść, której korzenie tkwią w historii powtarzanej wśród ludu, naprawdę wciąga, pociąga i jest interesująca pod względem językowym.Gogol pisze świetnie więc chociażby dla jego umiejętności pisarskich warto sięgnąć po ten utwór.
„Wija” należy odczytywać jako pastisz, a nie czystą formę literatury grozy czy horroru. Poza tym warstwa obyczajowa może dla wielu czytelników okazać się bardziej interesująca i pociągająca niż nasz horror z żądną krwi i życia Chomy – wiedźmą-wampirzycą oraz tytułowym królem gnomów.
Paradoksalnie…
U Gogola zło wkrada się niepostrzeżenie. Do tego paradoksalnie wampirzyca-wiedźma-latawica okazuje się być „krasawicą” – urodziwą panienką mającą konszachty z ciemnymi mocami. Czyż nie jest to takie groteskowe? A ten, który służył Bogu i miał nosić w sercu wiarę , tak się strwożył, że okazał się niegodnym i ze strachu zszedł z tego świata. Autor „Wija” mówi do swoich czytelników, że nie wszystko jest takie, jakby się nam mogło wydawać.
Żeby nie było tak pięknie…
Jeden zarzut już słyszeliście, a dotyczy naszego wija. Po co on w tej opowieści…? Nie wiem, nie rozumiem. Być może jest to marionetka dziewczyny-wampirzycy, która służy jej do zastraszania śmiertelników. Skoro pojawia się w opowieściach ludowych, na podstawie których pisarz napisał opowiadanie, więc tu też musiał się pojawić (?). A może po prostu Gogol nie dopracował pomysłu na jego pojawienie się w swojej historii i na nic moje pytania…
Następnie sprawa naszych trzech seminarzystów, których poznajemy w momencie ich wspólnej podróży. Nie od dziś wiadomo, że pisarze potrafią gubić i zapominać o swoich postaciach. Z naszym teologiem Chalawą i retorem Tiberijem Gorobiecem jest podobnie. Od momentu, kiedy starucha kieruje ich na sen w trzech różnych miejscach, ślad po nich się urywa. Czyżby wiedźma-latawica ich osuszyła z krwi? A może zapadli się pod ziemię? Pewnie tylko czort jeden wie… no i wiedział Gogol.
A postać naszej krasawicy-wiedźmy-latawicy jest taka niezbyt pociągająca, choć groteskowa. Gogol nie ma zamiaru nam jej przybliżyć, wyjaśnić w jaki sposób najpierw była biedną staruchą, a potem urodziwą i bogatą panną. Mnie to ciekawi. Bo nie wiem czy miała takie umiejętności przemiany czy może po prostu tak się stylizowała na staruszkę:d Raczej wzbudza śmiech, a w scenach rozgrywających się w cerkwi jest raczej typem komediowego zombie.
„Wija” warto przeczytać ze względu na styl Gogola i pomimo rzucających się w oczy niedociągnięć – jest to całkiem przyjemny utwór łączący groteskę z grozą.

[1] J. L. Borges, „Zoologia fantastyczna”, wyd. Czytelnik, Warszawa 1983, s. 58.
N. Gogol, „Wij”, (w:) „Pamiętnik Wariata”, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa, 1968

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wij (ros. Вий), Nikołaj Gogol

  1. Kasia pisze:

    Naszym zyciem kieruje strach..?

    • Alice pisze:

      Może nie tyle, że zaraz kieruje naszym życiem – bo autor nie o tym pisał, ale w utworze Gogola wymowa jest taka, że jednostka ludzka w starciu z czymś, co ma pierwiastek niesamowitości, przegra. Wynik „walki”; świat realny kontra świat fantastyczny = zwycięstwo tego drugiego.

  2. Ciekawa interpretacja, Alicjo.
    Dobrze, że Gogola przypominasz.

  3. Onibe pisze:

    Gogol? Niezła niespodzianka ;-). To mi przypomina, że już trzy lata temu obiecałem sobie, że przeczytam w końcu Rewizora do końca i chyba zapomniałem… eh… Ale o opowiadaniach nie słyszałem wcześniej.

    • Alice pisze:

      A tak, Gogol. Tajemnicą nie jest, że autorka tego bloga kiedyś miała fioła na punkcie literatury rosyjskiej;)
      Więc już wiesz, że pisał opowiadania. Heh, więc teraz trzeba „Rewizora” wpisać na listę i przeczytać do końca. PozdrawiaM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s