„Kroniki Marsjańskie” Ray Bradbury (I)

Już od dawna obiecywałam, że napiszę o R. Bradburym i dotrzymam słowa. Aktualnie, powoli, pracuję nad artykułem o tym amerykańskim pisarzu, który należał do światowej czołówki twórców fantastyki. W jego dorobku literackim znajdują się utwory fantasy, science fiction i horrory (właśnie od tego gatunku zaczął swoją przygodę z pisarstwem).
Na blogu już pojawiła się recenzja jednego z tytułów Bradburego, mianowicie opowieści „Jakiś potwór tu nadchodzi”.  Tym razem pracując nad tekstem o autorze „451 stopni Fahrenheita”, „Człowieka ilustrowanego”, „K jak kosmos” i „Październikowej krainy” postanowiłam więcej niż zwykle uwagi poświecić „Kronikom Marsjańskim” (ang. „The Martian Chronicles”). Jest to zbiór opowiadań fantastyczno-naukowych wydanych w 1950 roku. Układ książki ma formę kroniki dokumentującej podbój Marsa przez Ziemian w latach 1999-2026 (inna chronologia 2030-2057). Tematyka tych opowieści związana jest z nadziejami, jakie wiązali ludzie z lotami w kosmos. Na tylnej okładce mojego wydania zbioru widnieje opis „W latach pięćdziesiątych Mars pozostawał w zasięgu ręki. Młoda fantastyka, pełna optymizmu, kreśliła wizje podboju Wszechświata. A Mars miał się stać pierwszym krokiem w kosmos”.
 Poetycko opisana i metaforycznie ukazana kolonizacja Marsa to głos Raya Bradbury’ego przeciwko współczesnej mu cywilizacji amerykańskiej. Krótkie opowiadania, które są ze sobą dość luźno powiązane opowiadają smutną historię podboju obcej planety przez Ziemian, którzy nie chcą i nie potrafią zrozumieć tego Innego. Każdy z rozdziałów stanowi kompletną opowieść, a jednocześnie jest małą cegiełką, która w połączeniu z pozostałymi tworzy całościowy obraz.
Nasze lęki i obawy na Marsie
Mars był miejscem, w które Ray Bradbury przeniósł nie tylko nasze nadzieje, ale i lęki związane z odkryciem nowej cywilizacji i jej podbojem. To pisarz, o którym często mówię, że wysyłał ludzkie problemy na obcą planetę, bo obserwując je z dystansu wiele spraw staje się dla nas bardziej wyrazistych i przede wszystkim rażących.
Ze spraw technicznych warto zaznaczyć, że w różnych krajach układ opowiadań nieco się różnił. Np. w niektórych wydaniach można było spotkać się z dodaniem rozdziału (podaję oryginalne tytuły) „The Fire Balloons” a pominięciem „Usher II”. Brytyjskie wydanie z 1951 roku nie nazywało się „The Martian Chronicles” tylko „The Silver Locusts”. Hiszpańscy czytelnicy przed lekturą właściwego tekstu opowiadań mieli (i mają) okazję zapoznać się z prologiem, którego autorem był jeden z najbardziej znanych argentyńskich pisarzy – Jorge Luis Borges. W 1979 roku wydawnictwo Bantam Books wypuściło na rynek wydanie „Kronik Marsjańskich” z ilustracjami Iana Millera. W 1997 roku pojawiło się wydanie, w którym zmieniono daty pierwotnego zapisu kronik. Zamiast lat 1999-2026 mamy 2030-2057. Oczywiście w tym wydaniu też nastąpiły małe zmiany związane z wyrzuceniem i dodaniem rozdziałów, aby historie były jak najbardziej aktualne. Tym razem edycja obejmuje rozdział „The Fire Balloons”.
Niebawem więcej o „Kronikach Marsjańskich”…
Ray Bradbury, „Kroniki Marsjańskie”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, 1997

Oficjalna strona autora: http://www.raybradbury.com/

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „„Kroniki Marsjańskie” Ray Bradbury (I)

  1. Onibe pisze:

    tak przy okazji: kojarzysz może Kima Stanleya Robinsona? Facet napisał dość ciekawą Trylogię marsjańską. Skojarzyło mi się od razu po przeczytaniu Twojego postu, choć chyba jest to nieco inny klimat.

    • Alice pisze:

      Nazwisko znam, tytuły tej trylogii też, ale nie miałam jeszcze okazji przeczytać. Godne lektury?

      • Onibe pisze:

        czytałem bodaj w liceum, a więc… kilkanaście lat temu (o ile mnie pamięć nie myli). Wspomnienia przyjemne, podobała mi się konstrukcja uwzględniająca kilka wątków – nie tylko te stricte sci-fi, ale i polityczne, społeczne itd.

      • Alice pisze:

        O, kilka wątków. Jak znajdę czas to sięgnę przynajmniej po pierwszą część, aby zobaczyć jak to jest napisane.

  2. Nie znam, więc nic odkrywczego nie napiszę. Ale może kiedyś się zapoznam bliżej.

    • Alice pisze:

      Jeśli lubisz science to warto, abyś do tego zajrzała. Tym bardziej, że R. Bradbury daje do myślenia.

      A jeśli miałabym Ci coś jego polecać to myślę, że mgłby Ci się spodobać niezwykle poetycko napisany, z ciekawym pomysłem na fabułę i równie oryginalne postaci; „Jakiś potwór tu nadchodzi”(jest u mnie recenzja więc możesz zerknąć” lub „Człowiek Ilustrowany”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s