„Nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?”

Nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?
Jak ma się w to bawić osoba żyjąca?
Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę:
co dalsze przeoczę a resztę pomylę.
Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni.
Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym.

Czytacie jeszcze poezję? Wybaczcie mi to „jeszcze”, ale kiedy rozglądam się wokół siebie – niestety – moje oczy nie dostrzegają zbyt wielu osób. Ci, co czytają i zaczytują się w niej to gatunek na wymarciu, a może się mylę, wszak mylić się jest rzeczą ludzką. Wiersze czytają (albo udają, że czytają) uczniowie. Stadnie. Ale bo muszą! O! Tuż po ukończeniu szkoły większość (ku swej wielkiej i nieskrywanej radości) zapomina, że coś takiego jak „ta-cała-poezja” w ogóle istnieje. „Bo komu to potrzebne pani?” – usłyszałam od pewnej dziewczyny, której napomknęłam o „tej-całej-poezji”. Inny chłopak, którego pewnego razu przyprowadziła do mnie jego mama, abym mu – cytuję – „opowiedziała o czym jest ten wiersz”, nie pytał o sens poezji, uświadomił mi za to coś smutnego, przynajmniej dla mnie. Po ów pytaniu pierwsze, co przyszło mi na myśl, to inne pytanie: „Przeczytałeś ten wiersz, to czemu nie wiesz?”. W tym czasie, kiedy do jego uszu docierały moje słowa oczy mu się powiększyły, ramiona lekko pochyliły do przodu, a na twarzy wymalowała się rezygnacja. Patrzył na mnie, a w jego spojrzeniu dostrzegałam przerażenie. Pytam się więc dalej: „umiesz czytać ze zrozumieniem?”. Kiwa głową. Pytam dalej: „więc w czym rzecz?”. „Bo…”. Widzę jak boi się stąd mówię: „Nie bój się, mów co myślisz”. Chłopak chyba (na pewno) poczuł, że może się otworzyć, bez ogródek rzekł: „Bo nasza pani mówi, że każdy wiersz ma jedną interpretację. A to, co ja tam w tym wierszu przeczytałem, zrozumiałem, co czuję, nie zawsze zgadza się z tym, co pani mówi. Boję się, boję się, że znowu usłyszę, że głupoty gadam. W sumie to zawsze mówi, że źle myślę i w ogóle nie myślę”. I tu pies pogrzebany. Dobry polonista podsyca zainteresowanie poezją i prozą, daje przestrzeń na „swoje, własne i indywidualne odczucia, a nie zamyka i powoduje lęk przed wyrażaniem własnym odczuć. Bo to zupełnie naturalne, że siedem osób czytających utwór „Urodziny” W. Szymborskiej będzie miało siedem odczuć ubranych w inne emocje, obrazy, skojarzenia i wnioski. Oczywiście połączy ich jakiś jeden główny przekaz utworu, ale mają do tego święte prawo dane od samej Poezji, aby odczuwać Poezję po swojemu. Inna rzecz to interpretacje tych, którzy zawodowo się tym zajmują, ale nie o tym dziś piszę. Na pewno ta scena (prawdziwa, z życia wzięta) pokazuje, że nauczyciel, szkoła czy złe doświadczenie może zniechęcić do czytania poezji, do delektowania się nią i odnalezienia w niej przestrzeni dla siebie i swojej wrażliwości. Niestety bywa, że zniechęca na całe życie. A, że większość tych, co już nie są uczniami ucieka przed „narzuconymi poetami” i w ogóle poetami i poezją, nie wraca do nich. 

Duże znaczenie ma środowisko. Dziewczyna czy chłopak z tomikiem wierszy – hmmm… – to chyba nic „atrakcyjnego” dla współczesnych, o ile gdziekolwiek i kiedykolwiek to było coś „atrakcyjnego”. Sama ze szkoły pamiętam na jaki ostracyzm byłam skazana za to, że kochałam poezję, czytałam ją i recytowałam. Wyjątkiem są zamknięte środowiska artystyczne czy korytarze i sale różnych kierunków związanych z literaturą. Tam Poezja to ponętna bogini. Ale wyjątek potwierdza tylko regułę. Wraz z wiekiem wcale nie jest lepiej. Wyobrażacie sobie, aby w przeciętnej pracy wypalić „ja to kocham poezję, czytam tą i tamtego”? Może mam ograniczoną wyobraźnię, ale idę o zakład, że w każdym miejscu w Polsce w większości sytuacji uznano by Was za kogoś delikatnie to ujmując specyficznego. Odrealnioną jednostkę, co zamiast trzymać nogi przy ziemi i robić praktyczne lub fajne rzeczy, czyta „tą-całą-poezję”. „Bo komu to i potrzebne?”. I do tego naprawdę warto byłoby robić zdjęcia niezapomnianych min tych, którym ktoś oświadcza, że „tak uwielbia poezję”. Miny bezcenne, w większości przypadków. Powinnam chyba zacząć prowadzić prywatne statystyki, kiedy i od kogo usłyszałam te słowa. Mnie to nigdy nie zniechęcało i nie zniechęca, ale poezja jak była tak i jest tą, którą czyta i kocha się w niej zamknięte grono. Może to i dobrze, choć mnie jednak smuci. Mam wrażenie, które nie jest nim a czymś więcej, że Poezję czytają tylko spragnione, poszukujące i wrażliwe dusze, które w tym całym pośpiechu „nie wiadomo po co i gdzie” chcą na chwilę zatrzymać się, intensywniej przeżyć życie i po prostu mają potrzebę zrozumienia, czasem nazwania, a czasem ujścia tej wrażliwości. Ale czemu Poezji nie czytamy więcej, nie czyta więcej z nas? Wszak taka cudna, delikatna i piękna z niej istota. Kochać się w niej mogłoby więcej z nas. To takie moje marzenie. 

wA wszystkie tutaj zawarte jakże nieułożone myśli są tylko pretekstem do przytoczenia powyżej zamieszczonego fragmentu „Urodzin” autorstwa Wisławy Szymborskiej. Zostawiam Was teraz z poezją i sama idę powłóczyć się ścieżkami, na które zaprasza nasza noblistka. 

Cytat pochodzi z: „Urodziny”, (w:) „Wybór wierszy”, Warszawa 1973, s. 156.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony, Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s