Trzymajcie kciuki…!

Kochani,
To niesamowite uczucie. Nawet nie wiem z czym mogę to porównać…
Odslona3 No dobrze, może jest w nim coś z tego, co działo się wewnątrz mnie, kiedy wspięłam się na największy i zarazem na najstarszy orzech włoski w moim rodzinnym ogródku. Miałam wtedy zaledwie lat kilka. Zadarłam głowę do góry, przymknęłam powieki, puściłam się jedną ręką, podczas gdy drugą z całych sił ściskałam gałąź. Wystawiłam twarz do słońca i łobuzersko uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam wrażenie, że zdobyłam Everest. I tak było, bo to był mój Everest. Odważyłam się wreszcie to zrobić, zdobyć szczyt starego orzecha włoskiego, który pamiętał jeszcze mojego pradziadka bawiącego się zabawkami w ogrodzie. Później zdobywałam ten orzech włoski tysiące razy. Wiele razy poobcierałam się, zdarłam skórę, z łokci lub kolan ciekła krew. Ale czym to było w porównaniu z chwilą, kiedy siedziałam na czubku ogromnego drzewa i spoglądałam na okolicę, ludzi krzątających się po swoich podwórkach, którzy zupełnie nie byli świadomi, że ich podglądam czy na kota i psa walczących między sobą o to, które z nich może bardziej się panoszyć. Zdobyłam mój szczyt świata i z góry mogłam oglądać ten świat.
Jest w tym uczuciu też coś z pierwszej podróży pociągiem, którą pamiętam. Byłam tak bardzo podekscytowana, że aż zdenerwowana. Jechałam do dużego miasta, tak bardzo chciałam je zobaczyć, poznać, zobaczyć jak to jest być w miejscu tak innym, od moich rodzinnych stron leżących na Podlasiu. Fascynowała mnie droga, migające obrazki za oknem, które przewijały się i przewijały. Gwar panujący w przedziale. Ludzie różni: ładni i brzydcy, cisi i głośni, grzeczni i niemili. Sąsiadka z naprzeciwka, która naprawdę chciała ze mną porozmawiać i na czas podróży zostać kimś w rodzaju przyjaciółki z pociągu. Przyjaciółki na ten jeden jedyny kurs. Tak mnie ciekawiło, co inni myślą o mnie, patrząc na mnie. Czy jestem ładna według tego chłopca w niebieskiej koszulce siedzącego obok puszystej pani, według mnie będącej jego mamą? Co pomyśli o moim sposobie wysławiania się starsza, elegancko ubrana i nieziemsko pięknie pachnąca pani, która zaczepiła mnie w przedziale i wciągnęła w dyskusję o książkach? I jak tam będzie? Czy spodoba mi się to, co zobaczę i usłyszę na końcu trasy, po wyjściu z pociągu?
Jest w tym uczuciu też coś z tego, co odczuwałam, kiedy po raz pierwszy w życiu startowałam w biegach przełajowych. Kochałam to, uwielbiałam biegać, czuć wiatr we włosach, adrenalinę płynącą żyłami, stres w chwili, kiedy ja i inne zawodniczki pojawiałyśmy się na linii startu. Tylu gapiów wokół, a w jednej chwili nikogo nie było, byłam tylko i ja i moje myśli. „Czy jestem dobra? Czy jestem wystarczająco dobra? Wygram? Dam radę? Inni będą ze mnie dumni? Czy zawiodę ich? Nie stresuj się tak bardzo”. Tyle myśli kotłowało się w mojej młodziutkiej główce. P.S.: Wygrałam;-)

ala 4

To naprawdę niesamowite uczucie ukończyć powieść. Chwilami było ciężko, ale patrząc na maszynopis wszelkie trudności, które napotkałam po drodze rozmywają się. Bo pisanie powieści okazało się lekcją samą w sobie, naprawdę niezapomnianą przygodą, już do końca życia z tworzeniem tej książki będzie łączyć się wiele wspomnień. Teraz moją prozę czeka test. O co chodzi? Oczywiście o spotkanie, które mój maszynopis będzie miał z wydawcami. Wierzę w moją opowieść, moich bohaterów i trzymam z całych sił kciuki za „Powiem Ci coś w sekrecie”. Jako, że już za chwilę będę pukała do drzwi wydawców przyszła ta chwila, w której chciałabym podziękować kilku osobom. Mamie i tacie – za możliwość stworzenia pracowni pod ich dachem oraz za wszystko inne, a o czym oni dobrze wiedzą. Mojej przyjaciółce Emi – dziękuję za wiarę w tą historię i we mnie! I za rozwiewanie wszelkich wątpliwości! Ani (tej pełnej uroku kobiecie od „Stokrotek w deszczu”) – dziękuję za konstruktywną krytykę, cenne uwagi i wszelkie wsparcie przy pisaniu. Cioci Agnieszce – za wszystkie miłe słowa i dodawanie otuchy. To przecudowne uczucie mieć świadomość, że ma się już swojego pierwszego fana-czytelnika:-) W tym gronie nie może też zabraknąć Luizy Stachury – dziękuję za wszystko, za poświęcony mi czas, cenne spostrzeżenia, mądre uwagi i cierpliwość.
„Powiem Ci coś w sekrecie” już niebawem będzie prosiło o uwagę wydawców, mam nadzieję, że choć jednemu z nich „wpadnie w oko”. A tymczasem zapraszam Was wszystkich do kibicowania mi i mojej powieści na fanpage’u:

Powiem Ci coś w sekrecie

A ja nie marnuję czasu i zabieram się do kończenia drugiej książki:-) Tak, tak… piszę dalej. Więcej o tym znajdziecie w „Mojej pracowni”.

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Proza, Refleksje, Wyłapane w sieci i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s