John Mayer i ja, czyli pisanie i muzyka

Nie umiem bez niej żyć. Daje mi dużo różnego rodzaju bodźców, jest jakże przyjemna i pomaga w pracy. I powiedźcie mi, jak jej tutaj nie kochać, szanować i wielbić…? Muzyka jest dla mnie najlepszym z trunków wysokoprocentowych i jedynym w swoim rodzaju narkotykiem, od którego jestem uzależniona jak nie powiem co (!).
Uwielbiam pisać słuchając muzyki. Szczerze nie wyobrażam sobie dnia bez niej. Nawet, kiedy nie mam na uszach słuchawek lub w mojej pracowni jest cisza jak makiem zasiał, to i tak w głowie słyszę „to” i „tamto”. Zupełnie jakbym miała wszczepioną jakąś ścieżkę dźwiękową. Brzmi dość szaleńczo, ale taka prawda. W sumie chcąc pisać trzeba w pewnym sensie odkryć w sobie takiego dziwoląga, szaleńca, wariata – różnie można to nazwać. Pozwolić mu się uwolnić i podążać za jego upodobaniami (oczywiście bez żadnych aluzji do jakiś wypaczeń). A na pewno należy, trzeba i warto poszukiwać bodźców, które pomagają pisać.
Mnie muzyka uwalnia i daje niesamowitą wolność. Sprawia, że z jednej strony bardzo prosto mogę ponownie odnaleźć ukryte w sobie dziecko i korzystać z jego mocy: niewinności, ogromnego zaciekawienia światem i podążania za marzeniami, a z drugiej strony odkrywa we mnie nieskrępowaną żadnymi barierami dorosłą osobę, która w tej jednej jedynej opowieści nie boi być tym, kim chce być i mówić to, co się jej tylko zapragnie. A wierzcie, w pisaniu bezczelna pewność siebie i zarazem delikatna niewinność w podejściu do świata jest szalenie potrzebna. Przynajmniej ja mam takie zapatrywanie na ten temat. Muzyka pomaga mi również tworzyć chwilowe granice dla fikcyjnego świata, w którym przez pewien czas żyję. Ułatwia mi też znoszenie „trybu mniszki”, jak zwykłam nazywać wielogodzinne i codzienne trwanie na krześle przed monitorem komputera kreując rzeczywistość, w której poruszają się bohaterowie moich opowiadań i dłuższej prozy.
Dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma utworami jednego z moich ulubionych muzyków i zarazem muzyką, przy której myśli mi się znakomicie.
Mowa o Johnie Mayerze. Słuchacie go? Ostatnio to jedna z moich obsesji. Pisze mi się przy „nim” jakoś podejrzanie lekko i łatwo. Ale chyba powinnam się cieszyć, nieprawdaż? A teraz zamiast „gadać” zostawiam Was z Johnem: z jego intrygującym głosem i jego gitarą (załączam nagrania koncertowe):-)

„Vultures”

„Belief”

„I don’t trust myself” („with loving you”)

„Gravity”

 

 

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł, Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „John Mayer i ja, czyli pisanie i muzyka

  1. goldenbrown pisze:

    Lubię Mayera, ale do tej pory najczęściej słuchałam jego Gravity.
    Podpisuję się pod Twoimi słowami o muzyce. Bez niej trudno żyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s