Dzień ŚwiRa

swir

Mam dziś nastrój psychopatycznego świra, który ma ogromną chętkę powyginać komuś wszystkie kończyny, a po tej brudno-obrzydliwie-grzesznej robótce dowalić też tak sobie, aby już nigdy nie wstać z gleby. BACH. Szukając od rana jakiegoś prostego sposobu na ukojenie tego powalono-rozdrażniono-rozdygotanego stanu duszy włączyłam tv. Super hiper faceci (tak muszą o sobie myśleć…) w ciemnych gajerach i pod krawacikami namiętnie opluwali się nawzajem. Do mych uszu zaczęły wlewać się dziesiątki bzdur, według tych super hiper fa-pajaców (od teraz będą fa-pajacami!). Babki o dziwo gdzieś na boku muszą być lub ewakuowały się… Albom ślepa… Wcisnęłam zielony przycisk (to ten od „zamknij się”, który wyłącza to całe czarcie stworzenie, jakim jest tv), a następnie szanowny pilot mógł wreszcie polecieć w przestworza. Wysłałam go daleko, za góry, a dokładniej za łóżko. W środku nadal pali i parzy. Jeśli Piekło istnieje to zapewne właśnie siedzi we mnie i tak je na ten moment widzę. Tylko za co zostałam na nie skazana? Niech pomyślę… To pewnie za trwanie w tym paskudnym martwym punkcie, z którego nie mogę się wykaraskać od dwudziestu, mniej więcej, dni. Cholercia! Szło tak dobrze! Teraz mam wrażenie, że wbito mnie w kajdany i wepchnięto do jakiegoś kurniko-więzienia. Pokaranie Boskie! No dobra, ale panuje jeszcze na tyle nad tym swoim żywotem, że nie zamierzam dopuścić się czynu powołującego mnie na listę pt. „Zesłani do Piekła” (tego na wieki wieków amen, gdzie trawi cię ogień, a ty na bank i tak stamtąd się nie wybłąkasz…). Numerku to ja tam nie zamierzam dostać i rozdygotana stać w kolejce oczekując wiecznego potępienia. BRRRrrrrr. Duchowemu samobójstwu mówię nie! Tylko co począć z tym stanem świra…? Hmm… Powinnam się cieszyć, że nie pojawiły się zjawy z przeszłości, jakiś duch czy gorsze paskudztwa. Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem przekonana o tym, że wokół jest wiele światów, których nie dostrzegamy bo jesteśmy: a) ślepi i b) nie mamy w nic wiary. Kiedyś nawet c-o-ś przeżyłam, ale to nie czas na opowieści w tym stylu. W moich rękach ląduje książka. S. Kinga. Ten to dopiero jest płodny!  I dobrze, chwała mu za to! „Miasteczko Salem” do dziś dnia siedzi mi w głowie. W dniu dzisiejszym jednak haham się przy jego historyjkach zawartych w „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” (bo np. wspominając dzieciństwo pisze o „wysraniu się na kowboja” – musicie przyznać, chłop ma dystans do siebie i kozackie poczucie humoru). Jakoś tak nawet niepostrzeżenie mój nastrój przeżywa coś w rodzaju odwilży, a na pewno świr odpuszcza mi. BACH. A głupie ludzie gadają, że czytanie jest bezsensowne… No to macie wy-antyksiążkowcy na pożegnanie od mojego wybywającego ze mnie świra trzeci palec od rączki liczony tak od lewa, jak i od prawa…:-)

Reklamy

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Artykuł, Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s