Coś dla fanów „Twin Peaks” – „Sekretny Dziennik Laury Palmer”

Leciutko ponad miesiąc przed moimi czwartymi urodzinami, 8 kwietnia 1990 roku, stacja ABC wyemitowała pilot serialu „Twin Peaks”. Nie były to czasy tego całego rozpędzonego internetu, który w kilka chwil umożliwia ludziom na całym świecie śledzenie wszelkich newsów więc ani mała ja, ani nikt mi wówczas znany (chyba, mogę się przecież mylić) nie podejrzewał, że za wielkim i głębokim oceanem, w kraju Coca Coli, Myszki Miki i Parku Yellowstone, po którym biega Miś Yogi, coś takiego w ogóle miało miejsce. Z perspektywy kogoś, kto ma dziś kilka czy kilkanaście lat, brzmi to niczym prehistoria lub wieki ciemne. Cóż, takie fakty (choć tamte czasy, tamta powolność i tamten rytm życia miały swój czar i urok). Miałam już okrągłe pięć latek, kiedy Telewizja Polska puściła dzieło Marka Frosta i Davida Lyncha. Na rodzimym podwórku objawiło się nam wszystkim jako „Miasteczko Twin Peaks”. Rok 1991 uświadomił mi (zresztą nie tylko mi), że w tej całej telewizji można zobaczyć coś zgoła innego od tego, co standardowo serwuje się widzowi. Teraz przyznam się do grzechu, ale nie zdradźcie tego nikomu, byłam stanowczo za mała, aby móc sobie pozwolić na to całe Twin-Piksowe-szaleństwo, ale co mi tam…! Pozwalałam sobie. Chciałam być jak dorośli! Miałam tajną miejscówę (zapewne jak wiele dzieciaków, które w tamtych czasach chciały coś obejrzeć, ale rodzice obwieszczali im: „n-i-eeeeee”). Bezpiecznie ukryta (pomijając jakąkolwiek wygodę) podglądałam (bo trudno nazwać to oglądaniem) „Twin Peaks” (moje podglądanie TP przebija jedynie podglądanie „Z Archiwum X”, ale to już inna opowieść). Tak naprawdę docierały do mnie jedynie pewne obrazy, pojedyncze zdania, intrygująca muzyka z czołówki (niezapomniane intro i ścieżka dźwiękowa stworzone przez Angela Badalamentiego) i ta cała niepokojąca i zarazem surrealistyczna atmosfera (choć w tamtych czasach słowo surrealistyczne nie było mi znane). Jako czterolatka rozkminiałam kto w tak małym miasteczku mógł kropnąć dziewczynę i zapaść się pod ziemię. Co więcej, myślałam sobie, jak można kogoś kropnąć i jak gdyby nigdy nic sobie dalej żyć. W mojej rzeczywistości takie coś by nie przeszło – ktoś kogoś by na pewno podejrzał, i ktoś komuś by na pewno przeplotował. Poza tym małej mnie ta cała Laura Palmer wydawała się dziewczyną z tajemnicą tego rodzaju, przez którą można mieć tylko kłopoty. No i lubiłam agenta FBI Dale’a Coopera z twarzą Kyle’a MacLachlana!!!:-) A wiecie czemu? Bo sama urodziłam się i wychowywałam w maleńkiej miejscowości. Czymś naturalnym było dla mnie, że najbardziej intrygującą osobą na świecie jest ten ktoś nowy. Ten inny, który nagle zjawia się w mojej okolicy. A te wszystkie paranormalne elementy i dziwaczne postaci o moralnie wątpliwych działaniach jedynie jako strzępki przewijały się przez mój dziecięcy mózg. Koszmarów nie pamiętam. Raczej chodziło za mną pytanie, o co w tym wszystkim chodzi? Jak poskładać te puzzle w całość? Tak oto w telegraficznym skrócie zaczęła się moja przygoda z „Twin Peaks” – opowieścią o śledztwie w sprawie morderstwa uczennicy liceum Laury Palmer.
TP oglądane po latach odkryło się przede mną na nowo. Choć czuć w nim ducha minionej epoki, potrzeba chwili czasu, aby wbić się w ten „staroświecki rytm, który charakteryzował produkcje tamtych lat”, muszę szczerze przyznać, że serial nie zardzewiał i ma się nieźle.
A skoro jesteśmy przy temacie seansów… W 1992 roku na ekrany kin wszedł film „Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną”. A prawie 27 lat później…, w 2017 roku, doczekaliśmy się kontynuacji TP w postaci serialu „Twin Peaks: The Return”. Premiera miała miejsce 22 maja br. Oglądaliście…?;)
Po co w ogóle piszę o „Twin Peaks”? Oczywiście mam sentyment do tego serialu i to już wystarczający powód by o nim porozmyślać, ale ten prawdziwy powód jest inny. Całkiem niedawno nakładem wydawnictwa Znak literanova wyszedł „Sekretny Dziennik Laury Palmer” autorstwa Jennifer Lynch. „O, kurczę! Jak fajnie”, pomyślała już dorosła ja.

Jestem świeżo po jego lekturze i mam takie cztery główne przemyślenia.
Po pierwsze: Nie mogę odegnać od siebie myśli, że ta książeczka to przede wszystkim takie odcinanie kuponów od ogromnej popularności „Twin Peaks”.
Po drugie: Dziennik Laury ogołocony jest z tej dziwacznej, niepokojącej i surrealistycznej atmosfery „Twin Peaks”, którą charakteryzował się serial, i która właśnie zaintrygowała mnie i miliony widzów.
Po trzecie: Sekretne sprośne zapiski chwilami na pewno spowodują zarumienienie policzków u czytelnika, ale są niczym więcej niż tylko sprośnymi (chwilami mocno wulgarnymi) zapiskami nastolatki. Niby tu i tam pojawia się BOB, ale i tak Laura „wyszła” według mnie jako nie-Twin-Piksowa-postać.
I wreszcie po czwarte: Książeczkę potraktować należy jako „coś extra” dla fanów „Twin Peaks”. Taki mały prezencik, który nie powali na kolana, ale jeśli coś uwielbiasz, to nie masz tego dość. Więc oto to malutkie „coś” jeszcze. 

„Sekretny Dziennik Laury Palmer”
Jennifer Lynch
Tłumaczenie: Agnieszka Sobolewska
Oprawa miękka
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Znak literanova
Rok wydania: 2017

 

Reklamy

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przeczytane i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s