„Światy, które odchodzą”

Pewnego dnia zatrzymałam się. Nie wiem, jaka siła przywiodła mnie właśnie tu, na łąkę, którą określałam Uroczą. Szłam przed siebie i ją ujrzałam. To było dziwne uczucie po raz pierwszy spojrzeć na nią w „ten” sposób, kiedy widziałaś ją już dziesiątki razy. Z trzech stron graniczyła z lasem, choć chyba wolę myśleć, że las trzymał ją w ramionach. Postawiłam stopę na zielonej trawie i w tej właśnie chwili dostrzegłam około dwadzieściorga zajęczych uszu. Dosłownie wyrosły przede mną. Zwierzak znajdujący się najbliżej podniósł się, stanął na tylnych łapkach i popatrzył mi w oczy. Tak głęboko. Odebrałam to jako coś w rodzaju prześwietlenia nieznajomego. Mogłam sobie tylko wyobrażać jak bardzo byłam tu niechciana. Nie dało się ukryć, że pojawiłam się o niezbyt stosownej porze. Wylegiwały się na słońcu łapiąc każdy najmniejszy promyk słońca. Cieszyły się chwilą i spokojem od tych całych ludzi. A tu ja. Kobieta. Człowiek. Pierwszy z zajęcy chyba coś powiedział do całej reszty, bo w jednej chwili, jakby na jego znak, cała rodzina lub grupa przyjaciół, ulotniła się. Tak naprawdę pokicała hen, hen daleko… Zrobiło mi się przykro na duszy, nie lubię innym przerywać takich błogostanów. Spojrzałam jednak gdzieś w dal i po chwili smutek wyskoczył mi z piersi i pognał za zającami. Odwróciłam się i właśnie wtedy zobaczyłam wielkie, stare drzewo. Wiatr musiał je złamać podczas ostatniej burzy. Przywołało mnie do siebie. Podeszłam. Nie wiem, dlaczego, ale wyciągnęłam dłoń w jego kierunku i zaczęłam je głaskać. Robiłam to na tyle długo, że w pewnym momencie musiałam usiąść. Usadowiłam się wygodnie na przewróconym pniu. Mój wzrok razem z duszą i sercem jakby wtopiły się w to miejsce. Zapatrzona daleko gdzieś w dal jakąś drogą dotarłam do pewnej chwili z przeszłości. Miałam kilka lat. Szłam za rękę z babcią. Byłyśmy niedaleko tego miejsca. Usłyszałam jak mówiła: „Kiedyś tędy biegła droga, wiesz?”, „Naprawdę?”, „Tak, wszystko wyglądało inaczej”, „Dlaczego?”, „Świat się zmienia. Choć kto wie, czy nie bardziej ludzie go odmieniają”. Wróciłam do tu i teraz. Wyrwałam się z wędrówki po jeszcze innego rodzaju drogach, takich, które odbywa się wędrując po Krainie Wspomnień. Patrzyłam i wiedziałam, że ten świat znany i zapamiętany z dzieciństwa już znika. Robi to w zawrotnym tempie. Gdzieś w środku poczułam drgnięcie. Strach? Być może. Nie lubię czuć tego na własnej skórze. Coś mnie dotyka, ociera się, przebiega przed oczami. Wiem, że coś jest i czuję tego czegoś nadejście, ale nie umiem tego złapać i zatrzymać. Mam wtedy poczucie jakbym coś traciła. Wiem, że zmiany to część życia i w ogóle. Nic nie poradzę na to, że poczułam, iż powinnam tu posiedzieć jak najdłużej i zapamiętać jak najwięcej. Pewne światy odchodzą. Ten jeden chciałam uchować od zapomnienia.

Przypomniałam sobie dziś i o tym i stwierdziłam, że stworzę tu cykl „
Światy, które odchodzą”. Co jakiś czas umieszczę tu fotografie z mojego Podlasia. Na Wasze nieszczęście jestem fatalnym fotografem…:D Ale nie o to tutaj chodzi. Pozdrawiam z Podlasia!;-) 

A tu zima: grudzień 2016/styczeń 2017

Informacje o Alice

Fall in love with writing...
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „„Światy, które odchodzą”

  1. Ja myślałem że masz śnieg w Marcu a tu zima z 2016😋

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s